Mario Escobar, „Kołysanka z Auschwitz”

Obóz koncentracyjny Auschwitz-Birkenau to bez wątpienia najtragiczniejsze, najdramatyczniejsze i najbardziej bolesne miejsce w historii całego świata, które stało się tak symbolem śmierci, jak i też ludzkiego zła. Wciąż odkrywamy kolejne fakty, historie i narracje o obozowym życiu w  czasie II wojny światowej, które to stanowią czasami reporterską opowieść, czasami zaś fikcyjną historię. Za każdym razem jednak ogrom emocji, wzruszeń i niezwykłych przeżyć im towarzyszących, wywiera nam nas olbrzymie wrażenie. Nie inaczej było także i podczas mojego spotkania ze wspaniałą i wzruszającą powieścią Mario Escobara pt. „Kołysanka z  Auschwitz”, o której to pragnę opowiedzieć więcej w poniższej recenzji.

Fabuła książka przenosi nas sobą w sam środek wojennego piekła – do roku 1943. To właśnie wtedy poznajemy Helene Hannemann – oddaną żonę, przykładną matkę, zwyczajną mieszkankę Berlina. Oto jednak pewnego ranka jej życie przybiera twarz najstraszliwszego koszmaru, gdy  wraz z mężem i pięciorgiem dzieci zostaje aresztowana ze względu na romskie korzenie małżonka, a następnie przetransportowana do obozu koncentracyjnego Auschwitz-Birkenau. Tam na wskutek swojego pedagogicznego wykształcenia zostaje oddelegowana do prowadzenia obozowego przedszkola dla żydowskich dzieci. Dzieci, dla których staje się jedynym promieniem ciepła, dobra i matczynej miłości, która została im odebrana.

Niniejsza książka stanowi sobą fabularyzowaną opowieść o niezwykłych losach Helene Hannemann – autentycznej postaci z kart historii, która wsławiła się swoim niezwykłym poświęceniem i oddaniem na rzecz obozowych dzieci. To opowieść pełna bólu, smutku i trudnych emocji z jednej strony, z drugiej zaś jednak także i  pięknego triumfu ludzkiej godności i poświęcenia na rzecz innych, o które to było tak trudno w tym piekielnym czasie i miejscu, ale mimo wszystko za sprawą tej wyjątkowej kobiety, ono właśnie tam zaistniało. I owszem, lektura tej książki przyniesie nam łzy, żal, poczucie buntu i niezrozumienia tego szaleństwa świata sprzed 75 lat, ale też i wielką porcję nadziei i dumy z tego faktu, że mimo wszystko ludzkie dobro zatriumfowało i nie dało się zabić tym, którzy czynili wszystko co w ich mocy, by tak się stało.

Pod względem fabularnym powieść ta prezentuje się bardzo udanie, gdy najpierw wita nas bardzo intrygujący prolog, który wybiega w przyszłość względem głównej osi wydarzeń, a następnie dane jest nam już odkrywać obozowe losy głównej bohaterki, które przybierają formę swoistego dziennika Helene Hannemann. Miesiąc po miesiącu, tydzień po tygodniu i dzień po dniu poznajemy codzienność życia w obozie, dramaty Helene i innych więźniów, jak i też piekielne działania dr Mengele, który jest jej bezpośrednim przełożonym. Nie brakuje tu bardzo intrygujących, ale też i dramatycznych scen, wobec których trudno jest przejść obojętnie. Nie zabrakło tu także pięknych, wzruszających obrazów kontaktów Helene z małymi dziećmi, dla których to stała się ona najprawdziwszą matką. Całość wieńczy zaś mocny i dramatyczny finał, którego chyba też nigdy już nie zapomnę.

Książka ta stanowi sobą swoisty hołd, akt podziękowania i wyróżnienia dla jej głównej bohaterki – Helene Hannemann. Poznajemy ją tutaj, jako niezwykłą kobietę, którą cechuje wielka wrażliwość, poświęcenie dla innych, jak i też olbrzymia siła woli i ducha, nie pozwalająca poddać się w tej walce o każdy kolejny dzień i chociażby jeszcze jeden uśmiech dzieci, którymi się zajmuje. Cóż można więcej o niej powiedzieć, aniżeli nie te oto słowa, że tacy ludzie stanowią i  reprezentują sobą wszystko to, co w człowieku najlepsze, najpiękniejsze i  najwspanialsze. Oczywiście poznajemy tu także znacznie więcej intrygujących postaci z drugiego planu, m.in. na czele z mądrą towarzyszką niedoli i zarazem przyjaciółką Helene – Anną, czy też demonicznym dr Mengele, któremu również poświecono tu wiele miejsce i uwagi.

Opowieść ta oferuje nam także niezwykłe świadectwo codzienności życia w  Auschwitz. Codzienności tym bardziej bolesnej i trudnej do akceptowania, gdyż obrazującej losy dzieci. Dzieci, które przecież nie rozumiały do końca tego, gdzie się znajdują, co je czeka, ani też jak wielkie grozi im niebezpieczeństwo na każdym kroku. I to właśnie to straszliwe zderzenie ich naiwności i łatwowierności z  piekłem obozowego życia, wywiera na nas największe i najboleśniejsze doświadczenie. I chyba też można pokusić się tu o tę odważną myśl, że po przeczytaniu tej książki będziemy zupełnie inaczej odbierać i postrzegać dyskusję o Auschwitz-Birkenau okresu II wojny światowej, gdyż już zawsze będą pojawiać się wtedy przed naszymi oczyma sceny i obrazy z tej książki, w których pierwszoplanową rolę odgrywają niewinne dzieci.

Spotkanie z powieścią „Kołysanka z Auschwitz”, to bez wątpienia coś znacznie ważniejszego i większego, niż tylko lektura ciekawej książki. To niezwykłe emocje, poruszające i wzruszające przeżycia, jak i też chwile smutku i żalu, które pozostaną już z nami na zawsze. Mimo to książkę tę po prostu poznać trzeba, gdyż wydaje się to naszym swoistym obowiązkiem względem pamięci o Helene Hannemann i jej dziecięcych podopiecznych, którym to zaoferowała ona sobą tak wiele dobra, ciepła i miłości. Tym samym też bardzo gorąco zachęcam do sięgnięcia po tę powieść, która to z pewnością nie tylko was zaskoczy, ale też i  w  pełni oczaruje.

Autorka recenzji: Urszula Janiszyn

Tę i inne książki o Auschwitz znajdziesz w księgarni selkar.pl