Recenzje

Mick Finlay, „Głęboki grób”

„Głęboki grób” Micka Finlaya to jedna z tych książek, których się wyczekuje. To drugi tom cyklu „Arrowood Mystery”, ale zupełnie inna historia, przez którą przeprowadza nas detektyw William Arrowood wraz ze swoim asystentem. Jeśli lubicie deptanie złoczyńcom po piętach, ta książka jest właśnie dla Was!

Londyn, 1986 rok.

Detektyw William Arrowood otrzymuje z pozoru proste zlecenie, które spodziewa się szybko zakończyć. Otóż pewne małżeństwo zwraca się do niego z prośbą o pomoc, by pomógł im skontaktować się z ich córką, która po wyjściu za mąż zerwała z nimi wszelkie kontakty. Być może miała na to wpływ jej „wątła psychika”. Jednak im bardziej detektyw bada sprawę, tym więcej pojawia się niejasności i rozbieżności, a skutki jego śledztwa stają się coraz gorsze. Ale najważniejsze pytanie brzmi: Czy świeżo upieczona mężatka nie może, czy nie chce kontaktować się z rodzicami?

To już moje drugie spotkanie z Mickiem Finlay’em i drugi zachwyt nad jego książką. Nie dopatrzyłam się ani jednej skazy, a ostatnie strony lektury doprowadziły mnie do smutku, bo zmuszona byłam opuścić świat pełen intryg i machlojek, na czele z Williamem Arrowoodem oraz Normanem Barnettem. Ale postaram się teraz przekazać moje wrażenia, byście zechcieli zapoznać się z tą książką.

Bohaterowie

Mick Finlay wykreował postacie wyraziste, a przede wszystkim autentyczne. Najczęściej autorzy raczej wybielają najważniejsze osoby, a tutaj jest wręcz odwrotnie. Nie upiększył również warunków życia, w których każdy z nich żyje. Jest brud, smród i wszy. Jako człowiek nie chciałabym żyć w takim obskurnym Londynie, jednak jako czytelnik czuję się usatysfakcjonowana – zero ściemy. Często łapałam się również na wrażeniu, że oni żyją naprawdę! Tak świetnie udało się autorowi uchwycić opis codzienności. Rewelacja!

Śledztwo

„Głęboki grób” to jedna z tych pozycji, która pozbawiona jest nowoczesnej technologii, zmuszając tym samym do wysiłku umysłowego. Detektyw i jego pomocnik zmuszeni byli zatem do obserwowania, zadawania pytań i wyciągania trafnych wniosków. Podobało mi się ich podejście do sprawy, pomysłowość, a także rozmowy z osobami postronnymi. Świetna sprawa. Wciągnęłam się bardzo szybko i często byłam zaskakiwana – co bardzo lubię. Nie sztuka zebrać i zbadać DNA z miejsca zdarzenia. Sztuka to dojść do prawdy tylko dzięki własnym zdolnościom właściwego postrzegania i czystej dedukcji, co Mick Finlay pięknie zaserwował.

Co rzuca się w oczy?

Moją uwagę zwróciła duża obecność osób chorych psychicznie. Ich choroby nie zostały dogłębnie, a zarazem nudnie omówione, ale osoby te zdawały się być na każdym kroku. Zaciekawiło mnie to, ponieważ nigdy się z czymś takim nie spotkałam w kryminale. Dodawały one wszystkiemu jeszcze większej tajemniczości i zawiłości, bo czy można traktować takie osoby jako wiarygodne? I czy na pewno osoby, u których zdiagnozowano choroby, są tak naprawdę chore? Często miałam problem, by zaufać czyimś słowom. Albo zdecydować, co ktoś naprawdę ma na myśli poprzez swoje zachowanie.

Czy warto coś zmienić?

Ja nie zmieniłabym nic. Uważam, że ta książka jest świetna. Oprócz realizmu, mamy do czynienia też ze stopniowaniem napięcia. Autor nie każe nam czekać na ostatnie 100 stron, gdzie wszystko wybucha, a od emocji boli głowa. Sprytnie poumieszczał mnóstwo tropów – nie zawsze trafnych – które utrzymują czytelnika w niepewności. Ba, wiele z nich otwierało nowe wątki, którymi czasami warto było pójść, ale nie zawsze. Bawiłam się przednio, ale jednocześnie nieustannie analizowałam wszystko wraz z głównymi bohaterami. A i tak często miałam ochotę uderzyć się ręką w czoło, bo jak mogłam przeoczyć czy zlekceważyć tak dobrą poszlakę?!

„Głęboki grób” to drugi tom cyklu, ale mam nadzieję, że nie ostatni. Przy obydwu bawiłam się świetnie i warto też wspomnieć, że nie trzeba czytać pierwszej części, żeby sięgnąć po drugą! Choć pewne wątki dotyczące prywatnego życia głównych bohaterów mogą wprowadzić wówczas nieco chaosu. Ale sprawy czysto detektywistyczne są odrębne, więc śmiało można sięgnąć po drugą, a następnie pierwszą część. Nic się nie stanie. Ale polecam czytać po kolei. Aby wszystko miało ręce i nogi.

Autorka recenzji: Daria Łapa