Recenzje

Recenzja „Neverworld wake” Marishy Pessle

Trudne wybory… – nigdy nie są proste, łatwe i zawsze wiążą się z dużym ryzykiem, od podjęcia którego zależy nasz los… Wszyscy doskonale o tym wiemy, gdyż z wyborów  składa się codzienność naszego życia,  w którym wciąż musimy podejmować ważne decyzje… Czasami jednak zdarza się i tak, że ów wybór przybiera najokrutniejszą i najdramatyczniejszą z możliwych form, gdyż decydującą o życiu, bądź śmierci! O takim koszmarze opowiada najnowsza powieść Marishy Pessle pt. „Neverworld Wake”, która ukazała się w naszym kraju nakładem wydawnictwa Jaguar! Poznajmy zatem ów wybór i  konsekwencje, jakie z niego płyną…

 

Fabuła książki skupia się na losach kilkorga przyjaciół, w tym także i naszej narratorki – Beatrice. To młoda dziewczyna, która właśnie przeżyła jeden z  największych koszmarów swojego życia – śmierć ukochanego chłopaka. Rok po tym wydarzeniu Beatrice udaje się małej nadmorskiej posiadłości Wincroft, gdzie to postanawia spędzić czas z czwórką najbliższych przyjaciół. Dziewczyna podejrzewa bowiem, iż ktoś z nich posiada wiedzę na temat tajemniczej śmierci jej chłopaka, a tym samym pragnie poznać ów prawdę za wszelką cenę. Jednak oto za sprawą tajemniczych wydarzeń i pewnej niezwykłej osoby, cała grupa znajduje w śmiertelnej pułapce, jaką to jest zapętlona czasoprzestrzeń – jeden dzień powtarza się wciąż i wciąż od początku. Uratować może się tylko jedno z nich, które zostanie wybrane zgodnie w głosowaniu całej grupy, zaś wszyscy pozostali, będą musieli zginąć…

Niniejsze dzieło tej cenionej amerykańskiej pisarki oferuje nam sobą intrygujące, elektryzujące i trzymające w napięciu do samego końca spotkanie z literaturą z  najwyższej półki. Literaturą spod znaku fantastyki, thrillera, a nawet i  kryminału,  związanego z odkrywaniem prawdy o śmierci chłopaka głównej bohaterki. I tak oto poznamy tu grupę niezwykle wyrazistych i nietuzinkowych bohaterów, dotkniemy nadprzyrodzonych wydarzeń nie z tego świata, weźmiemy udział w swoistej grze kłamstw, pozorów i manipulacji, wreszcie przeżyjemy moc wielkich emocji, która nie opuszczą nas aż do samego końca. To historia o  wielu obliczach, która gwarantuje nam sobą niezwykłe doznania czytelnicze.

Największą siłą tej książki wydaje się być jej intrygujący koncept. Koncept łączący w sobie fantastyczną podróż w czasie z równie intrygującymi relacjami międzyludzkimi wewnątrz grupy, która z jednej strony musi współdziałać w walce o przetrwanie, z drugiej zaś wzajemnie sobie zaufać, co nie jest łatwe… Autorka poradziła sobie z tym zadaniem w bardzo dobry sposób, koncentrując się przede wszystkim na akcji, przygodzie i losach bohaterów, ale także i wplatając gdzieś pomiędzy tymi efektownymi scenami grę, jaką prowadzi Beatrice z pozostałymi bohaterami. Tym samym też jest tutaj efektownie, jak i wielce inteligentnie, co w mej ocenie zawsze decyduje o wielkości danej pozycji. Sama lektura upływa nam w błyskawicznym tempie, z pełnym zaangażowaniem w tę historię i ciekawością tego, co kryje sobą kolejna strona. Całość wieńczy zaś mocny i bardzo zaskakujący finał, o którym to nie sposób zapomnieć przez długi czas…

Powieść ta zawdzięcza wiele swoim bohaterom, którzy są barwni, ciekawi i z  pewnością nie jednowymiarowi. Beatrice, Cannon, Kip, Whitley i Martha – to młodzi ludzie, wchodzący tak naprawdę w dorosłe życie, ale przy tym mający już sukcesy zawodowe. Każde z nich jest inne, na swój sposób wyjątkowe i budzące przeróżne emocje – od sympatii począwszy, poprzez irytację, a na jawnej niechęci skończywszy. Najważniejsze wydaje się jednak to, iż wszyscy oni są naturalni,  prawdziwi i przekonujący sobą do tego, by zawierzyć ich kreacjom. Oczywiście, nasze największe i najcieplejsze odczucia budzi Bee, która oprowadza nas po tej literackiej rzeczywistości, dzieli się z nami swoimi spostrzeżeniami, jak i też niesie na swych barkach misję odkrycia prawdy o śmierci swojego ukochanego. Niemniej, także i pozostała czwórka wypada tu równie dobrze, zaskakując nas co rusz swoimi zachowaniami, decyzjami i czynami…

Słów kilka warto poświęcić także kluczowemu wątkowi fantastycznemu, jaki przewija się przez tę opowieść. To sprawdzona wielokrotnie koncepcja „dnia świstaka”, czyli powtarzania się nieustannie tego samego dnia w nieskończoność. Tyle tylko, że  Marisha Pessle dodała tu od siebie pokaźną porcję grozy i  strachu,  nadając temu zjawisku nie komediowy i przygodowy charakter, ale właśnie jak najbardziej mroczny. I w mej ocenie to działa! Działa na naszą wyobraźnię,  potęguję napięcie i sprawia, że lektura tej pozycji jest tak mocna. Myślę, że tym też książka ta wyróżnia się z szeregu innych pozycji fantasy dla młodzieży, czyniąc ją tym bardziej wartą poznania…

Lektura „Neverworld Wake” gwarantuje nam przednią czytelniczą zabawę, wspaniałą rozrywkę, jak i przede wszystkim potężną dawkę emocji – od strachu począwszy, poprzez szczyptę uśmiechu, a na wzruszeniach, skończywszy. To świetny pomysł, jego bardzo sprawne przełożenie na karty literatury oraz absolutnie nieprzewidywalny finał, którego za nic nie moglibyśmy się spodziewać. A poza tym… A poza tym jest to po prostu dobra literatura, która broni się w każdym względzie. Tym samym też polecam poznanie tej fascynującej i pięknie wydanej powieści każdemu, kto tylko uwielbia enigmatyczne, oscylujące na granicy jawy i snu, a przy tym wielce inteligentne odsłony młodzieżowej literatury!

Urszula Janiszyn