Recenzje

Zwiadowcy Tom 1 Ruiny Gorlanu – Z dziennika czytelnika #1

W poprzednim moim tekście wypisałem parę książek, które na pewno będę chciał przeczytać w tym roku. Do tej listy zdążyły dojść już kolejne pozycje, dlatego czym szybciej zająłem się realizacją mojego postanowienia książkowego.

Na pierwszy ogień wpadła lekka pozycja fantasy, czyli Zwiadowcy. Tom 1 został przeze mnie przeczytany dosłownie w 4 dni (co przy moim braku czasu na wszystko jest nie lada wyczynem) i muszę powiedzieć, że zostałem kupiony.

Zwiadowcy Tom 1: Ruiny Gorlanu – dla kogo?

Teoretycznie seria Zwiadowcy to fantastyka dla dzieci i młodzieży. Jak nietrudno jednak się domyśleć i wbrew mojemu zachowaniu, nie jestem już niestety ani dzieckiem, ani młodzieżą, chociaż na pewno zachowuje się czasami jak dzieciak. Może właśnie dlatego Zwiadowcy mnie kupili? Książka jest napisana bardzo prostym językiem, skierowanym głównie do młodszych widzów, ale podobnie jak to było na przykład z kultowym już Harrym Potterem, czy troszkę zapomnianym, ale bardziej w konwencji fantasy zachowanym Eragonie, to właśnie lekki język sprawiał że dorośli chętnie sięgali po te książki.

Seria Zwiadowcy zyskała konkretną popularność w naszym kraju i to nie z byle powodu. To jest książka dla dzieci i zachowuje wszystkie cechy takiej pozycji. Nie znajdziemy tutaj wulgarnego języka, brutalnych scen bitwy (tego mi akurat brakuje) oraz wyjątkowo rozbudowanego sarkazmu który bryluje w typowych polskich powieściach fantasy. Znajdziemy natomiast bardzo fajną, prostą historię o pewnym chłopaku który z zaskoczenia został Zwiadowcą.

Porozmawiajmy o książce

W przeciwieństwie do innych jednak książek fantasy, jak na przykład wcześniej wspomniany Harry Potter, Zwiadowcy, przynajmniej w pierwszym tomie to książka dwu wątkowa. Oprócz wcześniej wspomnianego chłopaka o imieniu Will, książka poświęca także wiele miejsca dla postaci jego rywala z sierocińca – Horace, który to trafił do szkoły dla rycerzy. I tutaj znowu przejawia się prostota, ale też czystość świata fantastycznego przedstawionego w zwiadowcach. Oczywiście nie musimy długo się domyślać że relacja między dwoma chłopcami zmieni się o 180 stopni, ale nie będziemy tutaj spoilerować. Nie pierwszy raz widzieliśmy podobną historię relacji dwóch rywali.

Zwiadowcy kryją się pod brunatnymi płaszczami, szyją z łuku, używają dwóch noży lub krótkiego miecza do walki. Nie ma mowy o pancerzach czy tarczach, Zwiadowca w książce Johna Falangala to typowy przedstawiciel swojej profesji żywcem wzięty z klasycznych systemów fantasy, jak np. Dungeons and Dragons. Analogicznie jeżeli chodzi o drugą formację zbrojną w książce, której autor przeznacza dużo czasu. Rycerze walczą za pomocą miecza i tarczy, są zakuci w zbroje, a ich rumaki nie są przystosowane do długich marszy tak jak malutkie koniki zwiadowców. Twórca nie wprowadza tutaj wielu zagadnień taktycznych, rycerze nie muszą umieć walczyć za pomocą różnych broni w zależności od sytuacji na polu walki. Miecz i koniec.

Historia w powieści także jest oklepana do bólu. Oto zły władca zbiera siły i ma zamiar ponownie zaatakować kwitnące królestwo. Naprzeciwko niego staną nie tylko siły zbrojne, ale i elitarni zwiadowcy, których zadaniem jest dywersja oraz wywiad. Fabuła jest bardzo prosta i w sumie uważam to za zaletę pierwszego tomu, ciężko mi powiedzieć czy autor z czasem zmieni styl na bardziej dojrzały, ale czytając recenzje na różnych portalach, wydaje mi się że nie. I bardzo dobrze.

Tak jak oczekiwałem, nie ma tutaj zbędnych elementów dodatkowych zwiastujących na tworzenie się hybrydy. Czytając Zwiadowców miałem do czynienia z najczystszym fantasy, prostszym w swojej formie niż inne typowe książki, bo skierowana ona jest do dzieci i młodzieży, ale wcale nie ujmuje to jej uroku. Czuję, że z przyjemnością ukończę całą serię.