thriller

Recenzja książki “Zabij mnie, tato” Stefana Dardy

„Zabij mnie, tato” Stefana Dardy to książka, która przykuwa uwagę zarówno opisem jak i okładką. Gdy zajrzeć do jej środka, na pierwszy rzut oka wyczuć można dynamizm, który objawia się krótkimi fragmentami. Ale w tym wszystkim wciąż najważniejsza jest fabuła. Czy nasz rodak stworzył coś, co nie pozwoli położyć się spać o ludzkiej porze?

Zdzisław to emerytowany policjant, który zatrudnia się w fabryce okien, i robi to w niewielkiej miejscowości, ponieważ pragnie tylko spokoju. Zupełnie nie zależy mu na relacjach z mieszkańcami. Ale niestety szybko trafia na pewnego energicznego mężczyznę, który w mgnieniu oka zyskuje sympatię i zainteresowanie Zdzicha. Kamil nie tylko przekonuje przyjezdnego do wspólnego spędzania czasu, ale i otwiera się przed nowym znajomym. A potem nagle staje się najgorsze – znikają dwie dziewczynki.

Jeśli szukacie wartkiej akcji, w którą autor wrzuca czytelnika już od pierwszych stron, zapukaliście pod niewłaściwy adres. Wielu może to wręcz irytować czy niepokoić, bo przecież całość liczy sobie ponad 500 stron. Ale wiecie co? Mimo iż wszystko rozkręca się równie szybko jak bieg leniwca, to według mnie rekompensata jest wystarczająca – przez długi czas akcja skupia się bowiem na głównym bohaterze, którego poznajemy małymi kroczkami. Tak samo jak poznajemy jego nowego znajomego, miejscowego właściciela niewielkiego lokalu. Autor stopniowo obnaża ich historie, budując tym samym mocne fundamenty do dalszej części. I właśnie tak powinno się odebrać mocno długi początek. Jako solidną podstawę do dalszej części.

Stefan Darda w całości kupił mnie zarówno historią opowiedzianą przez Kamila, jak i samym Kamilem. Ambitny młody człowiek, z pasją, marzeniami, ale i smutną historią, która na niejednym odcisnęłaby piętno. To postać jakby z krwi i kości. Nie tylko naszkicowana, ale i wydająca się być w stu procentach prawdziwą. Ktoś, z kim sama chciałabym usiąść przy piwie i posłuchać. W pewien sposób poczułam z nim jakąś tam więź. Cieszyłam się zatem, gdy zorientowałam się, że w pewien sposób spędzimy ze sobą jeszcze wiele czasu, ponieważ nie dotarłam nawet do setnej strony. Z mojej perspektywy, duży plus dla książki.

Bardzo podobała mi się autentyczność, którą dostrzegłam na wielu stronach. Pozbawienie fabuły przypadku, przy jednoczesnym pozostawieniu wszystkiego bez taryfy ulgowej. Autorowi udało się uchwycić wszystko tak, jak należy. Jeśli ktoś się z czegoś zwierzał, posługiwał się słowami, które nie trąciły niczym sztucznym. Jeśli ktoś przeżywał tragedię, zachowywał się równie wiarygodnie. A wszystko to opisane z dokładnością, w odpowiednim tempie. Ogólne nie przepadam za książkami, które liczą sobie ponad 400 stron, ale tutaj w ogóle mi to nie przeszkadzało. Wręcz byłam szczęśliwa, że autor z niczym się nie śpieszy, racząc mnie porządnie rozbudowaną fabułą.

Brakowało mi jedynie większej dawki niepewności i zwrotów akcji. Bo choć czytało się dobrze, to jednak serducho nie biło mocniej tak często, jak bym sobie tego życzyła. I to jest największy zarzut dla tej pozycji. To dokładnie jak z wycieczką krajoznawczą. Podziwiamy widoki za oknem, jednak dopiero im więcej różnorodności, tym większy zachwyt i piękniejsze wspomnienia.

Ale w tym wszystkim warto zwrócić uwagę na mocno wybijający się wątek radzenia sobie z ogromną niepewnością, jaką jest niepokój o najbliższych. Jest to wątek, który przoduje, razem z motywem poszukiwania sprawcy. Czy udany? Mógłby być lepszy, jednak i tak uważam go za bardzo udany. Uwierzyłam w niego i poniekąd dzieliłam emocje z rodzicami zaginionych dziewczynek. Nie byli mi oni obojętni.

Stefan Darda to autor, który według mnie pisze dobrze, ale po każdej lekturze czuję jakiś taki niedosyt. Czegoś mi brakuje. Jak dotąd „Zabij mnie, tato” jest najlepszą pozycją, spośród tych, które miałam okazję czytać. I choć czuję wspomniany przed chwilą niedosyt, to w dużej mierze przesiąkłam treścią i emocjami. W pewien sposób żyłam tą historią i myślę, że zostanie w mojej pamięci na długo.

“Zabij mnie, tato” oraz inne książki thrillery znajdziecie w księgarni internetowej selkar.pl

Autorka recenzji: Daria Łapa