kryminał

Recenzja książki „Długi zew” Ann Cleeves

„Obudził się w czasie przypływu. Szum wody za oknem wtargnął do jego snu. Nawet po obudzeniu wciąż miał wrażenie, że jest w łodzi, a przez chwilę wydawało mu się, że tonie, znika pod czarną falą, wysoką jak góra”. Brytyjska pisarka Ann Cleeves jest autorką ponad trzydziestu kryminałów, które sprzedały się na całym świecie w nakładzie pięciu milionów egzemplarzy. W ostatnich latach ogromną popularność zdobyła nie tylko jej seria z Verą Stanhope, cykle z inspektorem Ramsayem czy z  George’em i Molly Palmer-Jones, ale też powieści składające się na Kwartet Szetlandzki. Ann Cleeves kojarzyła mi się do tej pory przede wszystkim z serialem „Vera” z Brendą Blethyn w roli głównej. „Długi zew”, w którym autorka zabiera czytelników do malowniczego  Północnego Devonu, to pierwszy tom nowej serii kryminalnej – Dwie Rzeki.

Detektyw Matthew Venn właśnie stracił ojca, ale zamiast udać się na pogrzeb i wspierać pogrążoną w smutku matkę, przygląda się uroczystości z bezpiecznej odległości. Wiele lat temu wystąpił z Bractwa – religijnej wspólnoty z wioski Braunton, w której się wychował. Teraz jest cenionym śledczym i odnalazł szczęście u boku Jonathana – kierownika Centrum Woodyard. Kiedy Venn ma już opuścić przedmieścia Barnstaple, nie ujawniając swojej obecności przed zgromadzonymi przed krematorium żałobnikami, odbiera telefon. Na znajdującej się nieopodal plaży kobieta spacerująca z psem znalazła ciało mężczyzny. „Morderstwo nie było czymś powszechnym w Północnym Devonie”, ale tym razem z całą pewnością nie doszło do nieszczęśliwego wypadu. Niedługo później znika bez śladu kobieta z zespołem Downa, która była jedną z podopiecznych Centrum Woodyard. Kim jest człowiek z wytatuowanym na ramieniu albatrosem i dlaczego ktoś postanowił pozbawić go życia? Czy zaginięcie Christine Shapland ma jakiś związek z ciałem odnalezionym niedaleko Crow Point?

„Długi zew” to nic innego, jak krzyk mewy srebrzystej, który sprawia „wrażenie nieartykułowanego wrzasku bólu”. Pierwsze rozdziały najnowszego kryminału Ann Cleeves przywodzą na myśl „Morderstwa w Midsomer”, więc nie mogłam się nie uśmiechnąć pod nosem, kiedy autorka sama przywołała ten serial, wskazując, że w opisanym przez nią Lovecott  nie było „nic malowniczego. Żadnych strzech. Nigdy nie pokazaliby takiego miejsca w „Morderstwach w Midsomer””. Może i sceneria jest nieco inna – bardziej złowieszcza –  ale schemat budowania opowieści bardzo podobny: najpierw zbrodnia, ale nie jakaś przesadnie brutalna, a potem żmudne śledztwo, w czasie którego ujawniane są sekrety skrywane bez ofiarę i ludzi z jej otoczenia. W końcu „każdy z nas potrzebuje tajemnic, tak po prostu, aby zachować zdrowe zmysły, czuć, że świat nie ma nas na własność”. Zafascynowała mnie postać wychowanego we wspólnocie religijnej Venna, bo podobnie jak ofierze przyszło mu żyć z wielkim poczuciem winy. Rzadko się zdarza, żeby w kryminałach występowali bohaterowie z zespołem Downa. Ann Cleeves w niezwykle wzruszający sposób opisała miłość ojca do córki, jego codzienne zmartwienia i lęk o to, co się stanie z dzieckiem, kiedy jego zabranie na tym świecie.

„Tajemnice są czasami wszystkim, co mamy”. „Długi zew” to idealna książka na długi jesienny wieczór. Jeżeli ktoś lubi klasyczne angielskie kryminały, to pierwszy tom nowej serii kryminalnej  Ann Cleeves z całą pewnością przypadnie mu do gustu. Autorka nie epatuje scenami brutalnej przemocy, a zamiast tego subtelnie buduje napięcie i tworzy gęstą od kłamstw i niedomówień klimatyczną opowieść o zbrodni,  którą czyta się z ogromną przyjemnością.

„Długi zew” oraz inne książki kryminalne znajdziecie w księgarni internetowej selkar.pl

Autorka recenzji: Ewa Ciężkowska- Rumin