Recenzja książki “Czyste serce”

Pamiętacie jeszcze Alex, Aidena i Setha, bohaterów pierwszego tomu: „Dwóch światów”? Powracają oni w kolejnym tomie serii Covenant! „Czyste serce” Jennifer L. Armentrout to tyle samo akcji i przygód. To jednocześnie obawa, gdyż klątwa drugiego tomu potrafi nieźle dać w kość. Zawsze mam mieszane uczucia, nim sięgnę po drugą część jakiejkolwiek historii. Ważne są zwłaszcza te pierwsze strony… bo od nich zależy, czy na mych ustach zagości uśmiech czy jakiś nieprzyjemny grymas. Tym razem, zagościł uśmiech.

Alex wraca do Przymierza i trenuje ciężej niż dotychczas – Aiden i Seth dbają o jej formę najbardziej. Jednak spokój ten szybko zakłóca pojawienie się w Przymierzu daimona, a także furii. Nie wiadomo, co gorsze. Sytuacja coraz bardziej się komplikuje, i każdemu towarzyszy nerwowość. Czy jest się czego bać?

„Furie były starożytnymi przerażającymi boginiami, które chwytały niegdyś złoczyńców i wymierzały im należną sprawiedliwość. W tej chwili pojawiały się wszędzie, gdzie istniało zagrożenie dla czystokrwistych i… dla całej ludzkości.

Coś niedobrego miało się wydarzyć. Albo już się stało”

Jakaż była moja ulga, gdy po pierwszych stronach odkryłam, iż autorka zachowała ten sam styl i klimat. Wiecie… to tak, jakbyście po latach sięgnęli po ciasto z ulubionego lokalu, i z ulgą stwierdzili, że wciąż tak samo smakuje. Szybko poczułam się jak „w domu” i odprężyłam. Równie szybko pojawiło się pierwsze niebezpieczeństwo i wątpliwości. Zrobiło się na tyle gorąco, że w sprawę postanowili wtrącić się nawet bogowie! Chciałoby się rzec „auć”.

Ale równie szybko nieco się zirytowałam, gdy autorka bardziej skupiała się na trójce głównych bohaterów, a w zasadzie na emocjach jednego z nich – Alex. Utarty schemat, którego na pewno już się domyśliliście. Trudność w wyborze – czy iść w lewo, czy w prawo. Niby ogromne niebezpieczeństwo, ale irytująca była niepewność i niezdecydowanie głównej bohaterki. Emocje potrafią solidnie namieszać w głowie, zgoda, jednak wątek „miłosny” według mnie zbyt mocno wybijał się na pierwszy plan. Zdecydowanie zbyt mocno.

Tym samym ciężko było przebić się innym motywom, które znacząco podkręciłyby fabułę. Żebyście mnie lepiej zrozumieli, podam jakiś przykład. Wyobraźcie sobie zatem, że ktoś oprowadza Was po swoim domu. Rozprawia przy tym, co gdzie jest, jak nabył posiadłość i takie tam. Ale w jednym pomieszczeniu zobaczyliście jakby rozmazaną krew na ścianie, a w drugim zdjęcie, z którego wyraźnie kogoś wycięto. Intrygują Was te rzeczy, ale osoba oprowadzająca nie daje Wam szansy na jakiekolwiek pytania. Efekt? Idziecie dalej, ale ta plama i to zdjęcie nie dają Wam spokoju. Tak się właśnie czułam, gdy czytałam. Pojawiło się coś naprawdę świetnego, ale długo nic się z tym nie działo, a ja zmuszona byłam dalej czytać o emocjach Alex. Których – nawiasem mówiąc – szybko miałam dość.

Nie przypadło mi do gustu również samo zakończenie. Niby – jak się domyślacie – była akcja, ale jakoś słabo wybiła się na tle całej reszty. Mało tego, nie mam jakiejś super ochoty sięgać po kolejny tom. Ciekawość mnie nie zżera, a wręcz mam wrażenie, że za chwilę o tej książce zapomnę. Jestem zawiedziona – nie stylem, a brakiem konkretów. I tym trójkątem miłosnym, którego mam dość.

„Czyste serce” nie wywarło na mnie dobrego wrażenia. Może byłoby inaczej, gdyby główna bohaterka była bardziej zdecydowana. I gdyby autorka dała więcej konkretów lub uszczupliła treść. Nie ukrywam, iż książka mi się nieco dłużyła. Za każdym razem, gdy pojawiała się jakaś nadzieja na akcję, autorka szybko wracała do swojego ulubionego wątku – romansowania. Naprawdę? Ale nie przeczę, że wielu osobom ta książka się spodoba. W końcu każdy z nas szuka w treści czegoś innego

Autorka recenzji: Daria Łapa

“Czyste serce” i inne książki young adult znajdziecie w księgarni selkar.pl