Katarzyna Bonda

Katarzyna Bonda – „Klatka dla niewinnych”

Tym, co Katarzyna Bonda wniosła do literatury kryminalno-sensacyjnej, jest postać psychologa śledczego, który, współpracując z policją, wyłapuje najgroźniejszych, najbardziej nieuchwytnych przestępców w kraju. Mowa tu oczywiście o Hubercie Meyerze, którego przygody doczekały się już piątego tomu zatytułowanego „Klatka dla niewinnych”.

Minęło sporo lat od debiutu Bondy wraz z jej „Sprawą Niny Frank”. Choć książka ta była pewnym przełomem, specjalnie nie zachwycała. Po angażujących wstawkach, opisujących fascynującą, ale także trudną i wyczerpującą pracę psychologa, dostaliśmy zakończenie banalne i wręcz rozczarowujące. Od tego momentu na rynek czytelniczy zawitało około dwudziestu nowych pozycji tej autorki, więc możemy przyjąć, że miała szmat czasu na dopracowanie tego i owego. Czy zatem po ponad dekadzie Hubert Meyer w końcu się zestarzał? Otóż nic a nic.

Tym razem miejscem zbrodni została Warszawa. To tu w wyniku upadku z balkonu zginęła babcia Jonasza. Pozostaje tylko pytanie, czy był to wypadek, czy może jej własny wnuk zepchnął ją z wysokości. W sprawę zaangażowana jest prokuratura, masa najlepszych adwokatów, a na dokładkę sam Meyer, który dał się wciągnąć w to całe zamieszanie. I tutaj zatrzymajmy się na chwilę. Hubert dostaje propozycję pracy na samym początku powieści. Jest to najgorszy moment lektury. Sam pomysł, że psycholog został zwabiony przez swoją znajomą, Rudy, do stolicy, a następnie wkręcony w śledztwo, wydaje się być nieco śmieszny i naciągany. W końcu mowa o najwybitniejszym przedstawicielu swojego fachu w kraju, który cieszy się naprawdę wielką renomą. Dlatego niezwykle dziwne jest, że osoba z jego pozycją pozwala się traktować jak szmaciana laleczka, zwłaszcza, gdy już na samym wstępie nagabuje go żądny zemsty funkcjonariusz, praktycznie każąc mu zająć się kwestią domniemanego morderstwa. Już na tym etapie Meyer powinien był okręcić się na pięcie i odejść w siną dal z dala od całego tego nakręcanego wciąż dramatu.

Później robi się nieco ciekawiej. Dialogi przestają być drętwe i coraz płynniej przechodzimy do kolejnych odkryć w sprawie. Oczywiście, jak zawsze, ma ona drugie dno i łączy się z tragicznymi wydarzeniami z przeszłości, ale przecież nie mogę od razu wszystkiego zdradzić. Z pewnością można liczyć na wiele zwrotów akcji, która w miarę szybko się rozkręca.

Jeśli ktoś już przed laty przepadł w powieściach o Meyerze, będzie z pewnością zachwycony. Uprzedzam jednak, że to nie ten sam mężczyzna, co w pierwszych dwóch tomach. Brakuje mu nieco tego zacięcia, tej motywacji do działania. W każdym razie pozycja nada się idealnie dla osób zainteresowanych kryminalistyką i kryminologią, gdyż znajdą w niej one mnóstwo ciekawostek związanych z tymi dziedzinami, które pozwolą spojrzeć na pewne rzeczy z bardziej naukowej strony. „Klatkę dla niewinnych” spokojnie można czytać także w oderwaniu od całości. Nikt nie powinien mieć trudności w połapaniu się kto jest kim. To również odpowiednia lektura dla tych, którzy jeszcze nie mieli styczności z prozą Bondy. Książka jest kwintesencją jej stylu i kreatywności. Sama seria o psychologu śledczym jest zdecydowanie ukoronowaniem dorobku pisarki, więc jeśli komuś się nie spodoba, to istnieje ogromna szansa, że już się z panią Katarzyną nie polubicie. Zatem będzie to dobry sposób, by przekonać się, czy twórczość ta trafia w wasze gusta.

„Klatka dla niewinnych” oraz inne książki kryminały znajdziecie w księgarni internetowej selkar.pl

Autorka recenzji: Klaudia Sowa