poradniki kulinarne

Recenzja książki “365 dni bez cukru” Sarah Wilson

Nie bez przyczyny ludzie nazywają go „białą śmiercią”. Choć kubki smakowe zwykle szaleją w starciu z nim, jego nadmiar może powodować u nas wiele chorób i pogorszyć nasze ogólne samopoczucie. I nie zapominajmy też o tym, że jest diabelnie uzależniający pod niemalże każdą postacią. Mowa tu oczywiście o cukrze. Pogromcy Diet. Niosącym Próchnicę. Niszczycielu Pięknej Cery. Ten gagatek wiele zła potrafi wyrządzić, dlatego coraz więcej osób stara się ograniczyć jego ilość w swojej diecie. Z pomocą w tym przedsięwzięciu przychodzi nam Sarah Wilson ze swoją książką „365 dni bez cukru”, w której znajdziemy prawie sto pięćdziesiąt przepisów na zdrowsze jedzenie oraz mnóstwo przydatnych wskazówek, jak gotować, dawkować i planować.

Założenie Wilson do mnie przemawia. Jej pomysły oraz porady w większości mogę uznać za trafne i jak najbardziej użyteczne. Jest jednak coś, co mnie mocno uwiera i mam tutaj na myśli formę. Nie wiem, co mieli w głowie twórcy, a już przede wszystkim nie potrafię pojąć, co kierowało osobą odpowiedzialną za układ graficzny. Kolorowe tło i małe, wąskie literki to nie jest połączenie idealne. Ba! To nawet nie jest połączenie dobre. Dla osób, które gorzej widzą, czytanie tego to będzie mordęga. Sama na wzrok nie narzekam, a moje oczy i tak wiele przecierpiały przy tej lekturze. Każda strona jest zapełniona drobnym drukiem, reprezentującym chyba wszystkie istniejące czcionki i kolory. Oprócz tego co rusz wklejone zostały zdjęcia, wykresy i dygresje, przez co pojedyncze kartki wyglądają jak pole bitwy. W tej kotłowaninie, w tym chaosie, trudno jest znaleźć metodę. Całość przypomina nieokiełznany bezład i może by to nie było aż tak męczące, gdyby nie to, że mamy tu do czynienia z książką kucharską! Nie wyobrażam sobie gotowania przy tej książce, (chociaż podjęłam kilka heroicznych prób), bo przepisy są niedostrzegalne nawet z niedużej odległości. A przecież wszyscy doskonale wiemy, że nie ma czasu na spokojne analizowanie złożonych receptur, kiedy dookoła wszystko kipi i się przypala.

Odrębny problem stanowią same zdjęcia potraw. Zwykle zajmują całą stronę A4, z czego i tak połowa każdej fotografii obejmuje blat, dekoracje czy przybory kuchenne, a samo danie jest wciśnięte gdzieś w rogu. Rozumiem, że estetyka jest ważna, ale pichcącego bardziej interesuje, jak powinno wyglądać to, co akurat przyrządza, a nie śliczny mahoniowy stół dominujący na obrazku. Wolałabym, żeby to miejsce zostało przeznaczone na przepis napisany większą czcionką.

Podsumowując, „365 dni bez cukru” to spora dawka merytorycznej wiedzy i porad, jak wprowadzić w czyn dobre nawyki. Pomysły na tygodniowe jadłospisy oceniam pozytywnie. Udało mi się zrealizować kilka przepisów z tej książki i rzeczywiście udało mi się zjeść dobrze, zdrowo oraz całkiem tanim kosztem. Polecam tę pozycję jednak tylko osobom nadzwyczaj cierpliwym albo z dobrą pamięcią, bądź sokolim wzrokiem. W przeciwnym razie trzeba się przygotować na ciągłe wiszenie nad „sposobem przyrządzenia” z uwagi na te potworniaście małe litery. Gdy już się przezwycięży tę przeszkodę, to można śmiało docenić pracę, jaką autorka włożyła w tworzenie różnorodnego i wartościowego menu. Myślę, że każdy znajdzie w nim coś, co mu zasmakuje, a do tego pozwoli obniżyć poziom cukru w organizmie.

Autorka recenzji: Klaudia Sowa