Książka Alaska Damian Hadaś

Recenzja książki „Alaska. Przystanek na końcu świata”

Damian Hadaś, jak sam opowiada, bardzo ekscytował się swoją pierwszą wyprawą na Alaskę. Choć starał się hamować emocje, nie mógł się doczekać aż postawi nogę na tym niezbadanym jeszcze przez niego terenie. Na tej jednej podróży nie poprzestał. Przez lata zdążył poznać naturę tego stanu, jego kulturę i lokalne zwyczaje. Jasne i ciemne strony tego ogromnego obszaru. Obecnie o tym zadziwiającym miejscu na Ziemi pisze w następujący sposób: „Dziś Alaska jest dla mnie przede wszystkim krainą pełną kontrastów. Widzę tu zderzenie amerykańskiego konsumpcjonizmu i miliardowych interesów z życiem w przyczepie i wypróżnianiem się do wiadra. Wszechobecne fast foody i kosztowne samochody, a także życie z polowań i zbiorów setki kilometrów od najbliższej drogi. Petrodolary w portfelach oraz ropa zalepiająca skrzydła ptaków. Nieustająca walka rozwoju gospodarki z przyszłością miejscowej przyrody. Wciąż nieopowiedziane tysiąclecia rdzennych mieszkańców”.

Jak podkreśla sam autor, „Alaska. Przystanek na krańcu świata” nie jest encyklopedią. To nie zbiór informacji na temat tego regionu. Poupychał w niej raczej swoje doświadczenia i przeżycia związane z pobytem w tym miejscu. Innymi słowy, Hadaś przelał na papier ważną część swojego życia, dlatego czytając, należy pamiętać o tym, że wszystko to jest jego perspektywą, a nie jakąś prawdą objawioną. Dodam od siebie, że nie jest to też przewodnik. Samej podróży jest w książce niewiele. Autor poświęca uwagę najróżniejszym sferom życia na Alasce. Opowiada o historii stanu, jego gospodarce, przyrodzie i ludziach. Od razu zaznaczę, że lepiej nie czytać książki wybiórczo, bo choć jest ona podzielona na tematyczne segmenty, to została także spisana w oparciu o pewną chronologię, więc lepiej i wygodniej jest, że tak to ujmę, iść po kolei.

Zwykle w tego typu pozycjach zdjęcia odgrywają drugą najważniejszą po samej treści rolę. Są uzupełnieniem tego, o czym czytamy. Pozwalają nam spojrzeć na świat oczami autora. Osobiście przyznam, że fotografie w „Alasce. Przystanku na krańcu świata” nie wpasowały się zbytnio w moją estetykę. Są takie… szare i bure. Płaskie. Zimne. Zapewne odpowiadają obrazowi stanu, jednak brakowało mi wśród nich grafiki, która przykuje moją uwagę, zahipnotyzuje mnie, sprawi, że będę miała ochotę rzucić wszystko i polecieć na Alaskę. Nie znaczy to wcale, że zdjęcia są nieudane albo że w ogóle nie pasują do tego typu książki. Wierzę, iż wielu osobom jak najbardziej przypadną do gustu. Dla mnie najlepiej spośród nich wypadły te poświęconej tamtejszej faunie i florze.
Po przeczytaniu całości, mogę stwierdzić, że książka spodoba się w szczególności osobom, które nie stawiają jednoznacznie podróży do tropikalnych krajów nad wyprawy do miejsc chłodnych, surowych, ale niemniej pięknych. Jeśli wolicie gorące klimaty, piaszczyste plaże i prażące słońce, a nie wyobrażacie sobie spędzania czasu pośród ośnieżonych gór, potężnych lodowców i dzikich zwierząt, to „Alaska. Przystanek na krańcu świata” raczej was nie zachęci do zmiany perspektywy. Za to wciąż będzie wartościowym zbiorem ciekawostek o lokalnej historii i przyrodzie. No i samym życiu w miejscu, gdzie skrajne warunki hartują człowieka lub go łamią. Gdzie malownicze widoki wynagradzają trudy i znoje dnia codziennego. Gdzie obrońcy natury walczą z negatywnymi skutkami kapitalizmu i ludzkiej działalności. Gdzie Damian Hadaś, zachwycony regionem, postanowił zrobić sobie dłuższy przystanek.

Książkę „Alaska. Przystanek na końcu świata” oraz inne reportaże znajdziesz w asortymencie księgarni internetowej selkar.pl

Autorka recenzji: Klaudia Sowa