Książki Maxa Czornyja

Recenzja książki “Bestia” Maxa Czornyja

Kiedy wydaje Ci się, że któryś z twoich ulubionych autorów nie jest w stanie cię już niczym zaskoczyć, a przy lekturze jego najnowszej powieści stwierdzasz, że jednak nie miałaś racji, to wiedz, że coś jest na rzeczy. Są takie chwile, w których wydaje mi się, że poznałam już twórczość Maxa Czornyja na wylot, a co za tym idzie, przejrzałam jego sposoby gry z czytelnikami, to, w jaki sposób tworzy punkty kulminacyjne i jak kreuje czarne charaktery. I nawet jeżeli jestem coraz lepsza w rozgryzaniu opisywanych przez niego zbrodni, tak jednak w każdej książce znajduję coś, czego nie jestem w stanie przewidzieć. Ewentualnie coś, co wywołuje we mnie lekką… niepewność.

Wiecie, pomijając kwestię tego, że Deryło i Haler ponownie toczą wyścig z czasem i próbują odnaleźć psychopatycznego mordercę, który morduje swoje ofiary zgodnie z kryminałami słynnego pisarza Igora Lubowa, to pojawia się tutaj coś wyjątkowo niepokojącego. Perspektywa pisarza, nie do końca oczywista, przy której czytelnik nie ma pewności, czy są to słowa tytułowej bestii, czyli oprawcy, za którym trwa pogoń, czy może Lubowa, który już dawno został skazany za podobne zbrodnie, czy może i sam Max Czornyj przelał na papier nieco od siebie? A wierzcie mi, padające tam słowa są iście niepokojące, przynajmniej chwilami… Bo w chwili, w której czytacie fikcyjny kryminał, w którym fikcyjny pisarz daje wam do zrozumienia dokładnie to samo, co autor owej fikcji w wywiadach, to wiecie… staje się to lekko dezorientujące. Creepy. No cóż, tak właśnie tym razem Czornyj zabawił się z czytelnikami…

Wybacz Max, w żadnym wypadku nie mam Cię za psychopatę (choć podobno każdy człowiek w jakimś stopniu ma w sobie tego typu skłonności), ale ta powieść stała się w pewnym momencie naprawdę niepokojąca. Autor kryminałów, piszący o innym autorze kryminałów, prezentujący również coś w stylu naśladownictwa albo i chorej obsesji, gdzie zbrodnie są popełniane zgodnie z tymi, które znajdują się w dziełach owego fikcyjnego twórcy… Czy Lublin ma się czego obawiać? Mocne zagranie, którego chyba lepiej nadmiernie nie analizować. Chociaż swoją drogą zawsze zastanawiałam się nad tym, czy kryminały mogą zainspirować potencjalnych morderców do popełniania tak wysmakowanych zbrodni. To tak jak z tym filmem o ludzkiej stonodze… nie sądzicie, że jakiś świr próbował już czegoś w tym stylu?

Bestia to zdecydowanie jedna z bardziej brutalnych książek tego autora, chociaż jego wierni czytelnicy zapewne zdążyli już do takich zagrywek przywyknąć. Mimo wszystko te poruszające wyobraźnię opisy są naprawdę koszmarne. Mocne, makabryczne, krwawe, nieludzkie. Człowiek zaczyna się zastanawiać nad tym, jak niewyobrażalnie musiały cierpieć ofiary, które wybrał morderca… A dosadne opisy zdecydowanie robią swoje. Co więcej, czy aby na pewno jest on tylko i wyłącznie zwykłym psychopatą, który tak mocno zafascynował się kryminałami ulubionego autora, że chciał w jakiś sposób oddać mu cześć? A co jeśli Lubow faktycznie był niewinny, a prawdziwy morderca teraz przebudził się na nowo? A może w ogóle tkwi w tym wszystkim jeszcze jakiś inny haczyk?

Generalnie przepadam za duetem, jaki tworzą Deryło i Haler. On to taki typowy, mocny glina, a Haler to zawzięta, chodząca encyklopedia. Oboje całkowicie poświęcają się pracy, bowiem wiedzą, że ta sprawa to nie przelewki. Wiedzą, że kolejne zwłoki będą pojawiać się z dnia na dzień. Mocno ryzykują, stąpają po kruchym lodzie i praktycznie zawsze doprowadza ich to do beznadziejnie trudnej sytuacji, gdzie oko w oko stają z mordercą. A co gorsza – Max Czornyj nie owija w bawełnę, niczego im nie ułatwia i… jest w swoich poczynaniach nieprzewidywalny. Nigdy nie wiesz, czy główny bohater nie dostanie za chwilę kulki w łeb. Bo czemu nie? Pisarze mogą wszystko…

Uwielbiam też różnego rodzaju drobne smaczki, które Czornyj przemyca w swoich powieściach. Takie różne nawiązania do innych dzieł czy autorów, do historii, generalnie takie atrakcje, które świadczą o jego mocnym zaangażowaniu w pisanie, o poszukiwaniu inspiracji, o wszechstronności. Może nie każdy czytelnik coś takiego zauważa, ale ja zaliczam się do tego grona, które lubi takie rzeczy wyłapywać i zawsze czuję się tym w jakiś sposób urzeczona. Bestia to naprawdę rasowy kryminał, przy którym doskonale się bawiłam (tak, mam w sobie coś z psychopaty, że czerpię radość z takiej makabry, ale spokojnie, póki co nie kręci mnie odtwarzanie tych scen w normalnym życiu). Max Czornyj wciąż pozostaje na podium, jeżeli chodzi o moich ulubionych polskich autorów.

Autorka recenzji: Magdalena Senderowicz

“Bestię” i inne książki Maxa Czornyja znajdziecie w księgarni selkar.pl.