książki Bridgertonowie

Recenzja książki „Bridgertonowie. Ktoś mnie pokochał” Julii Quinn

Czas powrócić na salony, bowiem w Londynie rozpoczyna się nowy sezon, podczas którego kolejne damy będą mogły zawrócić w głowie majętnym kawalerom, a dżentelmeni polować będą na najpiękniejsze spośród młodych kobiet na wydaniu. Emocje już wiszą w powietrzu, a podsyca je tajemnicza Lady Whistledown w swoich ciętych artykułach. Tym razem, ku zaskoczeniu absolutnie wszystkich, w wir wystawnych przyjęć rzuca się Anthony Bridgerton, który nagle postanowił stać się jednym z zalotników błękitnookiej Edwiny Sheffield.

Kto czytał poprzedni tom sagi („Mój książę”) ten wie, że pierworodny pierworodnego Bridgertona nie słynął nigdy z chęci ustatkowania się. Owszem, majątkiem rodzinnym zarządzał rozsądnie i zawsze dbał o swoją matkę i siostry, jednak żadna z kobiet nie zagościła w jego myślach na dłużej. Stan ten ma oczywiście swoje podłoże. Mianowicie w Anthonym zaszła wielka przemiana w chwili, gdy jego ojciec, mentor i przyjaciel, zmarł nagle w wyniku użądlenia przez pszczołę. Od tego momentu mężczyzna, zdając sobie sprawę z kruchości jego istnienia, korzysta w pełni ze wszystkich dobrodziejstw tego świata – podróży, urokliwych pań oraz hazardu. Nadszedł jednak czas przedłużyć linię rodu, więc w najbliższych planach znajduje się ożenek i spłodzenie potomka.

Oczywiście Julia Quinn jak zawsze rzuca swoim bohaterom kłody pod nogi, przeplata ich losy i płata im figle. Dlatego też na scenie pojawia się Kate, siostra Edwiny, o przeciętnej urodzie i sceptycznym podejściu do ślubu. Jest w niej coś takiego, co przykuwa uwagę Anthony’ego, jednak on stara się nie ulegać temu uczuciu. W końcu poprzysiągł sobie, że nie zwiąże się z osobą, w której mógłby się zakochać. Zatem przez całą powieść obserwujemy, jak dwie wspomniane postaci mijają się i walczą z targającymi nimi emocjami.

O ile w przypadku Simona jego postanowienie o rezygnacji z dzieci wydawało się być uzasadnione, o tyle u Bridgertona cała historia jest grubymi nićmi szyta. Jego ojciec pokazał mu, czym jest prawdziwa miłość, więc odrzucanie jej jest dziwną decyzją. Jednak gdyby ludzie postępowali rozsądnie, nie byłoby o czym pisać książek.

Fabułę doskonale dopełniają opisy strojów, etykiety i zwyczajów z minionej epoki. Autorka serwuje je w przystępny sposób, unikając archaizmów. Tłumaczenie, tak jak w poprzedniej części, wypada świetnie i dlatego „Ktoś mnie pokochał” czyta się wyjątkowo przyjemnie. Praktycznie sunie się przez kolejne strony tak, że lektura przypomina z boku bardziej kartkowanie niż kontemplowanie powieści. Dodatkowym jej atutem jest przełamanie schematu złej macochy i rycerza na białym koniu, pozbawionego wad.

Nic dziwnego, że saga o Bridgertonach zyskała rozgłos i choć niewątpliwie pomógł temu serial, książki bronią się w zupełności same. Zapewniają niezliczone godziny rozrywki, doprowadzają do licznych wzruszeń, westchnień i śmiechu. W ostatniej kategorii królują dialogi pomiędzy Kate a Anthony’m, które stopniowo z formalnych wypowiedzi przekształcają się w coraz dalej posunięty flirt.

Jeśli ktoś nie zna poprzedniego tomu i tak może śmiało sięgać po część drugą, bo stanowi ona odrębną, pełnoprawną historię. Podejrzewam jednak, że jeśli komuś przypadnie ona do gustu to i tak zakończy się to przeczytaniem całego cyklu, bo wcale nie tak łatwo wyrzucić z głowy tak czarującą i wspierającą się rodzinę, jaką tworzą Bridgertonowie.

Autorka recenzji: Klaudia Sowa

Jeśli interesują Cię książki Bridgertonowie, znajdziesz je w księgarni internetowej selkar.pl