książka Julii Quinn

Recenzja książki „Bridgertonowie. Mój książę” Julii Quinn

Świat ostatnio oszalał na punkcie nowego serialu Netflix’a „Bridgertonowie” stworzonego na podstawie prozy Julii Quinn o tym samym tytule. Sama należę do grona jego wielkich entuzjastów, więc tym chętniej sięgnęłam po książkę i, choć to niewiarygodne, zwariowałam na punkcie tej historii jeszcze bardziej! Muszę przyznać, że ekranizacja wiernie oddała wiele istotnych wątków i wprowadziła sporo ciekawych zabiegów, jednak to, co oferuje nam pierwowzór to istny kosmos.

Z czytaniem „Bridgertonów” jest tak, że zaczynasz w poniedziałek rano, a potem budzisz się trzy dni później obok piętrzącego się stosu kubków po herbacie, za oknem ciemno, a ty zostajesz z pustką w sercu, bo to już koniec… na szczęście tylko pierwszego tomu.

Historia opowiada o rodzinie żyjącej w XIX wieku, której celem jest dbanie o dobre imię i interesy. W tym celu trzeba znaleźć dla licznych synów i córek dobrych kandydatów na mężów i żony. W tym sezonie szczególny nacisk kładzie się na Dafne – najstarszą z Bridgertonek. Zadebiutowała już w zeszłym roku, ale do teraz nie znalazła dla siebie odpowiedniego mężczyzny. Większość traktuje ją jak dobrą koleżankę, a tymczasem ona liczy na coś więcej. Niekoniecznie wierzy, że trafi jej się miłość życia, ale chociaż dobry kompan do rozmów, najlepiej doceniający jej urodę. Uwielbiam jej postać. Jest silną, zdecydowaną kobietą. Potrafi się obronić i wie, czego chce. Nic dziwnego, że płeć przeciwna czuje się dobrze w jej towarzystwie. Jak widać lata dorastania wśród tylu braci zrobiło swoje.

Kolejną postacią, którą w zasadzie poznajemy jako pierwszą, jest Simon, książę Hastings, który przejmuje właśnie tytuł po swoim znienawidzonym ojcu. Już jako dziecko był przez niego wyzywany od idiotów, bo miał trudności z mówieniem. Do dziś w momentach stresu zaczyna się jąkać, bo nawiedzają go wówczas te przykre wspomnienia. To wspaniała, złożona postać, a napisana tak, że mogę tylko wzdychać z zachwytu.

Tym, co połączy naszą dwójkę bohaterów jest zbieżny interes. On nie chce się żenić, więc musi znaleźć jakiś fortel, żeby odpędzić się od pretendentek do roli księżnej Hastings. Ona potrzebuje zwrócić na siebie uwagę zalotników. A co przykuje ją bardziej niż zainteresowanie tak wysoko postawionego kawalera?

Dodatkowo wszystkim wydarzeniom ze świata elity Londynu przygląda się niejaka Lady Whistledown, która podsyca plotki. Wydaje się, że wie więcej o śmietance towarzyskiej niż ktokolwiek inny. Swoje przemyślenia publikuje w „Kronice Towarzyskiej”, która stała się najbardziej poczytną gazetą w mieście. Kto kryje się pod pseudonimem? Skąd ma dojścia do sekretów i kłamstewek, padających na balach, piknikach i targach? Jej słowami zaczynamy każdy kolejny rozdział, dostając kolejne małe tropy co do jej osoby. To genialny element tej książki. Zdecydowanie dodaje jej kolorytu.

Myślę, że tytuł „Mój książę” nie pozostawia wątpliwości co do tego, w jakim kierunku toczy się fabuła, ale w tym wypadku nie liczy się cel, ale droga do niego. Z jednej strony wydaje się, że to historia, którą już widzieliśmy. Z drugiej zaś to coś zupełnie nowego, świeżego, dużo bardziej barwnego. Łatwo zatopić się w świecie stworzonym przez Julię Quinn. Nie wydaje się on obcy, ani odległy. Pełno w nim miłości, ale też rozczarowań i śmiechu, więc czego można chcieć więcej?

Autorka recenzji: Klaudia Sowa

„Bridgertonowie. Mój książę” i inne książki Julii Quinn znajdziecie w księgarni internetowej selkar.pl.