New adult

Recenzja książki “Chłopak, dla którego kompletnie straciłam głowę” Kirsty Moseley

Amy Clarke to młoda, różowowłosa konduktorka, dzień w dzień przemierzająca trasę Cambridge-Londyn. Tym, co wyróżnia ją z tłumu nie jest wcale awangardowa fryzura, ale przede wszystkim fakt, że lubi ona poniedziałki. A dzieje się to za sprawą jednego z pasażerów, który już od kilku miesięcy regularnie gości w jej myślach. Tajemniczy nieznajomy poza tym, że jest nieziemsko przystojny, potrafi zjednać sobie każdą osobę, z jaką się zetknie. Rozśmiesza dzieci, pomaga starszym, bawi kompanów w podróży. Krótko mówiąc: dusza towarzystwa. Tym właśnie zagwarantował sobie przychylność Amy, która gustuje w ekstrawertycznych geek’ach.

Jeśli, ktoś się zastanawia, kim jest ten tytułowy chłopak, dla którego główna bohaterka straciła głowę, to muszę od razu zaznaczyć, że kwestia ta nie jest do końca jednoznaczna. Kirsty Moseley poruszyła w swojej książce bardzo ciekawy wątek pokazując, jak wygląda konfrontacja oczekiwań z rzeczywistością. Okazuje się, że ludzki umysł potrafi sporo rzeczy sobie dopowiedzieć, ale niekoniecznie podsyła nam prawdziwe obrazy. Co jednak, jeśli okaże się, że trafiliśmy na swój ideał? Czy człowiek jest w stanie udźwignąć taką dawkę szczęścia?

Pewnego dnia Amy wpada na mężczyznę, który tak jej się spodobał. Idą razem na kawę, później na kolację, a następnie na… ślub! Ale co, kiedy, jak i z kim, to już trzeba przeczytać samemu. W każdym razie można się spodziewać burzy emocji, naprawdę NIESPODZIEWANYCH zwrotów akcji, a także sporo swojskiego humoru. Wspaniała jest sama główna bohaterka, która mimo, że zdaje się być zwyczajna do bólu, ma też realistyczne problemy, tryb życia i sposób myślenia. Dzięki temu łatwiej się z nią identyfikować i brać na poważnie jej najróżniejsze troski. Jako czytelnik wcielamy się trochę w rolę jej przyjaciela. Dopingujemy jej związkowi, wspieramy ją w trudnych chwilach, śmiejemy się z nią i wzruszamy na przemian.

Muszę przyznać, że z początku podeszłam dosyć sceptycznie do plot-twistu, jaki zaserwowała nam autorka. Wydawał mi się zbyt przerysowany, a także niespecjalnie odkrywczy. W pewnym momencie po prostu uznałam, że Moseley poszła na zupełną łatwiznę. Jednak to, jak cała historia została poprowadzona, ostatecznie mnie kupiło. Faktycznie odczuwałam rozterki bohaterów. Podobało mi się też to, że nie działali pochopnie, jak to często w przypadku takich dramatów bywa. Nie było tu ucieczek, trzaskania drzwiami i spotkań po latach. Zamiast tego rzeczywiście analizowali sytuację, starali się łapać dystans do trudnych wydarzeń i (o dziwo) słuchali porad bliskich. Często brakuje mi takiego racjonalnego podejścia w książkach tego typu, więc teraz byłam po prostu zachwycona. Choć raz można się było nie denerwować wielkimi niedomówieniami i niepotrzebnymi sekretami.

Kirsty Moseley mnie oczarowała. Nie łatwo przyciągnąć uwagę czytelnika, kiedy na świecie powstało już tyle romansów i obyczajówek, o innych gatunkach niewspominając. A jej jednak udało się wybić spośród tysięcy innych powieści i zabłysnąć. Autorka ma dar ubierania zwyczajnego życia w piękne słowa. I to wcale nie takie górnolotne czy pompatyczne. Raczej w sielskie i banalne, ale tak doskonale wszystkim znane. Relacja Amy z obiektem jej westchnień jest ujmująca, chwyta za serducho. Zachęcam miłośników dobrych książek, aby sami się przekonali, czy Poniedziałkowy Pasażer zasłuży na miano Pasażera Każdego Dnia.

Autorka recenzji: Klaudia Sowa

“Chłopaka, dla którego straciłam głowę” i inne książki new adult znajdziecie w księgarni selkar.pl.