Chłopcy, których kochano za mocno

Recenzja książki “Chłopcy, których kochano za mocno” Kazimierza Kyrcza Jr

Lekarze są autorami najlepszych thrillerów medycznych, prawnicy wydają trzymające w napięciu dramaty sądowe, a policjanci są skazani na pisanie kryminałów. Kazimierz Kyrcz Jr. jest oficerem krakowskiej policji, a „Chłopcy, których kochano za mocno” to trzecia powieść w jego dorobku. Zawsze z dużymi nadziejami sięgam po powieść, która wyszła spod pióra autora znającego się na rzeczy i czepiącego pełnymi garściami z własnego doświadczenia, chociaż zdarza się ta niedostępna dla przeciętnego zjadacza chleba wiedza nie idzie wcale w parze z umiejętnością ciekawego opowiedzenia historii. Jak to było w przypadku „Chłopców, których kochano za mocno”?

„Czasami wyobrażenia rozmijają się z rzeczywistością. Albo idą na czołowe zderzenie”.

Na mieszkańców Krakowa pada blady strach. Po mieście grasuje bowiem Kuba Szpikulec – bezwzględny morderca, który za swój cel obrał prostytutki. Jego tropem podąża policyjny dream team w składzie – komisarz Edyta Fortuna, podkomisarz Inga Chajec, ps. „Lala”, starszy aspirant Zdzisław Kosturek, sierżant sztabowy Tytus Marchwica, ps. „Marchewa”, sierżant Krzysztof Wierzbicki, ps. „Kogucik” oraz komisarz Sebastian Bednarski – „duma, uprzedzenie i podpora polskiej policji”. Czy kolejne ofiary odnajdywane na terenie miasta faktycznie powinny być przypisywane Szpikulcowi? Może ktoś postanowił wykorzystać podpis mordercy, by ukrywać popełniane przez siebie zbrodnie i zmylić organy ścigania?

„Każdy początek się kiedyś kończy, zakończenie też mają swoje początki. A co ze środkami historii takich jak ta? Zazwyczaj zawierają wątki poboczne, nudy na pudy, ot, zwykłe wypełniacze”. Czytając „Chłopców, których kochano za mocno” nie nudziłam się ani przez chwilę! Największym i jak najbardziej pozytywnym zaskoczeniem okazał się dla mnie język powieści. Trochę się obawiałam, że to będzie typowo „męski” kryminał, mocny, ostry i dosadny, ale książkę pochłania się szybko i z ogromną przyjemnością. Wulgaryzmy oczywiście występują, w końcu to opowieść o policjantach, a nie bajka dla dzieci, ale absolutnie nie rażą, bo autor sięga po nie z umiarem i wyczuciem. Podczas lektury cały czas miałam wrażenie, że podglądam bohaterów przez dziurkę od klucza. Bo chociaż „policja nie jest odpowiednią firmą do szukania przyjaźni na całe życie. Ludzie przychodzą i odchodzą, obmywają piasek jak fale na plaży, nie pozostawiając na nim trwałych śladów”, to czuć chemię między postaciami, a  ich „przygody” (jak spotkanie przyszłego uczestnika „Tańca z maczetami”) i słowne potyczki nieraz wywoływały uśmiech na mojej twarzy. Dialogi w „Chłopcach, których kochano za mocno” są po prostu fenomenalne. To właśnie to ukazanie policyjnej codzienności i relacji pomiędzy bohaterami uważam za najmocniejszy punkt książki – ciągłe ględzenie o przejściu na wcześniejszą emeryturę, wspólne imprezy, popijawy,  kłótnie, romanse. Świetnie napisane, bez fałszu i nadęcia. O dziwo najsłabiej wypada wątek samego Kuby Szpikulca. Na tle tak realistycznie przedstawionych policjantów, morderca wydaje się nijaki, został przez autora zepchnięty na dalszy plan. Śledztwo się toczy, ale tak jakoś niemrawo. Złapią go, nie złapią? Wszystko jedno. O wiele bardziej ciekawiło mnie, jak się potoczą dalsze losy Sebastiana i spółki.

Spodziewałam się pełnokrwistego, spędzającego sen z powiek kryminału o seryjnym mordercy, a dostałam coś zupełnie innego. Nie znaczy to jednak, że książka mi się nie podobała. Wręcz przeciwnie. Chcesz przyjrzeć się z bliska pracy krakowskich policjantów? Dowiedzieć się, jak się gra w maczetę, taser i blondynkę? Spotkać tramwajowe hokeistki („starsze panie rozpychające się laskami”) i ekshibicjonistów („ci, którzy grożą: „Ja panu pokażę!”)? Koniecznie sięgnij po „Chłopców, których kochano za mocno”!

Autorka recenzji: Ewa Ciężkowska-Rumin

Książkę “Chłopcy, których kochano za mocno” i inne książki thrillery znajdziecie w naszej księgarni.