Recenzja książki “Czarna wdowa” Daniela Silvy

Czarna wdowa to gatunek jadowitego pająka, ale też potoczne określenie „seryjnej” żony zabijającej swoich kolejnych mężów. W ostatnich latach, za sprawą zbrodniczych poczynań ISIS, te dwa słowa nabrały nowego, jeszcze bardziej złowieszczego znaczenia. Mianem czarnej wdowy określa się muzułmankę dokonującą zamachu terrorystycznego, by pomścić śmierć męża-bojownika, który oddał życie za dżihad. Po wybuchach bomb w dwóch europejskich stolicach Gabriel Allon wraz z członkami elitarnego zespołu operacyjnego „o nazwie Barak, co w hebrajskim oznacza błyskawicę, potrafili bowiem zjawiać się równie szybko i uderzać z podobną siłą”, opracowuje ryzykowny plan przeniknięcia do siatki terrorysty zwanego Saladynem. „Czarna wdowa” Daniela Silvy zabiera czytelnika w przerażającą podróż do samego serca tak zwanego Państwa Islamskiego, którego członkowie pragną „zjednoczenia muzułmańskiego świata pod czarną flagą kalifatu”.

Kiedy w zamachu na paryski Ośrodek Studiów nad Antysemityzmem imienia Izaaka Weinberga ginie stara przyjaciółka Gabriela Allona, francuski wywiad postawia wykorzystać zapisany mu w testamencie obraz, by skłonić go do zaangażowania się w tropienie siatki zamachowców. „Tajne służy różnych krajów nie współpracują ze sobą dlatego, że się lubią. Podobnie jak rozwiedzeni rodzice małych dzieci robią to dlatego, że czasem wspólne działanie dla dobra wyższego jest koniecznością”, a sytuacja jest wyjątkowo trudna. Po zamachu na amsterdamskim targu Gabriel nabiera przekonania, że przyszła pora na niekonwencjonalne działania.

Po bojownikach IRA Gabrielowi Allonowi przyszło się teraz zmierzyć z członkami tak zwanego Państwa Islamskiego i nie będzie to równa walka, gdyż przeciwnik jest nad wyraz dobrze zorganizowany i kompletnie nieprzewidywalny. Szesnasty tom serii wydał mi się znacznie mroczniejszy od swojego poprzednika. Tym razem akcja powieści rozgrywa się przede wszystkim na terenie Francji, Syrii i Stanów Zjednoczonych, a główną bohaterką, obok asa izraelskiego wywiadu, jest młoda lekarka, która podjęła się wyjątkowo niebezpiecznej misji. Będąc Żydówką i nie mając żadnego doświadczenia w pracy wywiadowczej, otrzymała zadanie przeniknięcia do siatki terrorystów, udając kolejną pałającą żądzą zemsty czarną wdowę, gotową wysadzić się w centrum jednego z zachodnioeuropejskich miast i zabrać ze sobą tylu niewiernych, ilu zdoła. Misja wydaje się niewykonalna, a śmierć z rąk dżihadystów prawie pewna. Obserwujemy przemianę Natalie w Laylę, jej szkolenie w Izraelu, a potem pobyt w Syrii. Ta kobieca perspektywy wnosi do powieści bardzo wiele, pozwala zupełnie inaczej spojrzeć na pewne zagadnienia. Powieść Silvy to fikcja literacka, ale znajdziemy tu całe mnóstwo odniesień do prawdziwych zdarzeń. Autor zwraca uwagę na problem radykalizowania się młodych muzułmanów urodzonych w Europie i szczegółowo opisuje sposób ich rekrutowania za pośrednictwem Internetu, a potem prania mózgów, jaki przechodzą w obozach szkoleniowych.  „Czarną wdowę” przeczytałam z ogromną przyjemnością i w ekspresowym tempie. Bardzo cenię autora za to, że potrafi poważne wątki „łagodzić” humorystycznymi przerywnikami, takimi jak opis  długiej obserwacji skrzynki kontaktowej zlokalizowanej w krzakach, które upodobał sobie pewien pies, czy londyński epizod z wybraniem się dżihadysty na musical „Jersey boys”. Pozwalają one na chwilę złapać oddech, bo akcja pędzi jak szalona aż do dramatycznego, wbijającego w fotel finału.

Książki Daniela Silvy nie sprzedawałby się w milionach egzemplarzy i nie tłumaczono by ich na dziesiątki języków, gdyby były literackimi średniakami. Autor po mistrzowsku buduje napięcie i potrafi zaskoczyć czytelnika. Realistyczni bohaterowie Silvy nie wyskakują z płonących samolotów i nie biegają po dachach rozpędzonych pociągów, ale kolejne tomy serii z Gabrielem Allonem czyta się jednym tchem i z wypiekami na twarzy.

Autorka recenzji: Ewa Ciężkowska-Rumin