Recenzja książki “Diabelska działka”

Jakaż to jest męczarnia, gdy poszczególne tomy cyku/serii dzieli wiele miesięcy, o latach nie mówiąc! Jestem strasznie zła, że na ostatni tom „Królów Bourbona” zmuszona byłam czekać aż dwa lata! Oczywiście z czasem ciekawość nieco ostygła, ale cały czas miałam na uwadze, że koniecznie muszę zapoznać się z ostatnią częścią. I wreszcie ją mam! „Diabelska działka” J.R.Ward to trzeci tom cyklu, ostatni akt, wielki finał. Gotowi?

Fabuła skupia się nie tylko na mordercy głowy rodu, ale i na jego dzieciach, które wciąż szukają szczęścia. Finałowy akt zamyka wątki, ciesząc i smucąc jednocześnie. Los dla jednych jest łaskawy, a dla innych okrutny… Bo takie właśnie jest życie.

Nawet nie macie pojęcia, jak bardzo ucieszyła mnie krótka przypominajka, która znalazła się na pierwszych stronach. Przypomnienie bohaterów oraz ich sytuacji było dla mnie nieocenione. Coś tam pamiętałam, ale przez te dwa lata wiele uleciało mi z głowy. Dziękowałam zatem autorce za zgrabną podpowiedź, dzięki której wszystko wskoczyło na właściwe tory. Mogłam spokojnie zagłębić się w treść, co też uczyniłam.

I dosłownie od razu poczułam się jak w domu. Poczułam, że to jest to! Ten sam styl, atmosfera i znajome korytarze. Jeszcze dobrze się nie wkręciłam, a już czułam, że będę tęsknić za tą trylogią. Wracając jednak do meritum… historia bardzo szybko wciąga. Jeśli poprzednie tomy czytało Wam się dobrze, z tym będzie dokładnie tak samo. Autorka w niewymuszony sposób tworzy specyficzny klimat, który pozwala się odprężyć i oddać w całości lekturze. Ale nie oszukujmy się, ostatni tom niewiele ma wspólnego z kryminałem. Owszem, sprawa śmierci Williama zawiera pewne luki, ale nie dominuje ona jakoś nachalnie.

Na przedzie stoi bowiem codzienność, z którą borykają się dzieci Williama – Edward, Gin, Max oraz Lane. Jeśli czytaliście poprzednie tomy – a zakładam, że tak właśnie było – doskonale wiecie, że każdy z nich w jakiś sposób się pogubił. W tym tomie wyjaśnia się to i owo. Oczywiście możecie spodziewać się odrobiny adrenaliny, garstki tajemnic i ciekawego zakończenia. Nie brakuje również problemów, gdyż widmo bankructwa wisi nad tą rodziną i jawi się w coraz wyraźniejszych barwach. Sumy, które padają, wielu pozbawiłyby snu, zbliżając bardzo szybko do zakładu bez klamek. Jednym słowem – trzeba mieć nerwy ze stali.

Ale dość o treści, gdyż warto spojrzeć na tę książkę nieco inaczej. Warto wspomnieć o emocjach, które w moim przypadku były jak najbardziej pozytywne. I najbardziej zaskoczył mnie fakt, że choć w większości nie działo się właściwie nic godnego uwagi, to i tak nie potrafiłam się oderwać. Największe wrażenie zrobiła na mnie wielowątkowość i mnogość głównych bohaterów. Nikt nie wyróżniał się od całej reszty, a zatem miałam wrażenie, jakbym oglądała jakiś serial. Tak, to jest świetne porównanie! Nie chciałam odkładać książki, bo czułam się przy niej dobrze. Dawała mi radość.

Uwagę zwracała również kreacja bohaterów. Ich myśli, zachowania, a także czyny. Nie znalazła się ani jedna postać, którą miałabym ochotę udusić. Ponadto każdy był „dopracowany”. Gdybym miała przedstawić to bardziej obrazowo, narysowałabym prostą linię i ustawiłabym wzdłuż niej każdego po kolei. Wydawali się być szalenie realni i zapewne tacy pozostaną – jedna z lepszych trylogii, jakie czytałam.

Mam też poczucie, iż autorka chciała poprzez historię tego rodu przekazać pewne wartości i prawdy. Chciała zwrócić uwagę na fakt, iż życie w luksusie nie zawsze jest takie fajnie, jak się większości wydaje. W przemyślany sposób obnażyła słabe punkty takiego życia, tworząc jedną z wielu możliwych wersji. Morderstwo, łzy, zdrady… tego byśmy chcieli, opływając w luksusy? „Diabelska działka” zmusiła mnie do rozmyślań, ile rodów mogłoby się identyfikować z tą książką.

Koniecznie przeczytajcie i dowiedzcie się, kto zabił Williama, kto znalazł miłość, a kto wyszedł z cienia…

Autorka recenzji: Daria Łapa

“Diabelską działkę” i inne książki obyczajowe znajdziesz w księgarni selkar.pl.