Recenzja książki “Dzieci Starych Bogów. Śmiech diabła” Agnieszki Mieli

Śmiech Diabła to pierwszy tom cyklu fantasy autorstwa Agnieszki Mieli, a zarazem jej literacki debiut. To opowieść o dwóch bohaterach, którzy są potomkami dwóch, bardzo Starych Rodów, przez co spoczywa na nich ogromna odpowiedzialność, a ich losy pozostają nierozerwalnie złączone z legendarnymi istotami równymi niemal Bogom. Niestety, choć mogłoby się wydawać, że takie wyróżnienie to czysty dar, to jednak w trakcie lektury można sobie dość szybko uświadomić, że czasami pomiędzy darem a przekleństwem jest naprawdę bardzo cienka granica.

Dwójkę głównych bohaterów poznajemy już za czasów dzieciństwa, gdzie stali się sobie siostrą i bratem, choć tak naprawdę nie łączyły ich prawdziwe więzy krwi. Na przestrzeni lat obserwujemy jak dorastali, jak się zmieniali, jak walczyli ze swoim przeznaczeniem. Autorka stawiała przed nimi wyjątkowo trudne zadania, niejednokrotnie wystawiała ich relację na próbę, podobnie jak i samą wytrwałość – bo choć Aine i Bertram byli sobie wyjątkowo bliscy za dzieciaka, tak los postanowił ich w pewnym momencie rozdzielić. Każde z nich musiało znaleźć własną drogę oraz sposób na to, aby przetrwać.

Agnieszka Miela naprawdę nieźle poradziła sobie z kreacją bohaterów, nawet tych drugoplanowych. Moją ulubienicą została chyba jednak Aine, która z początku wydaje się być bardzo frywolną, upartą i krnąbrną dziewczyną, a z czasem wyrasta na silną i pewną siebie kobietę, choć często widać, że toczy walkę sama ze sobą – nawiedza ją przeszłość oraz niepewność względem przyszłości. Nigdy się jednak nie poddaje, jest wyjątkowo charakterną postacią. Bertram to z kolei chłopak twardo stąpający po ziemi. Chwilami odnosiłam, że są oni jak yin i yang, idealnie się uzupełniają, choć ich relacja była pełna wzlotów i upadków.

Zdecydowanie śmiało można stwierdzić, że jest to opowieść o przeznaczeniu, poszukiwaniu swojej drogi, sile przyjaźni. Jest to też po prostu kawałek dobrej, porządnie wykreowanej fantastyki, zainspirowanej mitologią słowiańską. Autorka zadbała o odpowiedni klimat, a choć akcja tak naprawdę rozgrywa się w świecie pełnym brutalności i przemocy, to dobrym przełamaniem są właśnie takie chwile wytchnienia, w których bohaterowie obcują z różnego rodzaju obrzędami ludowymi, poddają się świętowaniu i zabawie. Jednak mimo wszystko jest to tylko dodatkowe urozmaicenie, bowiem główna historia jest mroczna, skomplikowana i zdecydowanie niezbyt przychylna dla bohaterów.

Aine i Bertram mierzą się z wieloma trudnościami, stale podróżują, poszukując swojego miejsca i starając się odkryć swoje prawdziwe przeznaczenie. Sami tak naprawdę muszą podejmować trudne decyzje i niekoniecznie mogą ufać tym, którzy pozornie im sprzyjają. Nie brakuje tutaj mocnej akcji i przygody, a losy tej dwójki śledzi się naprawdę z ogromnym zaciekawieniem. Przyjemnie obserwuje się zmiany, które w nich zachodzą, a ta cała otoczka związana z bogami i przeznaczeniem zdecydowanie dodaje tej historii uroku i swego rodzaju tajemniczości. Bo czy tak naprawdę bohaterowie sami o sobie decydują, czy może jednak są tylko pionkami w czyjejś grze?

Styl autorki jest naprawdę przyjemny i podobała mi się ta konsekwencja, mająca odzwierciedlenie w rozgrywającym się tutaj biegu wydarzeń. Widać, że Agnieszka Miela miała wszystko odpowiednio przemyślane i zaplanowane, potrafiła swoją wizję dobrze przelać na papier, dopracowała swoją historię w odpowiedni sposób. Całość robi naprawdę bardzo pozytywne wrażenie na czytelniku – choć ja z ogromną ostrożnością podchodzę do twórczości polskich autorów, tak śmiało mogę stwierdzić, że jest to naprawdę udany debiut w gatunku fantastyki.

Autorka recenzji: Magdalena Senderowicz

“Śmiech diabła” i inne książki fantasy znajdziecie w księgarni internetowej selkar.pl.