Remigiusz Mróz

Recenzja książki „Egzekucja” Remigiusza Mroza

„Zawsze wychodziłam z założenia, że miłość jest oddawaniem komuś do ręki broni, którą może cię unicestwić. Przy tobie zrozumiałam, że tak nie jest. To nie broń, tylko tarcza, która chroni cię przed wszystkim, co na świecie złe. A nawet jeżeli tak nie jest, to i tak nie ma znaczenia, bo ufam ci na tyle, żeby dać ci tę broń i mieć pewność, że nigdy jej nie użyjesz”. Wbrew pozorom nie jest to recenzja najnowszego romansu Danielle Steel, a „Egzekucji” Remigiusza Mroza – czternastego już tomu bijącej rekordy popularności serii z przebojową warszawską prawniczką Joanną Chyłką. Jeżeli ktoś liczył na pasjonujący thriller prawniczy, w którym nieustępliwa bohaterka walczy na sali sądowej jak lwica, przy okazji „ubarwiając rzeczywistość, stosując manipulację i w gruncie rzeczy torturując ludzi na miejscu dla świadków”, to srodze się rozczaruje.

Nadal nie wiadomo, co się stało z Kordianem Oryńskim. „Poczucie straty osoby bliskiej powinno być jak fale, które na przemian przybijają do brzegu i od niego odbijają – Chyłka miała jednak wrażenie, że znajduje się w samym środku nieustającego sztormu. Od trzech miesięcy nie miała chwili wytchnienia, nie potrafiła normalnie funkcjonować, a smutek, żal i dojmująca pustka w sercu nie opuszczały jej ani na moment”. Joanna nie ustaje w poszukiwaniach Zordona, a w międzyczasie zalewa smutki alkoholem i prowadzi biuro porad prawnych – Adiuvame. Jej klientem zostaje niespodziewanie podkomisarz Szczerbiński. Chyłka nie może przed sądem reprezentować swoich klientów, więc wysługuje się Radkiem Haderem – prawnikiem o raczej szemranej reputacji. To właśnie z nim kontaktuje się człowiek, który został zatrzymany w Krakowie za kradzież torebki i twierdzi, że stracił pamięć.

Joanna Chyłka jest prawdziwą mistrzynią w radzeniu się z beznadziejnymi sytuacjami, ale zadarła z Konsorcjum, a ta „rozległa siatka korupcyjna” właściwie „może sięgać wszędzie, bo nie istnieje miejsce, do którego odpowiednio duża kwota nie otwierałaby drzwi”. Nie wiadomo, komu jeszcze można zaufać, a kto jest pionkiem na usługach tajemniczego Kreona. „Prawo jest jak płot (…) Żmijom zawsze uda się jakoś prześlizgnąć, ale przynajmniej bydło się nie rozchodzi tam, gdzie nie powinno”. W „Egzekucji” Remigiusz Mróz nie pozwolił swojej bohaterce zabłysnąć na sali sądowej, podcinając jej w ten sposób skrzydła. Zamiast wciągającego thrillera prawniczego dostaliśmy przekombinowaną sensację pomieszaną z ckliwym romansem. Bohaterowie albo głęboko patrzą sobie w oczy, albo wychodzą cało z najróżniejszych zamachów na swoje życie. Są bici, wysadzani w powietrze, przejeżdżani… Niby obserwujemy dramatyczne wydarzania, ale emocji jest w tej książce jak na lekarstwo. Wulgarne odzywki Chyłka są momentami naprawdę nie do zniesienia, ale muszę przyznać, że podczas lektury raz się uśmiechnęłam, kiedy Joanna zażądała, żeby na jej „pogrzebie podejść do trumny, podnieść z niej kwiaty, potem krzyknąć „to kto następny?” i rzucić je przez ramię w tłum”.

Seria z Joanną Chyłką to taki literacki samograj – właściwie nie ma wielkiego znaczenia, co nowego wymyśli autor, bo i tak wierni fani pobiegną do księgarni, by kupić kolejną część i ponownie spotkać się ze swoimi ulubionymi bohaterami. „Egzekucja” to niestety jeden ze słabszych tomów cyklu, ale książkę czyta się bardzo szybko i nie tylko dlatego, że liczy niecałe czterysta sześćdziesiąt stron. Mam nadzieję, że w najbliższym czasie Remigiusz Mróz jednak pozwoli Chyłce wrócić na salę sądową, bo to przecież jej naturalne środowisko.

„Egzekucję” oraz inne książki Remigiusza Mroza znajdziecie w księgarni internetowej selkar.pl

Autorka recenzji: Ewa Ciężkowska – Rumin