Recenzja książki „Fatum”

Jak ten czas leci : „Fatum” to już jedenasty tom serii kryminalnej z komisarzem Erykiem Deryło. Wszystko zaczęło się jesienią 2017 roku, kiedy do księgarni trafił otwierający cykl „Grzech” i z miejsca podbił serca fanów mrocznych kryminałów. Kolejne części przez długie tygodnie okupowały pierwsze miejsca na listach bestsellerów, a Deryło i Haler stali się jednym z ikonicznych duetów polskiej literatury kryminalnej. Pewnie tylko Joanna Chyłka i Kordian Oryński cieszą się większą popularnością od Eryka i Tamary. Tom dziesiąty – „Piekło” – zakończył się w wyjątkowo dramatycznym momencie, więc nikogo nie trzeba zachęcać do sięgnięcia po kontynuację. Jakie plany wobec swojej bohaterki ma Max Czornyj? Wielu fanów tej popularnej serii na pewno zadaje sobie to pytanie.

Eryk Deryło stracił wszystkie kobiety, na których mu zależało – jego żona została zamordowana, córka Wiktoria nie chce z nim rozmawiać i zerwała wszelkie kontakty z ojcem, a Tamara Haler, partnerka i przyjaciółka w jednym, jest bliska śmierci. Tamara leży w szpitalu w stanie krytycznym, więc stan psychiczny komisarza nie jest najlepszy, a w Lublinie, w którym „w ciągu ostatnich pięciu lat grasowało więcej seryjnych morderców niż w reszcie Polski razem wziętej… A pewnie i w całej Europie” pojawił się kolejny zwyrodnialec, który odbiera życie w wyjątkowo bestialski  sposób. Przy tym skomplikowanym śledztwie Deryło otrzymuje do pomocy Sofię Dimitris, energiczną policjantkę o południowej urodzie, której dziadek był Macedończykiem. Jaka jest motywacja mordercy? Czy ofiary miały ze sobą coś wspólnego? Dlaczego ktoś skazał je przed śmiercią na niewyobrażalne wręcz cierpienie?

Niewątpliwie jestem w zdecydowanej mniejszości, ale odbieram Eryka Deryło jako wyjątkowo nieciekawą i obcesową postać. To Tamara Haler stanowi siłę napędową tego duetu, bo wzbudza ciepłe uczucia i chce się jej kibicować. Trudno mi zrozumieć, dlaczego autor  pozostawił na placu boju komisarza, bo Eryk przez większość książki zachowuje się jak przekonane o swojej wyższości rozkapryszone dziecko. Nie wiem, czy to tylko kwestia braku Haler, ale w „Fatum” Deryło wydał mi się o wiele bardziej denerwujący niż we wcześniejszych tomach. Kto w ogóle chciałby pracować z kimś takim? Skrajnie nieuprzejmym? Odpychająco aroganckim? Uroczej Sofii Dimitris należy się medal za to, że jakoś z nim wytrzymała. Komisarz nie budzi nawet cienia sympatii, w odróżnieniu od swojej nowej partnerki, która jest najjaśniejszym punktem „Fatum” i godnie zastępuje Tamarę. W Lublinie dochodzi do zabójstwa i to „tak makabrycznego, że po prostu nie mieści się w pale”. Krew leje się strumieniami, a opisy wymyślnych tortur zadawanych ofiarom przez sprawcę są jak zawsze do bólu szczegółowe, ale do tego autor zdążył nas już przyzwyczaić. Epatowanie przemocą to przecież od lat jego znak rozpoznawczy.

„Wszystkie zbiegi okoliczności są po coś”. Jedenasty tom jest lepszy od „Pacjenta” i „Piekła”. Warto po niego sięgnąć chociażby po to, by poznać Sofię Dimitris. „Fatum” czyta się z zawrotną prędkością, ale nie jest to książka, która na dłużej zapadałaby w pamięć albo do której chciałoby się wracać, raczej taka do ekspresowego pochłonięcia w ciągu jednego, maksymalnie dwóch wieczorów. Fani serii powinni być w pełni usatysfakcjonowani – jest krwawo, przerażająco i brutalnie. Jeżeli komuś podobały się wcześniejsze tomy, to i „Fatum” go nie zawiedzie.

Autorka recenzji: Ewa Ciężkowska-Rumin

„Fatum” i inne książki Maxa Czornyja znajdziecie w księgarni internetowej selkar.pl.