literatura faktu

Recenzja książki „Hejt” Moniki Sławeckiej

Mowa nienawiści to bardzo chodliwy temat, zwłaszcza że bardzo aktualny w dobie internetu, kiedy miliony użytkowników naraz mogą dzielić się swoimi opiniami z całą resztą świata. Praktycznie każdego z nas hejt dotyka w ten czy inny sposób, dlatego też poszukujemy sposobów radzenia sobie z nim, a także zwalczania go. Temu negatywnemu zjawisku Monika Sławecka postanowiła poświęcić swoją książkę, w której zamieściła różnej długości rozmowy przeprowadzone z osobami, które miały z nim do czynienia. Muszę przyznać, że miałam spore oczekiwania wobec tego reportażu, zwłaszcza że do tej pory bardzo dobrze pamiętam szokującą treść „Baletu, który niszczy”. Niestety, autorka moim oczekiwaniom nie sprostała, a to z kilku powodów, które już nakreślam.

Co mnie zdumiało i potwornie rozczarowało, od pierwszego zdania wiadomo, że książka będzie mieć wydźwięk polityczno-ideologiczny. Autorka jasno opowiada się za określonymi postawami i zgodnie z nimi narzuca swoim rozmówcom narrację. Liczyłam na obiektywizm oraz przedstawienie różnych punktów widzenia, a tymczasem reportaż zahacza o lekką propagandę. I oczywiście – w wyrażaniu swoich poglądów nie ma nic złego, lecz to nie osobistym wycieczkom miała być poświęcona treść. Tymczasem już na wstępie mamy wyraźny podział na tych dobrych (ciemiężonych „bez żadnego powodu”) i złych (hejterów, aktualne władze, osoby o odmiennym spojrzeniu na daną kwestię…).

Jako pierwsza na tapet została wzięta Magdalena Adamowicz, której męża, jak podkreśla kobieta, zabił hejt. O samej mowie nienawiści nie dowiemy się od niej za wiele, bo więcej miejsca poświęca na kreowaniu pozytywnego wizerunku siebie i swojej rodziny. Cóż, takie jej prawo, jednak, jak podkreślam po raz wtóry, to nie to miało być przedmiotem rozważań. Rozdział jej poświęcony jest najdłuższy i też w pewien sposób najbardziej komiczny, bo M. Adamowicz wpada co rusz w sprzeczności. Przykładowo od stwierdzenia „Jestem mocno wierząca i to pozwoliło mi odnaleźć w sobie siłę” przeszła do „winni będą smażyć się w piekle”. Iście chrześcijańska postawa, nie ma co.

W reportażu znalazły się również rozmowy z Jerzym Owsiakiem, Joanną Cesarz czy Kają Funez Sokoła. Te były znacznie bardziej stonowane i nie opierały się na gloryfikowaniu własnej osoby, jak to miało na przykład miejsce w przypadku Mai Staśko albo Poli Wolf. Jedyne, co szczególnie mnie uderzało w niektórych wypowiedziach to stosowanie frazy „zwykli/przeciętni ludzie”. Rozumiem, że wywiady były przeprowadzane z w miarę rozpoznawalnymi personami, ale to nie znaczy jeszcze, iż cała reszta społeczeństwa to szaraki bez twarzy, którzy mniej się liczą.

Najcieplej wspominam dialog przeprowadzony z Katarzyną Warnke, która dała prawdziwy popis, jeśli chodzi o empatię, merytorykę i elokwencję. Jej rozdział wyróżnia się na tle innych, bo rzeczywiście dotyczy hejtu, a obserwacje aktorki są niezwykle trafne oraz przemyślane. Dla nich samych warto było sięgnąć po tę książkę.

Chociaż sam reportaż jest mocno stronniczy i uwzględnił głównie ludzi „stojących po jednej ze stron barykady”, to uważam, że warto przyjrzeć mu się bliżej. Bądź co bądź stwarza świetne pole do konstruktywnej dyskusji i wymiany poglądów na kwestię hejtu i postrzegania go przez jego ofiary. Jeśli wczytamy się głębiej i zajrzymy pomiędzy wiersze, dojrzymy też genezę jego powstawania oraz szerzenia się w globalnej sieci, co na pewno podpowie nam, jak to zjawisko zminimalizować.

„Hejt” oraz literaturę faktu znajdziecie w księgarni internetowej selkar.pl

Autorka recenzji: Klaudia Sowa