Recenzja książki “Hotel 69” Sonii Rosy

Najsłynniejszy w Trójmieście, pięciogwiazdkowy, luksusowy hotel, choć wydaje się być rajem dla gości, w rzeczywistości stanowi uosobienie piekła na ziemi. Co rusz rozgrywają się tu ludzkie dramaty, a ból, zdrada i samotność wręcz unoszą się w powietrzu. To, co dzieje się w pokojach spędza noc z powiek nie tylko tymczasowym lokatorom, ale też pracownikom. W tym przybytku nie poczujesz się jak w domu, o nie. Tu możesz robić wszystko to, o czym nawet nie ośmieliłbyś się pomyśleć w swoich zacisznych czterech kątach. Każdy czyn ma jednak swoje konsekwencje…

Książka złożona jest z dwóch typów rozdziałów – tych pchających główne wątki do przodu oraz tych poświęconych aktualnym gościom hotelu, zabawiających na miejscu nie dłużej niż kilka nocy. Dzięki temu trudno się znudzić fabułą, chociaż na dłuższą metę wszystkie epizody są do siebie coraz bardziej podobne i niespecjalnie angażują. Co się tyczy dominującej historii – dzieli się ona między menadżerkę Hotelu 69, Iwonę Jelonek, jego nowego właściciela, Alexa oraz Marcela Lewandowskiego, szefa ochrony.

Iwona to kobieta sukcesu, piękna, obowiązkowa i skromna. Nikt nie jest jednak bez wad. Kobieta jest beznadziejnie zakochana w swoim kochanku, Piotrze. Mężczyzna jest żonaty, oczekuje narodzin kolejnego dziecka i wciąż daje Iwonie złudne nadzieje, że weźmie dla niej rozwód. Ona daje mu się mamić i to stanowczo za długo. Jej życie prywatne i trudna sytuacja w pracy zaczynają ją przytłaczać. A domiar złego jej dotychczasowy szef oznajmia jej, że zamierza przekazać swój hotel synowi, aby ten wziął się wreszcie do roboty. Tu na scenę wkracza Alex, pół Szwed, pół Polak, do tego bawidamek i rozpieszczony młokos. Swoją dziewczynę, a w zasadzie narzeczoną, regularnie zdradza, ale to nic szokującego na kanwie tej powieści – tu wszyscy są rozwiedzeni i/albo się zdradzają. Przerasta go prowadzenie tak luksusowego obiektu, samotność i wieczna dezaprobata ze strony ojca.

No i jest jeszcze Lewandowski, uwikłany w długi, postawny facet, który od rozwodu mieszka u swojej matki, czego ma szczerze dość. Na domiar złego szef mafii trzęsącej Trójmiastem próbuje go zwerbować w swoje szeregi. A należy do tych ludzi, którym się nie odmawia… I tym samym Hotel 69 przeradza się w punkt handlu narkotykami, rozbojów i zdrad, którym nie ma końca. Ale nie trzeba się tym przejmować, przecież później obsługa i tak uprzątnie cały ten bajzel.

Szczerze to nie zakwalifikowałabym tej książki do żadnej kategorii. Na pewno nie jest to romans, ani jakaś tam obyczajówka. Powieść ma ciężki klimat, czytanie jej nieraz wręcz boli, irytuje. No nie jest to lekka lektura, trzeba przyznać. Ale dla wszystkich, którzy chcą sięgnąć po coś mocniejszego sprawdzi się idealnie. Co najwyżej jej monotematyczność może chwilami nieco zmęczyć. Wiadomo, nudnymi wizytami hotelowych gości nikt by nie był zainteresowany, ale ta ilość patologii i zboczenia od połowy tekstu zaczyna przytłaczać. Chciałoby się mieć chociaż jedną postać, której dałoby się i chciało kibicować. Ale chyba nie w tym celu ta książka powstała. Wydaje się, że miała być tak przejaskrawiona, więc w zasadzie spełnia swoją rolę. Czyta się ją naprawdę „niewygodnie”, co czasem samo w sobie jest atutem, bo przecież książka ma wywoływać w nas emocje, nie tylko te pozytywne. A ta konkretna z pewnością wywołuje ich wiele.

Autorka recenzji: Klaudia Sowa

“Hotel 69” znajdziecie w księgarni internetowej selkar.pl.