książka popularnonaukowa

Recenzja książki “I (nie) żyli długo i szczęśliwie” Jennifer Wright

Z nami koniec… Jeżeli usłyszałaś/eś kiedyś te słowa, a chwilę potem poczułaś/eś jak twoje serce rozpada się na milion kawałeczków, książka Jennifer Wright „I (nie) żyli długo i szczęśliwie”, opowiadająca o najgorszych rozstaniach w historii, jest właśnie dla Ciebie!

„Jeśli rozstanie sprawia, że zaczynasz się zachowywać jak obłąkana, szalona resztka ciebie – wiedz, że nie tylko ty. Wielu słynnych, najbardziej utalentowanych ludzi kompletnie oszalało w chwili miłosnego zawodu”. Wystarczy poczytać o Neronie i Poppei Sabinie, Lukrecji Borgii i Giovannim Sforzy, Oscarze Wildzie i Alfredzie Douglasie, Eddiem Fisherze i Elizabeth Taylor, Edith Wharton i Mortonie Fullertonie, Caroline Lamb i lordzie Byronie, czy o Henryku VIII i Annie Boleyn, by przekonać się, bycie porzuconym boli, ale w żaden sposób “nie definiuje twojego życia. W całej twojej historii nie będzie to główny wątek, chyba że zamordujesz nie jedną, ale dwie żony, bo wtedy absolutnie będzie”.

Ponoć im mocniej się kocha, tym silniej odczuwa się zawód miłosny, a ten ostatni może doprowadzić nawet najbardziej racjonalną osobę do stanu, w którym zacznie podejmować ona szalone decyzje: „Nagle widzisz na stoliku cztery długopisy Bic twojego eks albo liść, który spadł z jego płaszcza po pięknym dniu spędzonym razem w parku, i natychmiast postanawiasz, że musisz jak najszybciej zwrócić mu te przedmioty. Piszesz więc liścik w stylu: „Wiem, jak ważne są dla ciebie artykuły papiernicze, więc ci je odsyłam. Dołączam również liść””. Kto wie, może się zdarzyć, że eks przeczyta twój list i wykrzyknie: „Odesłała mi cztery długopisy Bic…i liść? Co ja sobie myślałem? Kochałem ją znacznie bardziej niż kogokolwiek w życiu”. Może, ale zapewne się nie zdarzy. Jeżeli nadal się łudzisz, koniecznie przeczytaj „I (nie) żyli długo i szczęśliwie”. Jennifer Wright w trzynastu krótkich, ale przezabawnych i naszpikowanych złośliwymi uwagami rozdziałach przybliża czytelnikom historie osób, które kiepsko poradziły sobie z rozstaniem, bo „w obliczu większości najstraszniejszych rzeczy ludzie wykazują się zaskakującą odporność. Jesteśmy odważni na polach bitew, heroiczni w walce z chorobą i generalnie naprawdę wspaniali, dopóki ktoś z nami nie zerwie. Wtedy się rozpadamy”. Jennifer Wright przywołała w swojej książki postaci powszechnie znane, takie jak Lukrecja Borgia, która wychodziła z założenia, że „otrucia – jak przyjęcia urodzinowe – są najlepsze, gdy są niespodzianką”, lubującego się w robieniu z ludzi żywych pochodni Nerona, czy omotanego przez szesnastoletnią „rozbijającą rodzinę lafiryndę” Henryka VIII, ale też uczyniła jej bohaterami osoby, których nazwiska niewiele wam powiedzą. Nie słyszałam wcześniej o Timothym Dexterze, osiemnastowiecznym prekursorze ghostingu, czy o mającym obsesje na punkcie noży Normanie Mailerze. Wszystkie te historie są straszne, ale  opisane zostały w prześmiewczy sposób. Komentarze autorki wręcz ociekają ironią i sarkazmem, więc naprawdę świetnie się bawiłam, czytając „I (nie) żyli długo i szczęśliwie”.

Każdego dnia na świecie zostaje złamanych pół miliona serc, ale na szczęście większość porzuconych ludzi nie postępuje tak irracjonalnie jak bohaterowie książki Jennifer Wright. „I (nie) żyli długo i szczęśliwie” w niesamowicie zabawny sposób opisuje najgorsze rozstania w historii, ale ostatecznie wniosek płynący z lektury jest całkiem optymistyczny. Kiedy następnym razem będziecie cierpieć po rozstaniu, pamiętajcie, że „bywają też pozytywne skutki miłosnych rozczarowań. Czasem są one potrzebne, byśmy mogli osiągnąć to, co chcemy, albo byśmy stali się ludźmi, jakimi powinniśmy się stać”.

Książkę “I (nie) żyli długo i szczęśliwie” Jennifer Wright znajdziesz w księgarni internetowej selkar.pl

Autorka recenzji: Ewa Ciężkowska-Rumin