Recenzja książki “Instrukcja obsługi kobiety”

Od niepamiętnych już czasów zauważa się i mówi o różnicach między płciami. Nie chodzi tu o te fizyczne „wyróżniki”, ale o te niematerialne, duchowe. Myśli, słowa, czyny i wszystko, co za nimi stoi. Kobiety są z Wenus, a mężczyźni z Marsa, mawiają. Ale tak naprawdę zamieszkujemy tę samą planetę, więc jak to możliwe, że równie dużo nas dzieli jak i łączy?

Kobieta w kulturze i społeczeństwie od wieków piastuje istotną rolę. Utożsamia się ją z pięknem, życiem, delikatnością, ale też czasem z chaosem, tajemniczością, nawet diabłem wcielonym. Jeden symbol, a tak wiele znaczeń.

Niejeden śmiałek już próbował przedrzeć się do wnętrza psychiki kobiety. Naukowcy stale wyszukują tendencji w jej zachowaniu, podejmowaniu decyzji. Kiedy po obydwu wojnach światowych wreszcie zapanował jako-taki ład, rola w społeczeństwie płci pięknej uległa znaczącej i nieodwracalnej zmianie. Zaczęła się walka o równouprawnienie, ale też walka o spełnianie się w wybranej przez siebie roli, a nie tej narzuconej z góry. Teraz tym bardziej problemy sprawia wielu zrozumienie kobiet. Są pełne sprzeczności, nie mówią otwarcie, czego chcą, co im jest potrzebne, ale też obrażają się, kiedy inni się tego nie domyślą sami. Pojąć całą tę zawiłość, a także wiele innych, jakże istotnych kwestii, pomagają Katarzyna Miller i Suzan Giżyńska w swojej książce „Instrukcja obsługi kobiety”.

Sam tytuł mógłby kryć za sobą jakąś komedię romantyczną, albo prześmiewczy pseudo-poradnik. Tymczasem nasze autorki podeszły do tematu zdecydowanie poważnie i dzielnie, rozdział po rozdziale starają się przedstawić zdarzenia z perspektywy kobiety. Dodają od siebie porady, motywujące słowa, ale też wskazują, co może być przyczyną pewnych odchyleń od normy. Szczególnie podoba mi się to, że opisane historie nie są ubrane w delikatne i ciepłe słówka. O nie. Nie ma tu owijania w bawełnę. Mamy problem i chcemy go rozwiązać, tu nie ma czasu na cackanie się ze sobą. Niejednokrotnie Miller i Giżyńska sugerują pójście na terapię, przyjrzenie się uważniej naszym kłopotom. Nie boją się mówić, że postępujemy źle, za łatwo się poddajemy, nie potrafimy zapanować nad własnym życiem.

Dla kogo właściwie jest ta książka? Mogłoby się wydawać, że dla mężczyzn, bo to przecież oni nie rozumieją humorów kobiet, nie dbają odpowiednio na ich potrzeby, nie odpowiadają na widocznie wysyłane sygnały. Z pewnością nie zaszkodzi podesłać tej lektury i Panom, w końcu warto czasem zmienić punkt widzenia. Na pewno wszyscy byśmy lepiej się nawzajem rozumieli, gdyby każdy się choć trochę postarał. Jednak wydaje mi się, że książka jest przeznaczona w głównej mierze dla kobiet. Wychodzi na to, że same nie do końca się rozumiemy, ale po przeczytaniu całości wreszcie potrafimy nazwać niektóre swoje uczucia. Odnaleźć siebie wśród opisanych sytuacji. Przyznam szczerze, że po pierwszym rozdziale już poczułam się jak oświecona. Miałam ochotę krzyknąć do niego „No tak! Właśnie dokładnie tak jest!”. To aż zabawne, jak wielu rzeczy nie dostrzegamy, jeśli nie próbujemy poddać ich analizie. Po tym pierwszym zaskoczeniu, pochłonęłam resztę stron w jeden dzień. Naprawdę rzadko zdarza mi się trafić na tak dobrze skonstruowany poradnik, który jednocześnie będzie szczery do bólu, a jednak krzepiący.

Autorka recenzji: Klaudia Sowa

“Instrukcję obsługi kobiety” i inne książki Katarzyny Miller znajdziecie w księgarni internetowej selkar.pl.