Recenzja książki “Kobiety, które nienawidzą” Kazimierza Kyrcza Jr

„Przysłowia przekonują nas, że każdy kij ma dwa końce, miłe złego początki i tym podobne. Kto uwierzy w te bzdety, a co gorsza, w swoich wyborach będzie się nimi kierował, równie dobrze może od razu popełnić samobójstwo”. Czy taki mało optymistyczny wniosek płynie z najnowszej powieści Kazimierza Kyrcza Jr? „Kobiety, które nienawidzą” przeczytałam zaraz po „Chłopców, których kochano za mocno” i mam nie lada problem z napisaniem recenzji, bo właściwie powinnam skopiować i wkleić większość uwag, które zawarłam w opinii na temat poprzedniej książki autora.

Krakowscy policjanci nie mają chwili oddechu. Dopiero co zniknął ze sceny Kuba Szpikulec, a już pojawił się nowy seryjny morderca, który atakuje pary powiązane z polską policją.  Jego tropem rusza znana nam z wcześniejszej książki grupa śledczych, wzbogacona o dwóch nowych członków. Jednym z nich jest sierżant Antoni Patalita – pastor i posiadacz imponującej brody a la wiking, drugim, a raczej drugą –  aspirant Daria Zawadzka, której zaproponowano transfer do dochodzeniówki, bo przełożony chciał się jej za wszelką cenę pozbyć. Tymczasem dochodzi do kolejnych morderstw, a policjanci drepczą w miejscu, bo „Bob Zabójca wciąż pozostawał nieuchwytny i pewnie śmiał się z ich nieudolnych prób ustalenia jego tożsamości. Pogrywał sobie z nimi. Zawsze o kilka kroków do przodu, zupełnie jakby dysponował siedmiomilowymi butami. Albo czarodziejską kulą pozwalającą przewidywać policyjne działania. Albo po prosty był mądrzejszy od nich”. Dlaczego morderca poluje akurat na pary i czy komisarzowi Bednarskiemu uda się go złapać, zanim zginą kolejne osoby?

Oto klasyczna powtórka z rozrywki. Wszystko to, co znakomicie udało się w „Chłopcach, których kochano za mocno”, zostało z sukcesem powtórzone w „Kobietach, które nienawidzą”. Autor ponownie skupia się na podglądaniu życia policjantów, opisywaniu ich mniejszych i większych dramatów, romansów, problemów, z którymi borykają się na co dzień. Ktoś kogoś uwodzi, ktoś na kogoś donosi, w czasie prowadzonego dochodzenia rodzi się prawdziwe uczucie, ale też członków grupy dotyka prawdziwa tragedia. Czyta się to świetnie i z niesłabnącym zainteresowaniem. Kolejny raz zachwyciły mnie dialogi, kilka scen mnie rozbawiło („Olkusz jest swoistym centrum sztuk plastycznych. To tu mieszkał bowiem złodziej obrazu Chagalla, tu działał także fałszerz pieniędzy o pseudonimie Matejko, specjalizujący się w banknotach stuzłotowych.”), ale przeżyłam też chwile wzruszenia. Znowu najsłabiej wypada wątek seryjnego mordercy. Odniosłam wrażenie, że Bob Zabójca jest jeszcze mniej ciekawy od Kuby Szpikulca, a Kazimierz Kyrcz Jr. zbyt szybko odkrywa karty. Jak na miłośniczkę klasycznych kryminałów przystało, wolałabym się dowiedzieć, kto jest mordercą, na ostatnich stronach powieści. Podobnie jak w „Chłopcach, których kochano za mocno” również w „Kobietach, które nienawidzą” każdy rozdział książki, a jest ich ponad pięćdziesiąt, rozpoczyna się cytatem z popularnego serialu. Trochę było tego za dużo. Już po lekturze „Chłopców” miałam przesyt cytatów, ale w „Kobietach” są wciskane co dwa, trzy strony, i właściwie nie wiadomo po co, bo czasami zwyczajnie nie współgrają z treścią rozdziałów.

„Chłopcy, których kochano za mocno” okazali się prawdziwym odkryciem, szczególnie za sprawą niezwykle ciekawego ukazania pracy i życia prywatnego policjantów. „Kobiety, które nienawidzą” aż tak bardzo mi się nie podobały. Może dlatego, że zabrakło mi elementu zaskoczenia – wiedziałam, czego mogę się spodziewać, i dokładnie to dostałam. Nie zmienia to jednak faktu, że kolejna powieść Kazimierz Kyrcza Jr. to kawał dobrej literatury. Z pewnością sięgnę po następną część, bo jestem ciekawa, jak potoczą się dalsze losy bohaterów.

Autorka recenzji: Ewa Ciężkowska-Rumin

Jeśli interesuje Cię dobry kryminał książka, sięgnij koniecznie po “Kobiety, które nienawidzą”!