Książka Natalii Sońskiej

Recenzja książki “Kochanie, wszystko będzie dobrze” Natalii Sońskiej

To już koniec „Jagodowej Miłości” i – spokojnie – mam na myśli serię, a nie związek naszej mistrzyni wypieków i Tomasza. Piąta część zamyka tę książkową operę mydlaną w sposób może niezbyt wybuchowy czy wyszukany, ale zapewne satysfakcjonujący dla większości fanów Natalii Sońskiej. Będzie troszkę nieporozumień, stresu i przełomowych odkryć, złamanych serc i szemranych interesów oraz, oczywiście, sernik jagodowy, którego przecież zabraknąć nie mogło.

Z Sońską nie zawsze mi po drodze i przegapiłam, co działo się u Jagody w poprzednim tomie. Nie pomogło mi się odnaleźć w fabule nieustanne torpedowanie przez autorkę pierwszych rozdziałów toną imion i niedomówień. Da się załapać, że coś się stało, ale trudno dojść do tego, o co konkretnie chodzi, dopóki pewne stwierdzenia nie padną wprost. Trochę to przytłaczające jak na sam wstęp, dlatego lekturę polecam raczej tym, którzy wszystkie poprzednie powieści z cyklu już przeczytali i orientują się, co aktualnie trawi biedną, nieporadną Jagodę.

Skoro o głównej bohaterce już mowa, to nic a nic się nie zmieniła. Jej naiwność znowu napyta jej biedy, bo przecież nie mogłoby być inaczej. Smuci mnie natomiast fakt, że z każdym tomem jej osobowość coraz bardziej zanika. Poza tym, że dobrze się sprawdza jako cukiernik, nie ma co o niej powiedzieć. Jest zwyczajnie nudna. Większość swoich problemów stwarza sama, ulega każdemu i daje się wciągać w kłopotliwe sytuacje i odwleka rozwiązywanie problemów. Jej aktualnym zmartwieniem jest fakt, iż może być adoptowana. Zamiast porozmawiać o tym z rodzicami, siostrą czy chociaż psychologiem tylko się zadręcza i dołuje. Dobrze, że jej brat postanawia zadziałać, bo nie poznałaby prawdy do emerytury.

Tomasz, z którym Jagoda chce układać sobie życie jest równie męczącą postacią. Okropny z niego zazdrośnik i obraża się, niczym nastolatek, na każdy kontakt swojej partnerki z innym mężczyzną. Zwykle następuje sekwencja: krzyk, kąśliwa uwaga, wyjście i trzaśnięcie drzwiami. Bardzo dojrzale, Tomaszu, oby tak dalej. Inna sprawa, że Jagoda wciąż spędza dużo czasu ze swoim byłym, co niejednego by rozsierdzało. Chociaż ja należę do Team Teodor i wolałabym jego widzieć u boku tej kobiety. To chyba jedyna postać, jaka przypadła mi do gustu. Sympatyczny prawnik, skory do pomocy, ułożony i zdecydowanie mający klasę. A zamiast niego Jagoda wybrała rozkapryszonego Tomka. Ech…

Generalnie lubię, kiedy czytając książkę jest mi trochę niewygodnie. Nie muszę się zgadzać z wyborami postaci, mogą mnie irytować ich problemy i to też dobrze, bo odczuwam jakieś emocje. A takie dzieła dłużej się pamięta. Myślę jednak, że nie to było celem autorki i historia miała wypadać raczej lekko i przyjemnie. Zakładam, że to też odczuwają miłośnicy tej serii. Ja natomiast częściej przewracałam oczami i prychałam z dezaprobatą niż się wzruszałam czy cieszyłam z jakiegoś obrotu spraw. Dlatego myślę, że to też nie cykl dla każdego. A na pewno nie dla ludzi zmęczonych sztucznym i celowym rzucaniem kłód pod nogi bohaterom, byleby tylko dział się jakiś dramat. Ciągnięcie takiego schematu przez pięć części to zdecydowanie przesada. Spokojnie dwie książki starczyłyby, żeby przedstawić tę samą historię, a pewnie wypadłoby do ciekawiej, bo akcja by się tak nie wlokła. Aczkolwiek dla tych, którzy aż do teraz dotrwali z Jagodą, książka będzie z pewnością satysfakcjonującym podsumowaniem.

Autorka recenzji: Klaudia Sowa

Książki Natalii Sońskiej znajdziecie w w naszej księgarni.