Recenzja książki “Kontra” Jonatana Rutza

Uważnie zapoznałam się z warunkami, jakie według wydawcy powinien spełnić czytelnik, by „Kontra” Jonatana Rutza trafiła w jego literacki gust, i wyszło mi, że spełniam aż sześć na siedem wymogów, więc bez wahania sięgnęłam po książkę z nieznanego mi do tej pory gatunku corpo – political – prawie science – fiction. Nie żałuję!  „Kontra” to zjadliwa satyra na korporacyjną rzeczywistość, która bawi do łez, ale też skłania do głębszych refleksji.

Tomasz Wilmowski nie zrobił oszałamiającej kariery, nie dorobił się fortuny. Pracuje  w instytucie naukowym, nie może się doprosić najmniejszej nawet podwyżki, a dach jego domu jest w opłakanym staniem i wymaga pilnego remontu. Na szczęście pomocną dłoń podaje Tomaszowi dawno niewidziany kolega ze szkoły. Adam zjawia się niewiadomo skąd i niewiadomo dlaczego i ot tak proponuje mu pracę w firmie ENIGAZ („Na początek dwadzieścia pięć tysięcy miesięcznie plus jakieś tam dodatki, co w sumie się podwoi”), chociaż Wilmowski nie ma bladego pojęcia o energetyce, bo z wykształcenia jest historykiem, specjalistą od Napoleona. Ale to mu nie przeszkadza zostać od razu szefem pionu Strategii i Rozwoju…

Lubicie historie od zera do bohatera? Tomasz Wilmowski to zwykły facet, mający bardzo niezwykłego garażowego lokatora, który do tej pory uczciwie zarabiał na chleb. I nagle w jego życiu następuje zwrot o sto osiemdziesiąt stopni. Szybko przekonuje się, że kompetencje są bez znaczenia, ciężko pracują tylko naiwniacy, bo tak naprawdę to „system znajomościowo – loteryjny jest dla większości jedyną albo łatwiejszą okazją do kariery”. Wilmowski zostaje wrzucony na głęboką wodę i próbuje się odnaleźć w zupełnie nowej dla niego rzeczywistości, a  czytelnik wraz z nim poznaje zasady rządzące bezduszną korporacją. Po pierwsze, „do spektakularnego awansu potrzebujesz tylko znać odpowiednią osobę, które chce i może sprawić, żebyś to stanowisko objął”. Po drugie, „papiery są ważniejsze od człowieka. Przyjdzie następne rozdanie, następna ekipa i będzie sprawdzać”. Po trzecie, „podstawowa misja w firmie to „przetrwać jak najdłużej””. Muszę przyznać, że już dawno żadna książka nie rozbawiała mnie do łez. Fragmenty „Kontry” rozgrywające się w siedzibie firmy ENIGAZ, która „istniała na rynku tylko dwa lata, ale miała już trzy zarządy i trzy strategie”, są po prostu genialne. Procedury to rzecz święta, a każdy każdemu wilkiem, bo „gdyby zrzucono do dzikiej dżungli dwie grupy osób, komandosów i prezesów dużych firm, to wskaźnik przeżywalności w tej drugiej grupie byłby znacząco wyższy”. Scena oczekiwania na audiencję u członków zarządu to już absolutny majstersztyk, a takich humorystycznych perełek jest w „Kontrze” znaczenie więcej!  Ale za każdym razem, kiedy Wilmowski udawał się na egzotyczną delegację, zgrzytałam zębami. O ile opis pobytu na konferencji w Dubaju był całkiem zabawny, to przy wycieczce do Meksyku, a w szczególności przy opisie wyprawy do Chin autora troszeczkę poniosło. Nie zabrakło też w „Kontrze” nietypowego wątku romansowego, międzynarodowego spisku i wielkiego przekrętu, ale wszystko to składa się w smakowitą całość. Tomasza polubiłam od pierwszych stron, ale do Bobera nijak się mogłam przekonać, chociaż pod niektórymi uwagami, które wygłaszał, podpisuję się obiema rękami.

Jonatan Rutz ma ogromne poczucie humoru i lekkie pióro, więc książkę czyta bardzo przyjemnie, chociaż płynące z „Kontry” wnioski nie nastrajają optymistycznie. Człowiek tak naprawdę się nie liczy, można go w każdej chwili wymienić na innego, a kto wpadnie w macki wielkiej korporacji prędzej czy później stanie pod ścianą i będzie musiał dokonać trudnego wyboru. Należy pamiętać, że „kopro ma swoje zalety – stała i pewna płaca. Dla wyższej kadry – samochód, przywileje”, ale  „z drugiej strony instrumentalne traktowanie ludzi, dobór kadr, debilna biurokracja, konformizm. Coś za coś”.

Autorka recenzji: Ewa Ciężkowska-Rumin

“Kontrę” Jonatana Rutza znajdziecie w naszej księgarni internetowej selkar.pl.