Recenzja książki “Kossakowie. Tango”

„W rękach miałam tak wiele dokumentów, listów, wspomnień, jednym słowem pozostawionych jakby umyślnie śladów i tropów, że mogłam nie tylko lepiej oświetlić scenę, na której rozegrały się wydarzenia i zagrały emocje, ale też wprowadzić nowych aktorów, wydobyć z zapomnienia ludzi i miejsca, wzruszenia i przeżycia, które […] miały wpływ na twórczość i tam też pozostawiły ślady”. Te słowa kieruje do nas autorka „Kossakowskiego tanga” pod koniec swojej książki, dając nam do zrozumienia, że za cel obrała sobie przybliżenie nam znamienitych postaci dawnych lat z zupełnie innej strony, niż miało to miejsce dotychczas. Czy jej się to udało? Zdecydowanie. I to w wielkim stylu.

Wbrew tytułowi fabuła nie kręci się dobitnie wokół polskiego malarza ani jego rodziny. Główną oś stanowią relacje na linii Wojciech Kossak – Zofia z Lewentalów – Ferdynand Hoesick. To im są poświęcone poszczególne części tomu. Poza nimi pojawia się też sporo postaci z szeroko rozumianego świata sztuki, znanych i wybitnych Polaków. Niemało jest również pobocznych wątków, prostych posługaczek, zbyt troskliwych ciotek i przelotnych znajomości. Możemy zanurzyć się w świecie inteligencji, poznać plotki przebąkiwane na salonach, towarzyszyć mniej lub bardziej burzliwym romansom i miłostkom.

Szczęśliwie, Joanna Jurgała-Jureczka postanowiła unowocześnić nieco język swojej powieści. Dostosowała go do naszych czasów, przez co czytanie jest znacznie prostsze i przyjemniejsze. Anachronizmy nie powodują niedomówień, a nam łatwiej zżyć się z bohaterami, zrozumieć ich. I tak podążamy za Duniem, literatem przekonanym o własnej świetności, z którego kpią koledzy po fachu, frustrując tym jego i jego rodzinę. Mamy też jego żonę – Zofię, znacznie bardziej powściągliwą w temacie przeżywania twórczości męża, za to chętną do flirtu, choć często onieśmieloną. Na koniec klin wchodzący pomiędzy wspomniane małżeństwo, Wojciech Kossak. To do niego Ferdynand przyprowadza pewnego dnia swoją lubą, by artysta mógł stworzyć portret godny jej urody i mający utrzeć nosa oponentom Dunia. Między malarzem a jego modelką od pierwszych chwil coś iskrzy. Wzajemnie sobą zafascynowani z przyjemnością spędzają długie godziny na pozowaniu i szkicach.

Najbardziej złożoną i dodam, że też tragiczną, postacią jest tu Ferdynand Hoesick, spolonizowany Niemiec. Mężczyzna, choć ma ambicje i podejmuje wiele starań, wciąż nie czuje się odpowiednio doceniony. Nie pomagają mu w tym złe życiowe wybory oraz jego nieporadność. Wydaje się, że Dunio ze swojego wychowania oraz znajomości zawartych przez lata wyniósł mieszankę samych najgorszych cech. Dla przykładu chętnie rozprawia o swych miłosnych podbojach (i to przy żonie), przechwala się osiągnięciami i wręcz żąda od słuchaczy nieustannej aprobaty, jednocześnie niedostrzegając problemów innych, oburzając się na najmniejszą krytykę i próbując zmienić się w żadnym calu. Jedyną metamorfozę przeszło jego nazwisko, które teraz brzmi bardziej polsko, co tylko pogorszyło sytuację Dunia, gdyż odcięło go od korzeni.

„Kossakowskie Tango” to wspaniała książka. Autorka dodała całości romantyzmu, poetyckości i lekkości. Widać pracę włożoną w to dzieło, widać dopracowanie detali, doszlifowanie charakterów postaci. Cudownie było przenieść się do początków XX wieku i poruszać się wśród takich artystów jak Henryk Sienkiewicz czy Kazimierz Przerwa-Tetmajer i oczywiście sam Kossak. Jurgała-Jureczka oddała codzienność, w tym też romanse, w taki sposób, jakby wśród swoich bohaterów żyła i nieustannie przebywała, a my możemy doświadczyć tego razem z nią.

Autorka recenzji: Klaudia Sowa

“Kossakowie. Tango” i inne książki obyczajowe znajdziecie w księgarni internetowej selkar.pl.