książki Roberta Małeckiego

Recenzja książki “Koszmary zasną ostatnie” Roberta Małeckiego

„Czekał siedem lat na odnalezienie swojej ukochanej żony. A teraz miał wrażenie, jakby to wszystko było tylko snem, wręcz koszmarem. Bo przecież i w snach, i w koszmarach bywa dokładnie tak samo: czujesz i przeżywasz wszystko na jawie. Być może właśnie śnił kolejny koszmar, który wypluje go nad ranem w rzeczywistość pozbawioną złudzeń”. To już koniec historii toruńskiego dziennikarza Marka Benera. Po „Najgorsze dopiero nadejdzie” i „Porzuć swój strach” przyszła pora na „Koszmary zasną ostatnie”. Czy bohater wreszcie dowie się, co się stało z jego żoną? I czy warto było przeczytać ponad tysiąc dwieście stron, żeby poznać rozwiązanie zagadki tajemniczego zniknięcia Agaty Bener?

Jest zima 2017 roku. Od dramatycznych wydarzeń z „Porzuć swój strach” minęło zaledwie kilka miesięcy. Marek Bener bada okoliczności zniknięcia dwóch mężczyzn. Jeden z nich to Jan Stemperski, który przed laty padł ofiarą mobbingu. Pracował wtedy w Urzędzie Marszałkowskim, a sprawa skończyła się wypłatą odszkodowania i przekreśleniem szans na karierę w instytucjach państwowych. Stemperski został więc nauczycielem w szkole podstawowej i zaczął popadać w depresję, aż pewnego dnia wyszedł z pracy i słuch po nim zaginął. Drugim mężczyzną poszukiwanym przez Benera jest Michał Walter – młody mechanik, który pojechał ze znajomymi zabawić się w toruńskiej dyskotece, ale w ostatniej chwili się od nich odłączył i przepadł bez śladu. Marek Bener ma więc ręce pełne roboty, a do tego otrzymuje kolejne zdjęcie, które może go naprowadzić na trop żony. Czy sprawy Waltera i Stemperskiego mają coś wspólnego ze zniknięciem Agaty?

Drugi tom trylogii z Markiem Benerem był znacznie lepszy od pierwszego, więc w trzecim spodziewałam się prawdziwych fajerwerków, ale autor zamiast zrobić krok do przodu, zrobił dwa kroki w tył. Kolejne czterysta stron bohater „drży z niepokoju, oszukuje się i karmi nadzieją”, próbuje uwolnić się od przeszłości, bo boi się, że „ta przeszłość kiedyś go zabije”, a równocześnie cały czas się miota i popełnia te same błędy. Marek pogrąża się „w smutku, stąpa po grząskim bagnie skondensowanej rozpaczy” i kręci się w kółko „jak postać w tandetnych horrorach”, a czytelnik razem z nim. Książka sprawia wrażenie pisanej na siłę. Czyżby autorowi zwyczajnie zabrakło dobrego pomysłu na fabułę? Opisy sennych koszmarów bohatera są nużące, a o ile w „Porzuć swój strach” mieliśmy kilka ciekawych postaci drugoplanowych, tak w „Koszmary zasną ostatnie” wszyscy są nijacy. W tym tomie wyjątkowo przeszkadzały mi wulgaryzmy. Odniosłam wrażenie, jakby momentami autor nie miał innego pomysłu na dialog, jak tylko doprawić przekleństwa kilkoma bluzgami. Przez odłożeniem książki na półkę odwiodłam mnie jedynie chęć dowiedzenia się, co się stało z Agatą, ale i tutaj czekało mnie rozczarowanie. Poznałam prawdę i jedynie wzruszyłam ramionami, bo w finale autorowi nie udało się wzbudzić we mnie żadnych emocji.

„Polski kryminał jeszcze nigdy nie był tak spektakularny” głosi napis na okładce książki „Koszmary zasną ostatnie”, ale gdybym zaczęła swoją przygodę z twórczością Roberta Małeckiego od trylogii z Markiem Benerem, pewnie nie sięgnęłabym po o kilka klas lepsze powieści kryminalne z  Bernardem Grossem. Aż trudno uwierzyć, że autorem obu serii jest ten sam człowiek. „Koszmary zasną ostatnie” to pozycja dla zagorzałych fanów Roberta Małeckiego, a czytelnikom żądnym mocnych wrażeń polecam „Wadę” i „Skazę”.

“Koszmary zasną ostatnie” oraz inne książki kryminały znajdziecie w księgarni internetowej selkar.pl

Autorka recenzji: Ewa Ciężkowska – Rumin