Max Czornyj

Recenzja książki “Krew” Maxa Czornyja

Komisarz Deryło powrócił po raz kolejny! I po raz kolejny trafiła mu się wyjątkowo okrutna sprawa do rozwiązania. Ten człowiek jakby przyciągał psychopatów i obłąkańców, co zdążyli już nawet zauważyć jego współpracownicy. Ponownie towarzyszy mu też komisarz Haler, choć nie da się ukryć, że w tym tomie mamy okazję zaobserwować pewne zmiany, które w niej zaszły. Krok po kroku starają się rozwikłać tajemnicę okrutnego morderstwa, a zabójca grasuje nadal – nie wiedzą kiedy uderzy, ani kto będzie następną ofiarą…

Początkowo faktycznie jest ciężko znaleźć jakiekolwiek powiązanie pomiędzy potencjalnymi ofiarami mordercy. Nie mamy pewności, czy to nadal jedna i ta sama osoba, nie wiemy, jakie ma modus operandi, co nim kieruje, jesteśmy po prostu pozbawieni jakiegokolwiek sensownego tropu – podobnie jak Deryło i Haler. Kolejne morderstwa są zupełnie inne od pierwszego, co jeszcze bardziej potrafi nas zbić z pantałyku. Dwie sprawy na raz? Przypadki? Głębsze znaczenie? Sekret wychodzi na jaw dopiero na sam koniec, jednak jedno jest pewne – oprawca posiada niesamowicie bujną wyobraźnię.

Max Czornyj przyzwyczaił nas w tym cyklu do makabrycznych zbrodni i tym razem również od nich nie stroni. Co więcej, okazuje się, że czasami nie trzeba szaleć ze zbyt wielkim rozlewem krwi – nawet bez otwartych ran śmierć może być wyjątkowo brutalna. Czornyj tak opisuje chwile popełniania przestępstw, że niemal na własnej skórze możemy odczuć cierpienie tego, kto za chwilę pożegna się z życiem. Dzięki dosadnym opisom staje się to wręcz namacalne, a i jak się okazuje, autor nadal posiada umiejętność tworzenia wymyślnych sposobów pozbawienia kogoś życia. Jego czarne charaktery bardzo często bawią się ze swoimi ofiarami, morderstwo ma mieć konkretny wydźwięk.

Sprawa jest dosyć nieprzewidywalna i zagmatwana, prym wiedzie zemsta i osobiste wymierzanie sprawiedliwości, a finałowe rozwiązanie jest naprawdę emocjonalne i zaskakujące – choć czy aby na pewno? Widać tutaj ból i niemoc, pojawia  się też coś jakby na pozór zrozumienia oprawcy – dziwaczne, prawda? Po raz kolejny można zadać sobie jedno, zasadnicze pytanie – czy każdy z nas jest zdolny do popełnienia zbrodni? Czy każdemu z nas wystarczy odpowiednio silny bodziec? W trakcie pojawić się też może wiele innych pytań – jak chociażby to, czy na pewno warto żyć z zasadą „oko za oko”, czy warto wymierzać sprawiedliwość na własną rękę, czy cel uświęca środki i czy pewne aspekty całej historii mogą tłumaczyć okrucieństwo?

Muszę przyznać, że przepadam za duetem Deryło i Haler. Idealnie się uzupełniają, choć widać, że w tym tomie ta relacja nieco się zmieniła. Obydwoje są nieco zamknięci w sobie, nie do końca ufają innym ludziom, ale widać, że chcieliby się nawzajem wspierać. To taka trudna relacja mistrz-uczeń, chwilami przypominająca również relację ojca z córką. Deryło instynktownie chce zapewnić Haler bezpieczeństwo i gdy tylko widzi, że coś ją dręczy, próbuje jej pomóc. Ta jednak nie chce nikogo obarczać swoimi problemami… Tak, było tutaj swoiste napięcie, oboje czuli, że coś jest nie w porządku, aczkolwiek jak przystało na profesjonalistów, odsunęli sprawy osobiste na bok, aby skupić się na śledztwie.

Ten cykl zdobył już tylu zwolenników, że chyba nie trzeba go więcej zachwalać. To naprawdę bardzo dobra seria kryminalna, bardzo życiowa, przy której niejednokrotnie autor wodzi czytelników za nos, bawi się z nimi, gra na emocjach, ale także skłania do pewnych przemyśleń i refleksji. Życie osobiste bohaterów nie dominuje nad wątkami kryminalnymi, ale stanowi ciekawe i odprężające dopełnienie historii. To naprawdę dobra rzecz!

Książkę “Krew” oraz inne książki Maxa Czornyja znajdziecie w księgarni internetowej selkar.pl

Autorka recenzji: Magdalena Senderowicz