Recenzja książki “Ktoś mnie okłamuje”

Geiger wraca do nas z kontynuacją swojej wcześniejszej powieści „Ktoś mnie obserwuje”, gdzie dalej podążamy za losami Tessy i Erica. Nastolatkowie podjęli swego czasu kilka trudnych, (ale czy właściwych?), decyzji i teraz muszą ponosić ich konsekwencje. Ich życie zmienia się o sto osiemdziesiąt stopni, ale czego się nie robi z miłości…

Nie będę tu przytaczać zbyt wiele z fabuły, bo sposób podania wydarzeń i ich kolejność jest ważna dla odbioru całości i nie chcę nikomu psuć zabawy. Już od pierwszych zdań tworzy się w książce otoczka tajemniczości, zwiastująca thriller. Mimo to, przedstawianie tej książki pod szyldem tego gatunku uważam za błędne. Już „Ktoś mnie obserwuje” było reklamowane jako dreszczowiec, tył okładki obiecywał niepokój i ukazanie mrocznej strony Internetu. Jednak tak jak i „Ktoś mnie okłamuje”, obydwu powieściom dużo bliżej do młodzieżówek. W historii czuć większy nacisk na relacje między bohaterami i rosnące między nimi uczcie, niż na wywoływanie u czytelnika strachu czy nerwów z niepewności.

Samej opowieści można nie potraktować na serio, głównie ze względu na młody wiek bohaterów. W typowym thrillerze, ze względu na ewoluowanie sytuacji w coraz bardziej zatrważającą, postaci z reguły przedstawia się na dojrzalsze, niż są w rzeczywistości. Mężnieją pod wpływem grozy. Stają się silniejsi, żeby przetrwać. Tu natomiast mamy parę nastolatków, która raz zmaga się z chorobami, trudną przeszłością i knuje intrygi, a raz drepcze bezradnie w miejscu i daje rady typu : „Będzie dobrze”. Oczywiście zawsze warto wprowadzić do fabuły chwilę oddechu, żeby nieco stonować nastroje, rozluźnić czytelnika. Tutaj jednak nie zawsze takie momenty pojawiają się w dobrym momencie. Pewne wstawki zaburzają lekko odbiór „cięższych” zdarzeń.

„Ktoś mnie okłamuje” jest dobrą kontynuacją. Wątki ładnie się łączą w odpowiednich momentach i ma się wrażenie, że chyba ani jedno słowo nie padło bez powodu w części pierwszej, bo w drugiej się do niego wraca. Uspokajam jednak tych, którzy nie czytali „Ktoś mnie obserwuje”. Co rusz przypomina nam się, co wydarzyło się w poprzedniej książce, więc trudno się pogubić, a może nawet dzięki temu lektura jest przyjemniejsza i zanim wszystko zostanie w końcu dopowiedziane, możemy chwilę pogłówkować sami.

Historia jest widocznie nastawiona na przemianę głównych bohaterów. Przełamują swoje lęki i próbują żyć w zgodzie z własnymi potrzebami i pragnieniami. Pytanie tylko, czy zawsze są one legalne. Czy jednak nie warto zaryzykować wszystkiego, żeby chociaż przez chwilę poczuć się szczęśliwym?

Trudno określić, który z bohaterów więcej poświęcił (dla siebie i dla tego drugiego). Obydwoje walczą ze swoimi demonami i choć mają swoje wsparcie, z wieloma rzeczami muszą uporać się sami. To, że ich wspólna podróż ich odmieni, nie ulega wątpliwości. Miejmy tylko nadzieję, że jedynie na lepsze.

Jeśli chodzi o antagonistę, to kieruje się nas wbrew wszystkiemu nie w stronę mediów czy Internetu, ale do ludzi, którzy stoją po drugiej stronie ekranu i wykorzystują je w złych celach. W końcu wszystko może stać się złe, jeśli nieodpowiednio to stosujemy. To odpowiedź na jedno z niezadanych wprost pytań, na które książka odpowiada. A jeżeli chodzi o pytanie ukryte za tytułem i interesuje Was, kto Tessę i Erica okłamuje to… cóż, zapraszam serdecznie do lektury.

Autorka recenzji: Klaudia Sowa

“Ktoś mnie okłamuje” i inne książki wydawnictwa Jaguar znajdziecie w księgarni selkar.pl.