Recenzja książki “Mężczyźni w potrzasku” Kazimierza Kyrcza Jr.

„Ludzie książki piszą. O tajemnicach morderców, o ich skłonnościach, wpływie traum z dzieciństwa na tkwiące w nich zabójcze skłonności”, ale Kazimierza Kyrcza Jr. od bezwzględnych przestępców bardziej interesują policjanci podążający ich tropem. Seria z Kubą Szpikulcem, w której śledzimy losy grupy krakowskich funkcjonariuszy, każdego dnia mierzących się z wyzwaniami natury zawodowej i osobistej oraz próbujących przetrwać w firmie zarządzanej „jak za czasów króla Ćwieczka”, liczy już cztery tomy. Po „Dziewczynach, które miał na myśli”, „Chłopców, których kochano za mocno” i „Kobietach, które nienawidzą” przyszła pora na „Mężczyzn w potrzasku”.

Sebastian Bednarski doczekał się wreszcie awansu na nadkomisarza. „Czwarta gwiazdka na pagonach równała się podwyżce rzędu dziesięciu złotych miesięcznie, tak więc Bednarski bynajmniej nie piał z zachwytu” i średnio ucieszył się z nowego wyzwania – stanięcia na czele krakowskiego Archiwum X. Na szczęście mógł wybrać sobie współpracowniczkę i zupełnie nieprzypadkowo postawił na swoją ukochana Edytę Fortunę, która uzupełniła „galerię osobliwości” w składzie: Mąka, Palacz, Karino i Roman –  „z takim materiałem ludzkim namierzenie najgłupszego nawet bandziora wydawało się niemożliwe”. Bednarski zajmuje się sprawą Marka Gorgonta, którego śmierć przed laty uznana została za samobójstwo, z czym do tej pory nie może się pogodzić ojciec zmarłego. W tym samym czasie aspirant Zdzisław Kosturek wraz z Darią Zawadzką i Antonim Patalitą próbuje znaleźć zabójcę profesora radomskiej uczelni, a na ulicach Krakowa dochodzi do brutalnych napaści na młode kobiety.

Kazimierz Kyrcz Jr. jest autorem bardzo konsekwentnym. Wszystkie tomy serii tworzą spójną całość i spokojnie mogłyby zostać wydane jako jedna książka. Jeżeli komuś spodobały się wcześniejsze części, to i „Mężczyźni w potrzasku” przypadną mu go gustu. Styl się nie zmienił, akcenty są tak samo rozłożone, sporo w książce humoru, co nie znaczy, że nie została ona napisana z pazurem. To, co wyróżnia serię z Kubą Szpikulcem, to fakt, że zagadki kryminalne schodzą w niej na drugi plan, a w „Mężczyzn w potrzasku” może i na trzeci. W wypadku każdego innego kryminału byłby to zarzut, ale nie w wypadu tych powieści, bo ich siła tkwi w niezwykle sugestywnym opisaniu codziennego życia policjantów. Po raz kolejny już zachwyciły mnie dialogi i znowu podczas lektury odniosłam to samo wrażenie – jakbym podglądała bohaterów przez dziurkę od klucza. Sięgając po „Mężczyzn w potrzasku”,  lepiej nie nastawiać się na klasyczny kryminał o dzielnych policjantach, z obowiązkowymi spektakularnymi  pościgi, żmudnymi dochodzeniami czy efektownymi zatrzymaniami. Bohaterowie mają co prawda do rozwikłania aż trzy zagadki, w tym jedną z przeszłością, ale raczej nie przyprawią one czytelnika o szybsze bicie serca. Śledztwa się toczą, ale podobnie jak koty, chodzą „własnymi ścieżkami, za nic mając ludzkie pragnienia”. Według mnie największy potencjał miała sprawa Mleczarza, ale została tak szybko rozwiązana, że właściwie od połowy książki się o niej zapomina. O wiele ciekawsze są poczynania samych funkcjonariuszy, w tym Bednarskiego i jego nowych współpracowników, a jest to naprawdę wyjątkowa zbieranina. Mnie najbardziej spodobała się Mąka, chociaż raczej nie wypróbuje jej tricków makijażowych. Świetne są rozdziały poświęcone terapii, której poddają się policjanci, i postać Aśki, której lepiej nie wchodzić w drogę.

Jak zakończą się poszukiwania Walczaka? Czy nadkomisarz Bednarski przejdzie w końcu na upragnioną emeryturę, a Gosia odkryję prawdę na temat śmierci swojej matki? Wiele pytań pozostało bez odpowiedzi. Powieść „Mężczyźni w potrzasku” trzyma wysoki poziom swoich poprzedniczek i kończy się w tak dramatycznym momencie, że z niecierpliwością czekam na kolejny tom serii.

Autorka recenzji: Ewa Ciężkowska-Rumin

“Mężczyzn w potrzasku” i inne książki kryminalne znajdziecie w księgarni internetowej selkar.pl.