Miejsce bez ciebie

Recenzja książki “Miejsce bez ciebie”

Szalona, namiętna miłość. Zakazany związek. Trudna przeszłość oraz niepewna przyszłość. Takie motywy stale przyciągają zainteresowanie rzeszy odbiorców. Z entuzjazmem sięgną po książkę, która obiecuje spontanicznie zrodzone uczucie, którego nic nie złamie i które będzie tylko rozkwitać i umacniać się na przekór całemu światu. W końcu czy istnieje coś silniejszego niż miłość dwojga ludzi? Lubimy czytać o tym, jak bohaterowie postępują czasem wbrew zdrowemu rozsądkowi i zamiast tego zaczynają kierować się jedynie głosem serca. „Miejsce bez siebie” zdaje się już w samym opisie deklarować nam takie emocje, jednak odnoszę wrażenie, że wizja autora może nieco różnić się od naszych oczekiwań, a nawet trochę rozczarować.

Historia opowiada o Hennie i Bodhim, którzy poznają się na festiwalu i spędzają ze sobą intensywne dwa dni. Połączył ich los, który tylko momentami obchodzi się z nimi łaskawie. Obydwoje mają za sobą wiele ciężkich chwil i wciąż muszą przepracować swoje problemy. Tak naprawdę więcej ich różni, niż łączy, jednak z uporem brną w ten pokręcony związek.

Pierwsze rozdziały oceniam jak najbardziej pozytywnie. Czuć chemię między bohaterami, od pierwszego ich spotkania da się zauważyć te „iskry”. To wszystko jednak niknie już na kolejnych stronach, ponieważ każdy na swój sposób zaczyna zachowywać się nieracjonalnie. Henna dosłownie postanowiła w pewnym momencie, że chłopak jest jej przeznaczony. Jako powód tego zauroczenia wskazuje jego wyjątkowe imię (sami oceńcie, czy to rzeczywiście wystarczający powód). Jednocześnie powtarza jak mantrę, że „wszystko jest tymczasowe”. To jej motto życiowe, wyniesione z domu, z którym dziewczyna w pełni się zgadza, co nie przeszkadza jej snuć planów na przyszłość, w których duży udział ma ledwo poznany Bodhi. On sam natomiast zdaje się nie wiedzieć do końca, czego chce. Flirtuje z naszą bohaterką, później znika bez słowa, znowu się odnajdują i wtedy nagle stwierdza, że to najwspanialsza istota na świecie i chce z nią spędzić każdą chwilę, a następnie znowu ucieka bez pożegnania. Niestety wcale nie ma ku temu jakichś istotnych przyczyn. Generalnie oboje sami tworzą sobie niepotrzebne problemy i wszystko komplikują. Zamiast porozmawiać, wolą zrywać ze sobą co kilka rozdziałów.

Niespecjalnie podoba mi się tu budowanie postaci. Najpierw przekonuje się nas, że Henna jest wyjątkowa, skromna, pełna pozytywnej energii i miłości, po to tylko, żeby zburzyć to wszystko kreowaniem jej (i to jak sądzę – niezamierzonym) na małolatę-ćpunkę, która przyczepiła się na siłę do jakiegoś faceta, cały czas zachowuje się niedojrzale i jest nieodpowiedzialna do granic możliwości. Przez krótki okres uczęszczania do szkoły da się ją poznać jako pyskatą, złośliwą i namolną dziewczynę z problemami, której nie wyrzucili tylko przez wzgląd na bogatych rodziców. Widać, że autorka chce pokazać ją jako „zagubioną”, ale szczerą i wrażliwą, niestety to kompletnie nie wyszło. Z Bodhim sprawa ma się nie lepiej, bo też ma charakter autodestrukcyjny i skazuje się na cierpienie z własnej woli. Generalnie ten związek nie byłby w połowie tak problematyczny, gdyby postaci same go sobie nie utrudniały. Trudno ostatecznie uwierzyć w ich historię i ich miłość, bo wydaje się, że rzeczy, które się tu dzieją są dość nielogiczne i mają miejsce tylko dlatego, że pisarka sobie tak postanowiła.

Autorka recenzji: Klaudia Sowa

“Miejsce bez ciebie” i inne książki romantyczne znajdziecie w księgarni selkar.pl.