Moja ostatnia księżna

Recenzja książki “Moja ostatnia księżna”

„Moja ostatnia księżna” Daisy Goodwin to powieść scenarzystki serialu „Victoria”. To równocześnie niemały grubasek, który przez samo wydanie sugeruje powieść skierowaną typowo do kobiet. Jednocześnie trudno nie odnieść wrażenia, że treść będzie ciężka i wymagająca – wielu może się zrazić i nawet nie próbować czytać. Ale ja postanowiłam podjąć wyzwanie. Tym bardziej, iż Wydawnictwo Marginesy jeszcze nigdy mnie nie zawiodło. Czy tak było i tym razem?

Cora – amerykańska dziedziczka – wyrusza do Anglii, by znaleźć męża z tytułem. Jest podekscytowana, ale szybko poznaje prawdziwe oblicze tamtejszej arystokracji. Mimo to stara się odnaleźć w sytuacji, nosząc głowę wysoko i z dumą. Jednak nie wie, że najgorsze dopiero nadejdzie. A ludzie… nie wszystko jest takie, jakie się wydaje.

Pierwsze, co rzuca się w oczy, to główna bohaterka i jej matka. Wystarczyło zaledwie kilka stron, abym znienawidziła tę drugą. Bo jak można darzyć sympatią kogoś, kto zrobi absolutnie w s z y s t k o, by tylko zrobić wrażenie i zostać zapamiętanym?! Autorka skutecznie i szalenie szybko uzmysławia, w jakim świecie będzie działa się akcja. Równie szybko podsumowuje charakter głównej bohaterki (córki) słowami jej pokojówki „Wychowała Corę na przepiękną lalkę”. Prawda. Tego również dowiadujemy się na pierwszych kilku stronach – nie jest to zatem giga spoiler. I poznawszy już dwie wiodące osobowości, zastanawiałam się, czy dam radę dobrnąć do końca. Jedna irytująca postać jeszcze ujdzie, ale dwie? Czy to nie za dużo? Dawno nie miałam tak mieszanych uczuć, i to będąc zaledwie na 23-ciej stronie! Ale dałam szansę, mając na względzie wydawnictwo. Słusznie zrobiłam.

Autorka szybko odsuwa rażące charaktery obu pań na dalszy plan, skupiając się w pełni na wyjeździe do Anglii. Natychmiast w mej głowie pojawił się kolejny fakt: Ta książka nie jest dla panów. Chyba, że lubią klimaty pięknych sukien, służących, porcelany i przewrotnych rozmów. Wracając jednak do samego wyjazdu do Anglii, rozpoczęło się kolekcjonowanie pewnych wątków – nietypowych zachowań, niepokojących zdarzeń, czy nieco dziwnych rozmów. Gdybym nie wiedziała, że coś jest na rzeczy, prawdopodobnie na większość nie zwróciłabym nawet uwagi. Ja jednak byłam wyczulona na każdy odchył i starałam się coś z nich wywnioskować – wszak opis książki sugeruje jakąś grubszą sprawę. Wszystko rozciągało się w czasie. Rzeczy dające do myślenia były mocno porozrzucane po całości, niemniej z każdą stroną miałam nadzieję, że wszystko się wyjaśni lada moment. Niestety. Ale uważam to za plus, bo całość przestałaby być atrakcyjna, gdyby tajemnica wyszła na jaw w połowie albo jeszcze wcześniej.

A skoro o Anglii mowa…. książkę charakteryzują tytuły szlacheckie, nazwiska, a także opisy wnętrz oraz strojów. Wyraźnie czuć klimat „Victorii”. Jeśli komuś podobał się serial, spodoba się również ta książka. Skupia się na życiu wyższych sfer, z subtelną nutą intryg i tajemnic. Jest typowo kobieca i będę to powtarzać tyle, ile trzeba. Nie wyobrażam sobie, by wielu mężczyzn było w stanie znieść tak wiele opisów – zapewne dla nich nudnych. I te sztuczne dialogi, którymi raczyła się arystokracja… Nie znam żadnego faceta, który zniósłby to z uśmiechem na ustach.

„Moja ostatnia księżna” to także – a w zasadzie przede wszystkim – dobrze wykreowany świat. Akcja nie pędzi, choć jednocześnie nie stoi w miejscu. Liczne opisy pozwalają zbudować w głowie mnóstwo detali, a bohaterowie są wystarczająco wyraziści. Chciałam przebywać w tym świecie, a z czasem nie pozwalał mi wracać do rzeczywistości – byłam coraz bardziej ciekawa, co dalej. Nie jest to lekka powieść. Nie czyta się jej jednym tchem, przewracając kartki w pośpiechu. Ta pozycja wymaga nieco czasu. Aby dobrze ją „poczuć”, należy odrobinę się skupić i nie pomijać opisów.

Poza zakończeniem – które według mnie wypada słabo – całą resztę oceniam na plus. Jeśli ktoś lubi XIX-wieczną Anglię będzie usatysfakcjonowany. A jeśli zrobi sobie do czytania herbatę w porcelanowej filiżance i uraczy się kawałkiem ciasta, to już w ogóle odlot. „Moja ostatnia księżna” to pewnego rodzaju lekcja życia. Uczy, że warto mieć ograniczone zaufanie, zwłaszcza, kiedy ma się na koncie mnóstwo pieniędzy.

Autorka recenzji: Daria Łapa

“Moją ostatnią księżną” i inne książki z kategorii beletrystyka historyczna znajdziecie w selkar.pl.