Książka moje wyspy

Recenzja książki „Moje wyspy. Kobiecość w stylu vintage ironicznie i na serio”

„Pewnego dnia przygniotła mnie refleksyjnym ciężarem myśl, że mimo stosowania się do całego arsenału przemądrych sentencji i doładowań emocjonalnych tworzonych przez pisarzy, trenerów życia i jego mistrzów wszelakich, życie i tak przynajmniej kilka razy boleśnie kopnie nas w dupę. Dlatego czasem wszystkie te „panuj nad sobą”, „pracuj nad sobą”, „kochaj siebie”, „zawsze się uśmiechaj” zwyczajnie zaczyna się mieć gdzieś. Zazwyczaj w tej skopanej dupy właśnie”.

Ten fragment idealnie obrazuje, czym jest książka „Moje wyspy. Kobiecość w stylu vintage ironicznie i na serio” autorstwa Małgorzaty Czapczyńskiej. To subtelna satyra na współcześnie mocno spopularyzowany szeroko pojęty coaching oraz pochodzące od niego poradniki, tłumaczące, jak żyć w sposób ogólny i uproszczony, nieadekwatny do potrzeb dzisiejszych kobiet – tak skrajnie różnych i przez swoją wyjątkowość i odmienność pięknych. To także fragment historii. Tej książkowej, a także tworzącej się aktualnie. To upamiętnienie wybitnych przedstawicielek płci pięknej. To hołd dla wspaniałych artystów, malarzy, fotografów oraz twórców filmowych. Wreszcie to zbiór ciekawostek, rozpalających ciekawość i zachęcających do dalszego samodzielnego zbadania tematu. Przewodnik po latach minionych oraz przyszłych, których nieodłącznym elementem jest osoba krucha i niebywale silna. Piękna i szkaradna. Zawstydzająca inteligencją i wzbudzająca u innych politowanie swoją głupotą. Zaradna i bezradna zarazem. Kochliwa, impulsywna, a także powściągliwa i skupiona. Jednym słowem – kobieta.

Z początku zaskoczyła mnie forma, w jakiej Małgorzata Czapczyńska podejmuje dialog z czytelnikiem. Wygląda na to, że spróbowała przelać kwintesencję fanpage’a, którego prowadzi na papierowe kartki. I wychodzi, że świetnie sobie z tym zadaniem poradziła. Strukturę książki określiłabym jako luźną, bo tak naprawdę można otworzyć ją na dowolnej stronie, zacząć od końca albo wertować działami, a ostateczne doświadczenie będzie takie samo. Sentencja. Ciekawostka z pogranicza historii, kultury i stosunków społecznych. Fotografia, ewentualnie kadr z filmu lub obraz. Te elementy non stop się ze sobą przeplatają, raz bawiąc, raz ucząc, raz zachwycając. Jeśli komuś spodoba się poczucie humoru Małgorzaty Czapczyńskiej, prawdopodobnie łyknie całość w jeden dzień. A ile się przy tym nauczy! A jak się ukulturalni! Szczególnie polecam poczytać sobie kilka fragmentów przed spotkaniem ze znajomymi, żeby można było zasypać ich później anegdotkami z dziedziny kinematografii czy malarstwa i wyjść na erudytę (co szkodzi zabłysnąć w towarzystwie, skoro mamy pod ręką taką skarbnicę wiedzy). Dla przykładu: Wiedzieliście, że słowo „pocztówka” wymyślił Henryk Sienkiewicz?

Przyznam, że ironia, jaką autorka się posługuje, bardzo przypadła mi do gustu. Jako kobieta miałam okazję się trochę dowartościować, ale też pośmiać z siebie, przyglądnąć się stereotypom przypisanym płci pięknej i skonfrontować je z własnym zachowaniem. Niech po „Moje wyspy…” nie sięga ten, kto szuka głębokich przemyśleń, naukowych twierdzeń czy statystyk. Do ich czytania przyda się za to sporo dystansu do samej siebie, odrobina poczucia humoru i otwartość na dialog. Ta pozycja oferuje nam więcej, niż pierwotnie się po niej spodziewałam. Jest nie tylko napisana „na wesoło”, ale też trzyma wysoki poziom merytoryki i dostarcza niezapomnianych wrażeń estetycznych. Dzięki niej blog autorki zyskał właśnie nową fankę, gdyż zamierzam go śledzić z taką samą pasją, z jaką czytałam tę książkę, którą jeszcze raz polecam absolutnie wszystkim (nie tylko kobietom).

Moje wyspy. Kobiecość w stylu vintage ironicznie i na serio” oraz inne książki o sztuce i jej historii znajdziesz na stronie selkar.pl

Autorka recenzji: Klaudia Sowa