Książka Mordercza rozgrywka

Recenzja książki „Mordercza rozgrywka”

„Wielka literatura kryminalna musi mówić o tym, co dzieje się naprawdę, zawierać w sobie nutkę dydaktyzmu, z której jasno wynikałoby, że przestępstwo w państwie socjalistycznym się nie opłaca, bo każda zbrodnia zostaje wyjaśniona, a każdy zbrodniarz prędzej czy później stanie przed sądem i trafi za kratki”. A przynajmniej tak uważa jeden z bohaterów „Morderczej rozgrywki” – kapitan Marjański, który czuje się „pisarzem pełną gębą”, chociaż nie wydał jeszcze żadnej książki. Czy neomilicyjne kryminały Ryszarda Ćwirleja to wielka literatura kryminalna? Z całą pewnością są to powieści jedyne w swoim rodzaju, a każdy nowy tom serii z milicjantami z Poznania to prawdziwa gratka dla fanów twórczości Ryszarda Ćwirleja – autora obdarzonego ogromnym poczuciem humoru. „Mordercza rozgrywka” to już dziesiąte spotkanie czytelników z niezrównanym Teofilem Olkiewiczem, przedsiębiorczym Ryszardem Grubińskim i mającym milicyjnego nosa Mirosławem Brodziakiem.

Czerwiec 1987 roku. Do stolicy Wielkopolski zjeżdżają się tłumnie goście z całego świata, bo niedługo mają się rozpocząć Międzynarodowe Targi, a w hotelu Polonez trwa w najlepsze suto zakrapiany dancing. Imprezę przerywa pojawienie się na sali okrytej jedynie prześcieradłem i mocno krwawiącej młodej kobiety. Kto strzelił do wokalistki grupy Drupio Band? Czy nad świadkami makabrycznego zdarzenia uda się zapanować przebywającemu w hotelu Polonez Teofilowi Olkiewiczowi, który spędza sobotni wieczór w towarzystwie bardzo zgrabnej „córki”? Na szczęście obsługa hotelu Polonez to zawsze „frontem do klienta, a dla milicji to nawet frontem i afrontem”, więc przybyli na miejsce funkcjonariusze liczą na szybkie ujęcie sprawcy. W tym samym czasie Rychu Grubiński gra w karty z szanowanymi obywatelami Poznania, ale niedługo przyjdzie mu się cieszyć z ogromnej wygranej, a pewnemu kierowcy autobusu wracającego z wycieczki do Debreczyna udaje się przekroczyć granicę bez drobiazgowej kontroli pojazdu. Tym razem Waldemar Kraska miał dużo szczęścia, bo wysłużonym żółto-białym Autosanem przewoził nie tylko turystów…

Wszystkie recenzje książek Ryszarda Ćwierleja, które do tej pory napisałam, są do siebie bliźniaczo podobne. Jeżeli istnieje oryginalniejszy bohater polskiego kryminału od Teofila „wódka nalana już zapomniana” Olkiewicza, to ja jeszcze nie miałam przyjemności go spotkać. Jest to tak zabawna i fenomenalnie skonstruowana postać, że nie przestaje mnie zachwycać, a przecież „Mordercza rozgrywka” to już dziesiąty tom serii! Rewelacyjnie jest nie tylko na pierwszym planie, gdzie prym wiedzie Rychu Grubiński. W tej części urzekli mnie przede wszystkim bracia Pietrasikowie, którzy może się są jakoś szczególnie elokwentni, ale i tak robią piorunujące wrażenie – nie tylko sposobem bycia, ale i swoim wyczuciem stylu. W „Morderczej rozgrywce” mamy tak naprawdę kilka zagadek kryminalnych, które na końcu składają się w spójną i logiczną całość. Wciągająca fabuła, jak zawsze w przypadku książek Ryszarda Ćwierleja, doprawiona została dużą dawką humoru, a zaskakujące zwroty akcji sprawiają, że książkę czyta się z ogromną przyjemnością.

W styczniu tego roku minęło piętnaście lat od premiery pierwszego tomu kryminalnej serii Ryszarda Ćwirleja zatytułowanego „Upiory spacerują nad Wartą”, a neomilicyjna formuła nadal się nie wyczerpała, za co należą się autorowi wyrazy najwyższego uznania. Każda kolejna część cyklu to jak spotkanie ze starymi znajomymi. I bardzo żałuję, że „Mordercza rozgrywka” liczy tylko trzysta osiemdziesiąt stron, bo z chęcią spędziłabym więcej czasu w towarzystwie niezawodnych milicjantów z Poznania.

 

Morderczą rozgrywkę” oraz inne polskie powieści znajdziesz w asortymencie księgarni selkar.pl

Autorka recenzji: Ewa Ciężkowska-Rumin.