kryminał

Recenzja książki „Niewybaczalne” Izabeli Janiszewskiej

„Gdy niespodziewanie odchodzi ktoś bliski, ludzie szukają w tym sensu, jakiegoś głębszego znaczenia. Uczepieni irracjonalnej myśli, że wszystko dzieje się po coś, znajdują w sobie odrobiny sił, by każdego kolejnego dnia otwierać oczy, wstawać z łóżka i robić te wszystkie prozaiczne rzeczy, z których składa się codzienność. Żywią nadzieję, że z czasem będzie łatwiej, ale to nieprawda – po prostu nauczą się żyć z tym, co jest nie do przyjęcia. Oswoją stratę jak dzikie zwierzę”. Od literackiego debiutu Izabeli Janiszewskiej minęło zaledwie półtora roku, a w ręce czytelników właśnie trafiła jej czwarta powieść. Po „Wrzasku”, „Histerii” i „Amoku”, które składają się na trylogię kryminalną z komisarzem Wilczyńskim i Larysą Luboń,  przyszła pora na „Niewybaczalne”. Czy prawda faktycznie „daje nam szansę, a kłamstwo nie zostawia nam wyboru”?

Zuzanna ma za sobą ciężką noc, którą spędziła w ciasnej kawalerce w towarzystwie butelki czerwonego wina. Ze snu wyrywa ją ostry dźwięk dzwonka, a stojący za drzwiami  policjanci nie mają dla mnie dobrych wiadomości – jej tata zginął w wypadku. Zdruzgotana kobieta udaje się do mieszkania ojca i odkrywa w nim skrytkę, w której przechowywano listy od jej matki. Zuzanna żyła w przekonaniu, że Małgorzata Lenart zginęła, kiedy ona miała pięć lat, ale przeczą temu daty na stemplach pocztowych. W toku prywatnego śledztwa kobieta odkrywa, że kłamstwa, którymi przez dekady karmił ją ojciec, mają związek z tragedią sprzed dwudziestu pięciu lat. W 1990 podczas zakupów w domu towarowym matka trzyletniego chłopca na chwilę spuszcza go z oka, a dziecko znika bez śladu. Rusza akcja poszukiwacza, a wkrótce na pobliskich łąkach zostają odnalezione trzy ciała…

„Rzeczywistość składała się z ofiar i drapieżników. Jedni nieustająco wygrywali, drudzy musieli się pogodzić ze swoim marnym losem”. Izabela Janiszewska ponownie uczyniła główną bohaterką swojej powieści dziennikarkę, ale tym razem mamy do czynienia z kobietą, która poniosła porażkę zarówno na polu osobistym, jak i na polu zawodowym. Jakby tego było mało, nagła śmierć ojca uświadamia Zuzannie, że to, co uważała do tej pory za pewnik, było tylko iluzją. Rozwiązanie zagadki zbrodni sprzed ćwierć wieku nie tylko pozwoli jej odkryć, kim naprawdę jest, ale może też pomóc jej wrócić do zawodu. Zanim to jednak nastąpi, Zuzanna musi dotrzeć do członków społeczności, których dotknęła tragedia, i spróbować przerwać zmowę milczenia. W końcu „zbrodnie przerażają bardziej, gdy dzieją się w miejscach, w których dotychczas czuliśmy się bezpieczni i beztroscy”. Czy to świadkowie sprzed lat nie powiedzieli wszystkiego, czy policja wykazała się niekompetencją? Niestety Zuzanna nie ma charyzmy Larysy Luboń. W „Niewybaczalnym” zabrakło mi przebojowego i dającego się lubić bohatera na miarę Wilczyńskiego, chociaż na tle mało wyrazistych postaci z całą pewnością pozytywnie wyróżnia się pani prokurator Miksa.

„Ludzie, którzy stracili kogoś bliskiego, nosili na sobie pewną niemożliwą do usunięcia rysę. Mogli ją zamalować, schować pod ubraniami, ale ona cały czas uporczywie się wyłaniała, jak natrętna myśl, od której nie sposób uciec”. Książka trzyma w napięciu, szczególnie w pierwszej połowie. Co prawda nie wbiła mnie w fotel, ale byłam ciekawa, co tak naprawdę wydarzyło się w 1990 roku. Pochłaniając końcowe rozdziały, miałam nieodparte wrażeniu, że już wcześniej czytałam coś podobnego. Nie zmienia to faktu, że warto sięgnąć po„Niewybaczalne”, bo to dobrze napisany kryminał, które pewnie zachwyci niejednego fana gatunku.

Książki kryminały znajdziecie w księgarni internetowej selkar.pl

Autorka recenzji: Ewa Ciężkowska – Rumin