Recenzja książki “Nim stałyśmy się wasze” Lisy Wingate

Gdy dowiedziałam się, że wydawnictwo Papierowy Księżyc ma w planach wydanie książki Lisy Wingate “Nim stałyśmy się wasze”, od razu zapisałam ten tytuł na mojej liście “must read”. Tytuł ten przez ponad rok znajdował się na liście bestsellerów New York Timesa, USA Today, Wall Street Journal, a autorka otrzymała m.in. Goodreads Choice Award. Wiedziałam, że to będzie dobra książka. Nie spodziewałam się jednak, że poruszy mnie aż tak.

Od lat dwudziestych do pięćdziesiątych XX wieku w w Memphis działało stowarzyszenie Dom dla Dzieci Tennesee, którym zarządzała Georgia Tann. Kobieta ta przez wiele lat uznawana była za działaczkę społeczną, która ratowała i opiekowała się dziećmi. Nawet z Eleanor Roosevelt, która znana była przecież z działalności charytatywnej i wspierania ruchów społeczności, konsultowała się z nią w sprawie państwowego systemu opieki nad dziećmi. W rzeczywistości Tann przez trzydzieści lat stała za odbieraniem rodzicom dzieci i sprzedawała je bogatym rodzinom. Znikały przede wszystkim dzieci z ubogich rodzin, te wychowywane przez samotne matki lub matki, które przebywały na oddziałach psychiatrycznych. Z czasem Tann zaczęła posuwać się nawet do porywania dzieci! Aby nie mogły zostać odnalezione przez swoich prawdziwych rodziców, preparowała ich akty urodzenia… Często dzieci przebywające “pod opieką” Tann były maltretowane, molestowane, wykorzystywane, a przede wszystkim były traktowane jak towar na sprzedaż… Lisa Wingate prześledziła ogrom relacji świadków, artykułów prasowych i raportów i na ich podstawie stworzyła powieść fabularną.

Akcja książki toczy się z perspektywy dwóch osób. Pierwsza z nich to dwunastoletnia dziewczynka Rill Foss, która wraz z rodzicami rodzeństwem mieszkała na barce mieszkalnej na rzece Missisipi. Pewnej nocy jej ojciec musi zabrać żonę do szpitala, a dom i opiekę nad młodszymi braćmi i siostrami powierza właśnie Rill. Niewiele później po młodych Fossów przybywają uzbrojeni mężczyźni i zabierają ich do Domu dla Dzieci Tennesee, zapewniając jednak dzieci, że niebawem powrócą do rodziców. Jak się pewnie domyślacie po wcześniejszym wstępie, tak się nie stało, a dzieciaki trafiły do Georgii Tann…
Drugą osobą, z perspektywy, której opowiadana jest historia jest pani prokurator Avery Stafford żyjąca we współczesności w Aiken w Karolinie Południowej. Avery jest zaręczona i niedługo bierze ślub. Wszystko wydaje się układać w jej życiu bardzo dobrze. Jej spokój zostaje jednak zaburzony, a ona sama zaczyna odnajdywać swoje korzenie i trafia na ślad sprawy dzieci z Domu Dziecka Tennesee.

“Nim stałyśmy się wasze” to książka, która naprawdę porusza. Opowiada przejmującą historię o rodzinie, o miłości do niej, a także o ludzkim okrucieństwie. Podczas lektury wraz z bohaterami przeżywamy ich dramat. Emocji jest wiele, a cała historia nie jest łatwa w odbiorze. I powiem szczerze, że czytanie tego tytułu chwilami sprawiało mi trudność. Sama jestem mamą i wyobrażam sobie cierpienie i strach, jakie musiały czuć te rozdzielone rodziny.

– A jak ma się mały Stevie? On jest mniej więcej rozmiarów chłopca z izolatki. Co prawda starszy, ale można to zmienić. Jakiego koloru ma oczy?
– Brązowe.
– Brązowe. Ostatnio ciągle moczy łóżko. I się nie odzywa nawet słowem. Nie sądzę, by klient był z niego zadowolony. A w ogóle brązowe oczy też nie wchodzą w grę przy tym zamawianiu. Niebieskie, zielone albo fiołkowe. Takie zostały wymienione. Nie brązowe.

(tłum. Wojciech Wołk-Łaniewski)

Czytając ten fragment, aż trudno uwierzyć, że rozmowa dotyczy dzieci, a nie towaru na sprzedaż. Zamawianie, zadowolony klient, wymienione oczekiwane kolory oczu… Coś strasznego… Czasami potrzebowałam chwili, aby przetrawić to, o czym przeczytałam. Ta opowieść naprawdę chwilami mroziła krew w żyłach – jak tak może być? Handel dziećmi? Traktowanie dzieci jak towar? Maltretowanie? Wykorzystywanie? Coś tak okropnego nie mieściło mi się głowie. Jak w ogóle mogło do tego dojść? I jeszcze wszystko później zostało zamiecione pod dywan!

Mimo tak trudnego tematu, o którym opowiada “Nim stałyśmy się wasze”, książkę czyta się dobrze. Lisa Wingate umiejętnie operuje słowem, opowieść snuje się płynnie i lekko. Wątki Avery i Rill przeplatają się i, mimo prowadzenia narracji na dwóch płaszczyznach czasowych (Rill – przeszłość, Avery – współczesność), wszystko jest spójne, logiczne i nie wprowadza w czytelniku poczucia chaosu. Widać także, że autorka poświęciła sporo czasu na badanie materiału źródłowego i zadbała o to, aby pokazać dramat dzieci. Zabierając się za lekturę tej książki, przygotuj się na  ogrom emocji, jakie będą Ci towarzyszyć – smutek, przerażenie, złość, że to wszystko w ogóle mogło mieć miejsce. I mimo, że Rill i jej rodzeństwo to postaci fikcyjne, ich historia, która oparta została na zebranych przez Wingate wspomnieniach dzieci uprowadzonych przez Tann,  porusza do szpiku kości.

 

Jeśli zainteresowała Cię książka “Nim stałyśmy się wasze”, koniecznie odwiedź naszą księgarnię internetową.