Norwegia oczami łowców zórz

Recenzja książki „Norwegia oczami łowców zórz”

„Był mroźny listopadowy wieczór, gdy po raz pierwszy przylecieliśmy do Tromsø. Zaraz po wyjściu z samolotu, po zrobieniu zaledwie kilku kroków, wyłożyliśmy się jak dłudzy na oblodzonej płycie lotniska. Być może to niegroźne uderzenie w głowę sprawiło, że zakochaliśmy się w tym regionie od pierwszego wejrzenia – miłość ta trwa aż do dziś”. Ten fragment otwiera książkę „Norwegia oczami łowców zórz” – opowieść o tym, co kryją dzikie zakątki odległej Północy, co turystom oferuje Arktyka i jakie niespodzianki czekają na osoby wybierające się do mroźnego, wyjątkowego kraju.

O państwie, którego nazwa oznacza dosłownie „drogę na Północ” opowiadają nam Katarzyna Ogińska-Siedlak oraz Robert Musioł, którzy już od lat eksplorują norweskie terytoria, kontemplując piękno tamtejszej przyrody, z którą lokalni osadnicy starają się bardziej żyć w zgodzie, niźli ją kontrolować czy ograniczać. Nazywają się łowcami zórz, gdyż to osobliwe zjawisko zajmuje szczególne miejsce w ich sercach. Według ich relacji Aurora Borealis to coś, co zdecydowanie warto zobaczyć na własne oczy. Autorzy wyrażają przekonanie, że praktycznie każdy, kto zasmakuje raz ulotnej chwili, w której Matka Natura w tak niebanalny sposób eksponuje swoje atuty, będzie chciał później ponownie tego doświadczyć. W końcu co rusz wszelacy podróżnicy i turyści zakochują się w cudownych widokach na ocean, malowniczych napotkanych wioskach, zabytkowych miastach czy nawet budynkach z tak zwaną duszą. Dlaczego by więc nie przekonać się na własnej skórze, czy jesteśmy w stanie oddać serducho majestatycznym fiordom, siedliskom reniferów oraz roziskrzonemu niebu, które mieni się nocą feerią barw?

„Norwegia oczami łowców zórz” to po części przewodnik, po części mini-encyklopedia, która opisuje regiony Północy raz w sposób bardziej teoretyczny, skupiający się na ciekawostkach historycznych, kulturowych i społecznych, a raz praktyczny, opierający się na wskazówkach na temat tego, gdzie warto pojechać, aby zobaczyć to, co w Norwegii najbardziej wartościowe. Oczywiście cała książka jest napisana w sposób ciekawy – angażuje czytelnika, mimo że nie jest to przecież powieść fabularna. Mnie wystarczył jednak w zasadzie pierwszy akapit, bym zupełnie przepadła. Dlatego też postanowiłam od niego zacząć recenzję. W tym fragmencie znajduje się kwintesencja przewodnika. Jest pisany z lekkim humorem i ogromną szczerością. Autorzy wprost mówią o gorszych stronach Królestwa, o mniej atrakcyjnych jego elementach, o trudnościach, jakie mogą spotkać nas po dotarciu na miejsce (jak choćby niekiedy horrendalne ceny!).

Jeśli znajdą się osoby, którym nie spodoba się styl K. Ogińskiej-Siedlak oraz R. Musioła, to jeszcze nic straconego. Przy każdym podrozdziale znajdują się krótkie wstawki obok tekstu, na których umieszczono coś w rodzaju streszczenia, wyłowienia najważniejszej informacji z danego fragmentu. Poza tym, to, co zachwyca w tej książce najmocniej, to zdjęcia. Jak się okazuje, pochodzące z archiwum samych autorów. Na ich widok można naprawdę zaniemówić z wrażenia. Wyglądają jak wycięte z jakiegoś wysokobudżetowego filmu. Właściwie mi samej wystarczyłyby tylko one, żeby zaraz podbiec do skarbonki, rozbić ją na drobny pył i wyruszyć na, jak się przynajmniej zapowiada, podróż życia. Północ przypomina na nich baśniową krainę, pełną magii i tajemnic, które chce się czym prędzej odkryć. Nie pozostaje mi więc nic innego, jak tylko zachęcić do lektury tego fantastycznego przewodnika i dołączyć do grona łowców zórz.

 

„Norwegia oczami łowców zórz” oraz inną literaturę podróżniczą znajdziecie w księgarni internetowej selkar.pl

Autorka recenzji: Klaudia Sowa