Recenzja książki “Odmęt” Jacka Łukawskiego

Nie każdemu autorowi udaje się wzbudzić u czytelnika ciekawość od pierwszej strony, a tak się właśnie dzieje w przypadku „Odmętu” pióra Jacka Łukawskiego. Pisarza można kojarzyć z jego opowiadań motocyklowych. Poza tym Łukawski próbuje przecierać szlaki w fantastyce i, jak w tym przypadku, kryminałach. Trzeba mu oddać, że na razie całkiem dobrze mu idzie.

„Odmęt” ma rozpocząć cykl powieści, prawdopodobnie powstaną jeszcze dwie kolejne, które także będą się kręcić w pobliżu świętokrzyskiego. W tym tomie przenosimy się do Chęcin, gdzie mieszka sam autor. Nikogo więc nie zdziwi, że opisy lokacji są bardzo precyzyjne, realistyczne. Gdyby ktoś chciał się pokusić, to mógłby zwiedzać region mając tę książkę zamiast mapy.

Jak wspomniałam wcześniej, zaangażować się można już od pierwszej strony. W zasadzie mnie by wystarczył sam akapit. Na małym prostokącie o formacie A5 zmieściło się tyle informacji, że krytycy literaccy powinni przyznawać za to jakąś nagrodę. Od razu wiemy co, kto, gdzie i jak. I takie książki lubię. Owszem, czasem powolne udzielanie informacji jest potrzebne, zwłaszcza w czymś, co określamy kryminałem, ale sam rys postaci na wstępie ułatwia kibicowanie danemu bohaterowi. Zwyczajnie bardziej się z nim zżywamy, bo coś o nim wiemy. Autor nie rzuca nam kolejnych istotnych faktów w momencie, gdy jest mu to na rękę, bo może poszaleć z fabułą, a to doceniam. Nie lubię chodzenia na łatwiznę, kiedy nagle się okazuje, że bohater w potrzasku jest mistrzem Kung Fu i zaraz pozamiata. Takie zabiegi są dla mnie słabe, więc tym bardziej doceniam, że tu nie ma takich wątpliwych smaczków.

O fabule słów kilka. Damian Wolczuk jest z zawodu dziennikarzem. W chwilach zwątpienia sam stwierdza, że kiepskim. Lokalna gazeta rezygnuje z jego usług, a żona zostaje przyłapana na zdradzie. To impuls. Znak, że czas zacząć wszystko od nowa. W jednej chwili Damian pakuje się do auta i odjeżdża, obiecując sobie, że nigdy już nie wróci. Dopada go apatia, porusza się mechanicznie. Jedzie pustą drogą bez większych refleksji, kiedy nagle zderza się z innym pędzącym autem. Ląduje w rowie i poza szokiem nic mu nie jest. Pomocy udziela mu przejeżdżająca kobieta, która lokuje go na noc w domu leczenia uzależnień, prowadzonego przez franciszkanów.

Zdarzenie, które miało zatrzymać Wolczuka na góra dwa dni, zmienia się w tajemniczą przygodę. Dziennikarz ma w końcu nosa do sensacji, a w Chęcinach nimi pachnie. Okazuje się, że w mieście może grasować morderca, a jego mieszkańcy kryją liczne sekrety. O pewnych sprawach nikt nie chce mówić, a jednak z ust do ust przekazywane są różne legendy…

Co może lepiej postawić człowieka na nogi, jeśli nie morderstwo? Kto spowodował wypadek samochodowy i gdzie się podział? To tylko początek historii, w której ważny udział odegra prokurator, Arkadiusz Painer. Człowiek o specyficznym stylu bycia prowadzi równolegle śledztwo przy udziale policji. Czy Damian obejdzie się bez ich pomocy, czy też może wystarczy mu tylko jego intuicja?

Jak na całkiem pokaźnych rozmiarów książkę czyta się ją bardzo płynnie. Niekoniecznie jest do łyknięcia w dwa wieczory, ale nie ciągnie się i nie dłuży. Kolejne dni przeskakują błyskawicznie, a zaangażowanie nie słabnie aż do samego końca.

Autorka recenzji: Klaudia Sowa

“Odmęt” i inne książki kryminały znajdziecie w naszej księgarni.