Recenzja książki “Odporność z natury” Katarzyny Mikulskiej

Jesień zbliża się do nas wielkimi krokami, a wraz z nią sezon na grypę, ospałość i pogorszone samopoczucie. Ale nie dajmy się nadchodzącej słocie i zadbajmy o zdrowie już teraz. W końcu cały rok pracujemy na siebie i to od nas zależy, czy stawimy czoła tej szarówce i wirusom. No i trzeba uczciwie przyznać, że nie tylko jesień daje nam w kość. Za nami miesiące przegrzania, poparzeń od opalania i odwodnienia. A jeszcze wcześniej musieliśmy się przecież mierzyć z łzawieniem oczu od wszechobecnych pyłków. Tak więc podsumujmy to krótko: należy dbać o siebie na okrągło przez 365 dni. A w tym przychodzi nam z pomocą książka autorstwa Katarzyny Mikulskiej „Odporność z natury”.

Pewnie wszyscy zdajemy sobie sprawę, że istnieje cała gama otaczających nas roślin, które, wykorzystane odpowiednio, będą wspierać naszą odporność oraz poprawiać nastrój. I ta właśnie niepozorna książeczka pełna jest wskazówek na temat tego, jak owe rośliny rozpoznać i wykorzystać. To prawdziwa skarbnica wiedzy, a dodatkowy plus stanowi prostota większości składników. Okazuje się, że coś, co postrzegamy zazwyczaj jako chwasty, które trzeba wyplewić czy skosić, tak naprawdę może być nieocenioną pomocą przy leczeniu przeziębienia albo zbiciu gorączki.

Na niecałych trzystu stronach znajdziemy multum przepisów, zawierających w sobie różne „zielska” o leczniczych właściwościach. Nie ma tu porad pokroju „pij miód, będziesz niezniszczalny”, wszystko jest podane w wyważonych proporcjach, precyzyjnie opisane, a autorka na każdym kroku przypomina jak i w jakich ilościach stosować dany składnik. Często też dodaje przypisy o tym, gdzie dane zioła można nabyć. Okazuje się, że czasem nie trzeba iść nawet do sklepu zielarsko-medycznego, wystarczy się przejść po lesie, a wiele roślin da się bez problemu wyhodować samemu. To szczególnie dobra propozycja dla osób poszukujących powrotu do natury. Aktualnie spora część sprzedawanej żywności jest mocno przetworzona, pełna chemii, robiona masowo. Żeby znaleźć dobry jakościowo produkt, a przede wszystkim – pełnowartościowy – trzeba się nieźle nachodzić, i to nie po marketach a lokalnych ryneczkach. Dlatego wiedza o tym, co za skarby rosną dziko nieopodal naszych domów, będzie wielce przydatna, a na pewno mocno niektórych zaskoczy.

Książka jest podzielona na siedem rozdziałów, o różnej objętości. Wstęp dotyczy odporności, bo, jak podkreśla Mikulska, to o nią się głównie rozchodzi. Sporo porad i przepisów podano po to, żebyśmy odpowiednio wzmocnili nasz organizm, zanim dojdzie do jakichś dysfunkcji. Jedząc odpowiednio, jesteśmy w stanie przygotować się na kolejne sezony i zapobiegać zachorowaniom. Innymi słowy hartujemy się, uzbrajamy przed czasem, żeby później łatwiej się nam zwalczało wirusy i bakterie.

To, co najbardziej cieszy, to to, że podawane przepisy nie są specjalnie wymyślne. Często tyczą się prostych dań, które znamy i kochamy, a jedynie udoskonalamy je odżywczymi składnikami. Oczywiście, znajdą się tam też rzeczy, o których nigdy nie słyszałam (zupa siedmiu chwastów wyryła mi się w pamięci). Ważne, że nic nie jest przekombinowane, a większość propozycji wypada naprawdę zachęcająco. Poza zupami, sałatkami i innymi potrawami, znajdziemy sporo receptur na syropy, napary, odwary, a czasem też wskazówki odnośnie maści, okładów, nawet specyfików do kąpieli. Jest tego ogrom, a wiedza tam zawarta na tyle przydatna, że polecam każdemu się z książką zapoznać.

Autorka recenzji: Klaudia Sowa

“Odporność z natury” i inne książki o zdrowiu znajdziecie w księgarni internetowej selkar.pl.