thriller

Recenzja książki “Oszustka” Janelle Brown

„Tak, jestem kanciarą. Można by stwierdzić, że jabłko pada niedaleko od jabłoni – pochodzę z długiej linii poborców haraczu, drobnych złodziei, oportunistów i zwykłych przestępców – ale prawda jest taka, że wychowano mnie wbrew rodzinnym tradycjom. Miałam przed sobą przyszłość”. Los bywa jednak  przewrotny. „Oszustka” Janelle Brown to nie tylko elektryzująca opowieść o przebiegłej naciągaczce i jej kolejnej ofierze, ale też przejmująca historia dwóch zdesperowanych, ogarniętych rządzą zemsty kobiet, które są zdolne do wszystkiego, bo kiedy grunt usuwa ci się spod nóg, „coś, co kiedyś byłoby nie do pomyślenia, nagle staje się twoją jedyną nadzieją”.

 

Nina Ross okrada wyłącznie bogaczy. Jej modus operandi polega na obserwowaniu potencjalnych ofiar na Instagramie, bo „konta w mediach społecznościowych są niczym okna od ich świata”,  i cierpliwym czekaniu na dogodną chwilę, by uderzyć. Życie zawodowej oszustki komplikuje się, kiedy jej matka ma nawrót choroby nowotworowej i potrzebuje astronomicznej kwoty na eksperymentalne leczenie. Nina musi wyjechać z Los Angeles i szybko zdobyć pół miliona dolarów. Wraz ze swoim przebiegłym partnerem – Lachlanem – postanawia wyjechać nad jezioro Tahoe. To tam mieszka dziedziczka fortuny Vanessa Liebling, która zrobiła karierę jako instagramowa influencerka modowa. Skąd Nina czerpie wiedzę o tym, co znajduje się w sejfie ukrytym w posępnej posiadłości Stonehaven?

 

Kiedy przeczytałam, że „Oszustka” to „thriller epoki Instagrama”, trochę się przeraziłam. Niezbyt pociągające wydawało mi się czytanie o kimś, kto  „podróżuje po świecie i robi sobie zdjęcia w sukienkach wartych więcej niż roczny dochód kobiet, które je uszyły”, ale Janelle Brown w przejmujący sposób opisała życie Vanessy: bogaczki karmiącej za pośrednictwem mediów społecznościowych „narcystycznego potwora, który żyje w każdym z nas”. Nie od dziś wiadomo, że „kiedy dokumentujesz wszystko, co robisz, przestajesz żyć dla samej siebie i zaczynasz żyć dla innych, jakbyś występowała w przedstawieniu”, a jeżeli ktoś ma jeszcze co do tego wątpliwości, koniecznie powinien przeczytać „Oszustkę”. Chociaż na początku można odnieść wrażenie, że akcja będzie się koncentrowała wokół Niny i jej planu przeniknięcia do życia Vanessy, odkrycia jej sekretów i okradzenie jej ze wszystkiego, to właśnie losy nieszczęsnej fashonistki najmocniej mną wstrząsnęły, bo cóż tak naprawdę kryje się za pozorowanym uśmiechem? „Jeżeli zedrzeć nieskazitelną powłokę, która spowija wszystkie błyskotki, oczom zawsze ukaże się coś bardziej złożonego”, a „bogactwo to opatrunek, a nie szczepienie – na nic się zda, jeżeli choroba jest poważna”. Dzięki Internetowi bohaterowie „Oszustki” bawią się w Boga, bo  wystarczy „jeden profil, jedno zdjęcia i jedna biografia, i oto jest: nowy byt żyjący własnym życiem”. Powieść ma bardzo ciekawą konstrukcję. Wydarzenia śledzimy z perspektywy Niny i Vanessy, i kiedy już nam się wydaje, że wreszcie wiemy, co się dzieje, autorka zmienia narratorkę i okazuje się, że nie mamy o niczym pojęcia. Janelle Brown wielokrotnie mnie zaskoczyła, ale najbardziej zaimponowało mi to, z jaką łatwością udało jej się sprawić, że kilkukrotnie przerzucałam swoją sympatię z jednej postaci na drugą, bo kto tu tak naprawdę jest czyją ofiarą i kto się na kim mści?

 

Nie określiłabym powieści Janelle Brown mianem thrillera, chociaż emocji w niej nie brakuje: według mnie to świetnie napisana i  przewrotna powieść obyczajowa umiejętnie doprawiona odrobiną sensacji. „Oszustka” dostarcza rozrywki na najwyższym światowym poziomie, ale historia dwóch niezwykłych kobiet niesie też ze sobą głębsze przesłanie, bo autorka nie szczędzi czytelnikom gorzkich refleksji na temat współczesnego świata i roli, jaką odrywają w nim media społecznościowe.

“Oszustka” oraz inne książki thrillery są dostępne w księgarni internetowej selkar.pl

 

Autorka recenzji: Ewa Ciężkowska-Rumin