Prawo krwi

Recenzja książki “Prawo krwi” Tess Gerritsen

Czy ktoś jeszcze pamięta film „Air America” z Melem Gibsonem i młodziutkim Robertem Downey’em jr w rolach głównych? Od jego premiery minęło już co prawda trzydzieści lat, ale kiedy zaczęłam czytać „Prawo krwi” Tess Gerritsen od razu przypomniała mi się ta zwariowana komedia o pilotach, którzy specjalizowali się w przewożeniu towarów w niebezpiecznym rejonie granicznym pomiędzy Wietnamem a Laosem, a to za sprawą kapitana Williama T. Maitlanda, który „w ciągu dziesięciu lat pracy w Air America transportował owczarki alzackie i panienki, małpy i generałów. Dostarczał ich wszędzie tam, gdzie mieli się dostać. Gdyby piekło miało pas startowy, mawiał, zawiózłby tam wszystkich, którzy mieli bilety. Wszystko, w każde miejsce, o każdej porze – to była zasada w Air America”.

Rok tysiąc dziewięćset siedemdziesiąty. Samolot „Dzikiego Billa” Maitlanda znajdował się pięćdziesiąt kilometrów za Luang Sam, kiedy został ostrzelany. Na pokładzie, oprócz ładunku, przebywał też tajemnicy pasażer. Z katastrofy wyszedł cało tylko jeden członek załogi, ale po powrocie z obozu jenieckiego popełnił samobójstwo.

Minęło dwadzieścia lat. Do Bangkoku przylatuje córka „Dzikiego Billa”- Willy Jane Maitland, bo jej umierająca na raka matka chcę za wszelką cenę chce poznać prawdę o swoim mężu. Willy łączy siły z antropologiem pracującym dla amerykańskiej armii, by odkryć, co się wydarzyło dwie dekady wcześniej i czy jej ojciec naprawdę zginął.

Kiedy po raz pierwszy przeglądałam  „Prawo krwi” przestraszyłam się nie na żarty, ponieważ książka ukazała się wiele lat temu w serii „Harlequin Intrigue”. Liczyłam na pasjonujący thriller, a trafiłam na cukierkowy romans? Na szczęście i tym razem Tess Gerritsen mnie nie zawiodła. Nie określiłabym „Prawa krwi” mianem thrillera, ale ta napisana z humorem książka przygodowo – obyczajowa doprawiona szczyptą romansu, to doskonała lektura na letnie popołudnie. Willy sprawdza się w roli naiwnej heroiny, Guy Bernard to uroczy awanturnik na miarę Indiany Jonesa, a na drugim planie mamy tak zabawnych bohaterów jak wietnamski przewodnik, który nie może upilnować krnąbrnej amerykańskiej turystki i zmusić jej do trzymania się programu zwiedzania. Akcja jest wartka, w książce nie ma żadnych dłużyzn, rozbudowanych opisów, czy wielostronicowych wynurzeń, za to sporo dialogów i nadspodziewanie dużo humoru. Niektórzy uważają, że „latanie jest bardzo bezpieczną formą podróżowania”, ale tylko ci, którzy jeszcze nie lecieli liniami Air Vietnam! „Prawo krwi” przeczytałam w ekspresowym tempie i świetnie się bawiłam podczas lektury. Dzięki Tess Gerritsen przeniosłam się na kilka godzin do dusznego i zatłoczonego Sajgonu. Komunistyczny Wietnam został w książce przedstawiony jako państwo sprzeczności i absurdów.  Jeden z bohaterów mówi o nim, że „ten kraj cię zmienia, odziera z poczucia rzeczywistości i odbiera kontrolę. Zaczynasz myśleć, że coś ma nastąpić, że nastąpi niezależnie od tego, że starasz się z tym walczyć. Jak gdyby księgi naszego życia były już napisane i nie można nic w nich zmienić”.

„Bohaterami zostają ci, którzy wcale tego nie chcą. Odwaga to nie brak strachu – to podjęcie działa w obliczu zagrożenia”. „Prawo krwi” to krótka, ale wciągająca opowieść o stracie, z którą nie można się pogodzić, poświęceniu, o odkrywaniu tajemnic z przeszłości, ale też o tym, że miłość można odnaleźć nawet w najbardziej niecodziennym miejscu, takim jak choćby wietnamska dżungla. Jeżeli ktoś czytał inne książki autorki i przypadły mu one do gustu, „Prawo krwi” na pewno mu się spodoba. Czytelników, którzy nie mieli jeszcze okazji zapoznać się z twórczością Tess Gerritsen, gorąco zachęcam do wakacyjnej wycieczki po Wietnamie w towarzystwie Guy’a i Willy.

Autorka recenzji: Ewa Ciężkowska-Rumin

“Prawo krwi” i inne książki kryminalne znajdziecie w księgarni internetowej selkar.pl.