Książka Mróz Remigiusz Projekt Riese

Recenzja książki „Projekt Riese”

Podajcie mi inny przykład polskiego autora – aniżeli Remigiusz Mróz, który z tak wielką łatwością odnajduje się na tak różnych polach literackiej prozy…? Trudno, prawda? Trudno, gdyż drugiej takiej osoby po prostu nie ma. Kryminał, sensacja, wojenna powieść historyczna, horror, czy też klasyczna space opera – to właśnie m.in. te nurty stanowią tło książek Pana Mroza, a dziś do tego kręgu możemy dodać również apokaliptyczny thriller science fiction, który to reprezentuje najnowsze dzieło autora – powieść pt. „Projekt Riese”.

Polska, czas współczesny. Grupa pięciu osób udaje się na wycieczkę do kompleksu Riese – podziemnych tuneli w Górach Sowich, stworzonych przez Niemców w okresie II wojny światowej. Podczas zwiedzania obiektu dochodzi do nagłego trzęsienia ziemi, wobec którego ludzie ci zostają uwięzieni w podziemnym piekle. Walcząc o przetrwanie nie zdają sobie sprawy z faktu, iż na powierzchni rozpoczęła się śmiercionośna pandemia, która raz na zawsze zmieni już oblicze świata. O tym, jak on wygląda, przyjdzie się im przekonać wtedy, gdy wreszcie odnajdą wyjście z zasypanego kompleksu…

Apokaliptyczny thriller, kryminalno-sensacyjna intryga oraz bardzo odważne spojrzenie na kwestię istnienia alternatywnych światów – to tylko kilka z najważniejszych motywów, jakie pojawiają się na stronach najnowszej książki Remigiusza Mroza. Pojawiają i automatycznie przekładają na najbardziej zaskakującą powieść w jego całym twórczym dorobku, która pierwszymi rozdziałami sugeruje zupełnie inny kierunek biegu zdarzeń, aniżeli to, co dane jest nam poznać mniej więcej od jej połowy, nie mówiąc nawet o absolutnie nieprzewidywalnym finale. Konstrukcję tej książki można porównać do planszy/tarczy popularnego teleturnieju „Koło Fortuny” (wybaczcie, ale to moje pierwsze i naturalne skojarzenie). Oto najpierw jest coś ze wszech miar prostego i zwyczajnego – wycieczka do Riese, katastrofa i walka o przetrwanie tych, którym udało się ją przeżyć. Potem, niczym właśnie za sprawą zakręcenia kołem gry, jawi się apokaliptyczny obraz upadku świata, serwowany nam z kilku ciekawych perspektyw. No to zakręćmy raz jeszcze i… – trafiamy do innych, równoległych światów oraz tych, którzy je odwiedzają. I wreszcie finalne zakręcenie kołem, czyli powrót do naszych bohaterów i tego, co ukazuje się ich oczom po opuszczeniu kompleksu. I co najważniejsze, każdy z tych chronologicznie uporządkowanych wątków łączy się tu ze sobą w spójną, logiczną i porywającą całość.

Remigiusz Mróz miał zawsze talent to kreowania barwnych i intrygujących bohaterów – wspomnijmy choćby Forsta, czy też duet Chyłki i Zordona. I nie inaczej jest i w tym przypadku, gdzie to poznajemy Nataszę, Parkera, Radka i innych – ludzi z krwi i kości, charakternych, potrafiących opanować strach przed nieznanym oraz umiejących walczyć o przetrwanie. I bardzo szybko obdarzymy te postacie naszą sympatią, zrozumieniem i współczuciem, jak i też kibicujemy im z całych sił, by wydostali się cało z tej przerażającej kabały. Co więcej, bohaterowie ci kryją wiele sekretów, co tylko czyni ich jeszcze bardziej interesującymi…

Autor ten potrafił również zawsze opisać literacki świat w taki sposób, byśmy mogli bez trudu w niego uwierzyć. I o ile podziemny kompleks Riese i jego katastrofa nie były tu być może szczytem trudności, to jednak ukazanie upadającego na wskutek epidemii świata, ale też i alternatywnych wizji równoległych wymiarów – już tak. I na obu tych polach poradził on sobie znakomicie, ukazując miejsca tyleż przerażające, intrygujące i przedstawione w szczegółowy sposób, co też ze wszech miar realistyczne. Uwierzcie mi na słowo, że poczujecie ciarki zaczytując się w relację o tym świecie…
Z obiektywnego, czytelniczego punktu widzenia powiem, że właśnie takiej powieści w dorobku Remigiusza Mroza było nam potrzeba. Powieści, która zaoferuje sobą z jednej strony przerwę i chwilę oddechu w odkrywaniu kolejnych tomów głównych cykli tego autora (Chyłka, Forst, Edling), z drugiej zaś da coś innego, ocierającego się o odmienne literackie nurty i w jakiejś mierze ukazującego nowe, nieznane, pisarskie oblicze tego autora. Wydaje się to uzasadnionym stwierdzeniem, gdyż takiej książki i tak ciekawego połączenia różnych literackich gatunków w jedną całość w wydaniu tego autora, jeszcze nie mieliśmy.

Lektura tej powieści jest porywającą od pierwszych chwil, nieustannie nas czymś zaskakującą i gwarantującą wielkie emocje. Dzieje się tu naprawdę wiele, co chwilę zmienia się narracyjna perspektywa, zaś puentujący całą historię finał sprawia, że spoglądamy na ten tytuł zupełnie inaczej, aniżeli przez większą część tego czytelniczego z nim spotkania. To rozrywka z najwyższej półki, której odmówienie sobie byłoby jawnym grzechem. Dlatego też gorąco zachęcam was do sięgnięcia po powieść „Projekt Riese” – naprawdę warto!

 

Projekt Riese” oraz inne polskie powieści znajdziesz na stronie selkar.pl

Autorka recenzji: Urszula Janiszyn