Książka Przełęcz

Recenzja książki „Przełęcz”

„Wreszcie zamknął oczy. Zadowolony, że to koniec. Że nie musi dłużej walczyć. Uśmiechnął się. Wprawdzie jego spierzchnięte, obmarzające usta nawet nie drgnęły, ale dusza konwulsyjnie zadrżała, kiedy pod powiekami rozpoczął się nieskoordynowany taniec cieni. Nagle zrobiło się ciepło, po chwili gorąco i lepko, niczym w parną sierpniową noc. Zapadła cudowna cisza”. W 1959 roku grupa turystów wyruszyła w kilkusetkilometrową wyprawę „prosto w serce okrutnej uralskiej tajgi” i już z niej nie wróciła. O wielkim dramacie i współczesnym śledztwie, które ma doprowadzić do rozwikłania zagadki sprzed sześćdziesięciu lat, opowiada „Przełęcz” Krzysztofa Domaradzkiego. Czy sprawy „skąpanej w półprawdach, kłamstwach i domysłach” faktycznie nie da się wyjaśnić?

Rok 1959. W środku mroźnej zimy dziewięć osób udaje na Ural Północy. Czeka ich długa wędrówka w stronę koła podbiegunowego, gdzie będą zdani wyłącznie na siebie. Od samego początku nie wszystko idzie zgodnie z planem, a między członkami wyprawy dochodzi do licznych nieporozumień, ale nic nie zwiastuje zbliżającej się tragedii. „Dlaczego w środku nocy turyści rozdali namiot i wybiegli na siarczysty mróz? Co ich przestraszyło? Dlaczego się rozdzielili?”

Rok 2020. Zastępca prokuratora generalnego Federacji Rosyjskiej składa prywatnemu detektywowi Jewgienijowi Kowalczukowi propozycję nie do odrzucenia. Żenia ma się zająć sprawą owianej tajemnicą śmierci turystów z końca lat pięćdziesiątych. Skąd to nagle zainteresowanie Lwa Fiodorowa niewyjaśnioną do tej pory tragedią i kim tak naprawdę jest przydzielona do pomocy Kowalczukowi Anna Gamowa? Żenia i „Uzi” rozpoczynają dochodzenie. Wydaje się, że po tylu latach ustalenie faktów jest praktycznie niemożliwe, „a przynajmniej nie za cenę, jaką każdy zdrowy na umyśle człowiek gotów byłby zapłacić”.

Krzysztof Domaradzki inspirował się prawdziwymi wydarzeniami na Przełęczy Diatłowa. Nadal nie wiadomo, co wydarzyło się zimą 1959 roku. Powstało na ten temat wiele teorii. Niektóre z nich są kompletnie niedorzeczne, jak atak Menka, czy ingerencja sił pozaziemskich. Autor rzucił bohaterów w wir poszukiwań, w trakcie których wiele z tych teorii zostaje jednoznacznie odrzucanych, a fabułę skoncentrował wokół jednej z najbardziej prawdopodobnych. Tak powstał oryginalny i trzymający w napięciu kryminał, w którym relacja z wyprawy przeplata się ze współczesnym śledztwem. Żenia i „Uzi” tworzą interesujący duet, któremu od początku się kibicuje. On: „wierzący w ideały i gardzący ludźmi sprawującymi władzę”, ona: „tajemnicza moskiewska prawniczka, od początku budząca podejrzenia Kowalczuka”. Z ogromnym zainteresowanie śledziłam poczynania tej dwójki. A jaki obraz Rosji wyłania się z „Przełęczy”? Przerażający. Może i minęło sześćdziesiąt lat, ale Rosja nadal jest „zakłamanym krajem, w którym nikomu nie można ufać”. Państwem, którego historia „zbudowana jest z niedopowiedzeń i sekretów”, a rozwikłanie zagadki z przeszłości jest nie tylko szalenie trudne, ale też śmiertelnie niebezpieczne.

„W kraju zbudowanym na kłamstwach dochodzenie do prawdy może być fascynującym zajęciem”. Przed lekturą „Przełęczy” obejrzałam „Martwą Górę. Tragedię na przełęczy Diatłowa”, więc w czasie czytania fragmentów poświęconych wyprawie cały czas miałam przed oczami kadry z tej produkcji. Z jednej strony, nie musiałam sobie wyobrażać zimowego piekła, w jakim znaleźli się turyści, ale z drugiej – bez przerwy porównywałam powieść Krzysztofa Domaradzkiego z rosyjskim serialem. „Przełęcz” czyta się świetnie, ale pewnie książka podobałaby mi się jeszcze bardziej, gdybym nie kojarzyła pewnych faktów związanych z dramatycznymi wydarzeniami z 1959 roku. Niemniej jednak jest to pozycja wciągająca i naprawdę warta polecenia!

Przełęcz” i inne powieści znajdziesz w asortymencie księgarni internetowej selkar.pl

Autorka recenzji: Ewa Ciężkowska-Rumin.