Książka Przyjaciel. Lubię Cię za bardzo

Recenzja książki „Przyjaciel. Lubię Cię za bardzo”

Lili zakochała się w swoim przyjacielu, Jacobie. Nie może mu jednak wyznać, co czuje, bo – po pierwsze – ta informacja ma szansę zniszczyć ich dobrą relację i – po drugie – Jacob to także najlepszy kumpel jej brata, Dawida, który na pewno nigdy nie wybaczyłby jej rozbicia ich zgranego tria. Czytając ten opis fabuły na pewno niejeden z Was ironicznie pomyślał „Nowe, nie znałem” i niestety, książka Agnes Sour zaskoczyć raczej nikogo nie zdoła, chyba że ktoś niczego do tej pory nie czytał albo chował się przez ostatnie lata pod kamieniem. Nie znaczy to jednak, że nie warto sięgnąć i przekonać się samemu, ile razy przerabianie tego samego tematu zdoła zdzierżyć. Ja jestem pewna, że to nie była moja ostatnia powieść tego typu, a motyw i tak jest na tyle znany i lubiany, że chyba nie ma sensu z tym walczyć.

Autorka ewidentnie nie czuła się dobrze w polskich realiach, bo postanowiła nadać swoim bohaterom jak najbardziej obco brzmiące imiona albo przynajmniej bardziej uniwersalne niż taka Małgorzata, czy Sławomir. Dlatego poza Lili i Jacobem mamy Roksanę, czy Adama, a taki Paweł tudzież Dawid otrzymują swoje ksywy, które są częściej używane niż same ich imiona. Samo miejsce akcji przypomina przedmieścia rodem z amerykańskich filmów o nastolatkach, tak jak i relacje bohaterów, styl imprezowania i zwroty akcji, jakie zwykle możemy w nich zaobserwować. Muszę przyznać, że troszkę raziło to w oczy. Trudno uwierzyć, że tak spora grupa osób po szkole średniej jest w stanie pozwolić sobie na nieustające domówki, a jeszcze mniej prawdopodobne jest, że wszyscy pozostają bez jakiegokolwiek nadzoru i absolutnie nikt w ich otoczeniu nie reaguje na przemoc, złe prowadzenie się, bójki, używki i brak jakiejkolwiek kontroli nad emocjami.
Bohaterowie są mocno antypatyczni. Praktycznie każdy jeden. Potrafi ich zdenerwować najmniejsza drobnostka, a ich ulubioną formą reakcji jest nie czekanie na wyjaśnienia i rozwiązywanie konfliktów krzykiem oraz pięściami. No nie jest to paczka znajomych, do której chciałoby się należeć. Zwłaszcza, że tolerują, iż osoby z ich otoczenia uciekają się do szantażu, prób publicznego ośmieszenia, a nawet gwałtu.

Sam wątek główny nie jest zbyt angażujący, bo łatwo przewidzieć, jak się rozwinie i zakończy. Przeszkody, jakie Jacob i Lili napotykają na swojej drodze są znikome, łatwe do przezwyciężenia, choć oni sami przedstawiają je jako problemy na miarę dziury ozonowej. Oczywiście oboje najpierw odrzucają myśl o byciu razem, później zamierzają grać przed innymi obojętność wobec siebie i, jakżeby inaczej, zatajają prawdę przed Dawidem (no co może pójść nie tak?). Brakowało mi w tej historii czegoś, co by ją wyróżniało spośród setek innych, tak podobnych. Jakiegoś plot-twistu, który wzbudziłby choć odrobinkę jakiejś emocji u mnie i pozwolił tę książkę zapamiętać na dłużej. Nic takiego jednak nie miało miejsca, więc zalecam podchodzenie do tej powieści wyłącznie tym, którzy aktualnie nie poszukują w literaturze ambitnej myśli, oświecenia i wbicia w fotel, tylko chcieliby lekko i przyjemnie przebrnąć przez jakąś pozycję, nieco się rozerwać i oczyścić umysł przed czymś z wyższej półki. Innymi słowy: książko, NIE lubię cię za bardzo, ale nie jesteś taka do końca zła.

Przyjaciel. Lubię Cię za bardzo” oraz inne romanse znajdziesz w asortymencie księgarni internetowej selkar.pl

Autorka recenzji: Klaudia Sowa.