kryminał

Recenzja książki „Punkty zapalne” Anny Rozenberg

„Rocznie w Anglii zgłaszano ponad pięćset zaginięć, z czego prawie jedna trzecia w aglomeracji londyńskiej. Coraz częściej w tych mrocznych statystykach pojawiało się Surrey. Narodowe Biuro Statystyczne donosiło, że wiele z tych spraw było zwykłym rodzinnym nieporozumieniem i dzieciaki prędzej czy później się znajdowały. Napływ imigrantów sprawił, że pojawiała się też strefa niedostępna dla statystki. Były to dzielnice, gdzie policja i rząd miały mało do powiedzenia, a przyrost, przypływ i zaginięcia dzieci owiane były tajemnicą”. Woking to nie metropolia, a „zapyziałe angielskie miasteczko”, ale w nim również giną dzieci. Co się stało z pięcioletnią Izą Wolańską, córką polskiej imigrantki? Anna Rozenberg poszła za ciosem. W marcu tego roku w ręce czytelników trafiła pierwsza powieść kryminalną z Davidem Redfernem, a zaledwie sześć miesięcy później doczekaliśmy się kontynuacji. Autorka po raz drugi zabiera nas do niewielkiego Woking, które zalewa fala zbrodni.

W mieszkaniu Redferna doszło do wybuchu. David szuka nowego lokum, ale tymczasowo pomieszkuje w dziadka. Marta nadal nie daje znaków życia, więc policjant podejrzewa, że wpadła w ręce tajemniczego Palacza, który nadal pojawia się w najbardziej niespodziewanych momentach. Tymczasem policja w Woking zajmuje się poszukiwaniem Izy Wolańskiej.  Dziewczynka zniknęła, kiedy znajdowała się pod opieką sąsiadki. Czy dziecko zostało porwane? Z każdą godziną szanse na odnalezienie pięciolatki maleją, a Redfern ma na głowie drugą trudną sprawę –  wyjątkowo krwawe i brutalne podwójne morderstwo. „Ściany, szafa przesuwana, łóżko, zasłony zdawały się zlewać w jedno. Przy każdym kroku spod wykładziny wypływała brązowawa, gęsta breja. Słodkawy trupi zapach nie pozwalał oddychać”. Czy doszło do zbrodni na tle religijnym?

Ponownie gościmy w hrabstwie Surrey. Znowu mamy brytyjskiego bohatera  i brytyjską scenerię, ale o wiele ciekawsze zagadki kryminalne, bo – na szczęście dla spragnionych wrażeń czytelników – „W Woking wydarzyło się ostatnio tyle makabry. Za dużo jak na jedno wypiździajewo”. Obie sprawy prowadzone przez Redferna są równie interesujące, a zakończenie autentycznie zaskakuje. David musi „myśleć o dwóch dochodzeniach jednocześnie i o każdym z osobna. Morderstwa na Monument Road oczywiście wymagały wykrycia sprawcy, ale to Wolańscy cały czas byli największą zagadką”. I gdyby tylko autorka zrezygnowała z kilku wątków pobocznych, które spowalniają akcję, to książkę czytałoby się jeszcze lepiej.  Wspaniale było znowu spotkać dziadka Siwiaszczyka oraz karmionego polskimi zupami „Bambiego”, dzięki któremu wiemy, że „nie ma obietnic nie do złamania. Zwłaszcza w obliczu merdającego ogona i małych wesołych oczu spoglądających zaczepnie”. W„Punktach  zapalnych” autorka kolejny raz dzieli się z czytelnikami swoimi obserwacjami na temat emigracji, wskazując, że „powojenna, ta napędzana strachem, scalała ludzi”, a  „w emigracji dwudziestego pierwszego wieku nie było miejsca na polską gościnność, na którą nikt w pogoni za funtem nie miał czasu”, ale też zwraca uwagę na problem rasizmu oraz przemocy domowej i braku reakcji otoczenia, bo „ludzie odwracają oczy, wolą się nie mieszać, a płacz maltretowanych dzieci skutecznie zatrzymują cztery ściany”.

Bardzo rzadko się zdarza, żebym po lekturze dwóch tomów serii kryminalnej miała dokładnie takie same odczucia. Należy się cieszyć, że autorka trzyma poziom, ale z drugiej strony – liczyłam na większy progres. Wiele wyjaśniły „podziękowania”, w których Anna Rozenberg zdradza, że druga część powstała tak naprawdę przed pierwszą. A zatem nie pozostaje nic innego, jak czekać na trzeci tom z Davidem Redfernem, który, miejmy nadzieję, będzie jeszcze lepszy od „Punktów zapalanych” i „Masek  pośmiertnych”.

„Punkty zapalne” oraz inne książki kryminały, znajdziecie w księgarni internetowej selkar.pl

Autorka recenzji: Ewa Ciężkowska – Rumin