Recenzja książki “Serce trolla” Holly Black

„Serce trolla” to druga część z serii „Elfy ziemi i powietrza” pióra Holly Black. Z całą radością mogę oznajmić, że kontynuacja wypadła znacznie lepiej niż poprzedni tom. Może to kwestia znośnych bohaterów, którzy są miłą odmianą po irytujących na każdym kroku postaciach występujących w „Złej królowej”. Może to nowatorski pomysł na fabułę i zerwanie ze schematem: „weźcie mnie do magicznego świata, jest lepszy niż szara codzienność”. A może to po prostu znaczna poprawa stylu, dopracowanie dialogów i intensywne rozbudowanie charakteru Val, o której wiadomo znacznie więcej niż o Kaye z poprzedniej części. Losy tej dziewczyny śledziłam tym razem z niemałym zainteresowaniem. Rozumiem też motywy, jakimi się kierowała, dokonując trudnych wyborów, a tego mi we wcześniejszej książce zdecydowanie brakowało.

„Nie mogła uwierzyć, że spędziła noc na opuszczonej stacji metra z grupą bezdomnych wykolejeńców. Nie mogła uwierzyć, że zamiast krzyczeć i płakać, gdy zastała Toma ze swoją matką, ogoliła sobie głowę i poszła na mecz hokeja. Nie wierzyła też w to, że siedzi tu i spokojnie zjada cudzy obiad, chociaż nie tak dawno obywała pogawędkę z potworem” – ten cytat idealnie oddaje sytuację Val, w której znalazła się w ciągu zaledwie czterdziestu ośmiu godzin! Dziewczyna z dnia na dzień straciła zaufanie do najbliższych jej osób, przez co rozżalona postanowiła na moment od nich odpocząć. Popołudniowy wypad zamienił się jednak w ucieczkę, kiedy Valerie, niesiona ciekawością, poznaje dwójkę włóczęgów plotących bzdury o elfach i czarach. Ostatecznie sama na własne oczy chce się przekonać o tym, czy aby jej nowi przyjaciele nie mówią przypadkiem prawdy. Tak spotyka tytułowego trolla, istotę inną niż przedstawiają to legendy, choć nie mniej groźną. Stwór ostro pogrywa ze śmiertelnikami i wymusza na Val zaciągnięcie się u niego na służbę. Miesięczna kara przynosi głównej bohaterce sporo niespodzianek – nie zawsze przyjemnych.

Postacie drugoplanowe, jak Lolli i Dave, są świetnie napisane. Tajemnicze i dzikie. Od pierwszego spotkania z nimi czytelnik czuje, że wiele przeszli, a ich historia z pewnością jest długa i zawiła. Żeby ją jednak poznać w większej mierze, trzeba trochę poczekać. Mimo to każdy szczegół z ich życia, jak chociażby przygarnięcie (a w zasadzie kradzież) kociaka jest fascynujący. Ponadto prawdziwym mistrzostwem jest wątek kary Val, która musi roznosić narkotyk stworkom z nieznanego jej dotąd świata. Specyficzna substancja pozwala przetrwać istotom magicznym kontakt z żelazem, które może wyniszczyć ich nieodporne na jego działanie ciałka, a nawet zabić.

Bohaterka w trakcie „Serca trolla” przechodzi sporą przemianę. Już nie chce być tą łatwowierną małolatą, której własna matka, mieszkająca z nią pod jednym dachem, jest w stanie wbić nóż w plecy. Choć część jej tęskni za iluzorycznym domowym ogniskiem, Valerie jest od teraz gotowa na podejmowanie ryzyka, testowanie własnych granic i nowe doznania. Dzięki jej postaci książka jest wciągająca, jak mało która autorstwa Holly Black. Wartka akcja, która nie zwalnia ani na moment świetnie odzwierciedla błyskawiczny postęp, jaki zaszedł w życiu Val, ale też utrudnia oderwanie się od lektury, choćby na króciutką chwilę. Muszę przyznać, że zaskoczyło mnie, jak dobrze tom drugi wypadł na tle pierwszego, który był trochę rozczarowujący.

Autorka recenzji: Klaudia Sowa

“Serce trolla” i inne książki młodzieżowe fantasy znajdziecie w księgarni internetowej selkar.pl.