Recenzja książki “Siostra gwiazd” Marah Woolf

Ziemia jest za mała, żeby pomieścić naraz ludzi, czarodziejów i demony. Wojny wyniszczały każdą z tych populacji, dlatego ktoś musiał pójść na ustępstwa. Zawarto pakt z siłami zła, które miały się udać na ósmy kontynent i go zasiedlić, dając w zamian pozostałym rasom miejsce do spokojnego życia. Sielanka nie trwała jednak długo. Demony wracają i wydaje się, że nie ma nikogo, kto mógłby je zatrzymać. Wielki Mistrz Loży, Ezra, w swoim uporze i wyniosłości nie zważa na rady ani błagania innych. Trzy siostry oraz Ash wyruszają z misją do Francji, by przekonać go do podjęcia zdecydowanych działań. Od tego mogą zależeć losy wszystkich.

Tytułową siostrą gwiazd jest Vianne. Dziewczyna, choć bardzo młoda, zdążyła sporo przejść. Została ukąszona przez sylfidę, przez co zapadła na bardzo ciężką chorobę, która mocno wyniszczyła jej organizm. W pewnym momencie wydawało się, że nie ma dla niej ratunku. Jedyną nadzieję na przetrwanie dawał jej wyjazd do opactwa, w którym miano roztoczyć nad nią opiekę. Vi nie chciała jednak opuszczać Francji, a co ważniejsze Ezry, którego obdarzyła szczególnym uczuciem. Nie mając nic do stracenia wyznała mu swoją miłość, lecz czarodziej ją odrzucił i to w dość brutalny sposób. Wątek ten nie jest typowym banalnym romansem dopełniającym historię. W pewien sposób relacja Vianne i Ezry stanowi główną oś kolejnych zdarzeń. Autorka świetnie przedstawiła ich zawiłe losy, nie szczędząc czytelnikowi okazji do złości, frustracji i wzruszeń.

Po burzliwym rozstaniu Vi dochodzi do siebie, także w sensie zdrowotnym. Po dwóch latach znowu jest w stanie normalnie funkcjonować. Pojawia się tylko jeden szkopuł – straciła swoje magiczne zdolności. A czymże jest czarodziejka bez swoich czarów? Balastem. Problemem. Ofiarą. Dziewczyna próbuje sobie radzić z nową sytuacją, jednak nie traci nadziei na odzyskanie mocy. Dodatkowego stresu dostarcza jej misja powierzona przez Kongregację. Polega ona bowiem na przemówieniu do rozumu Ezrze, którego zapamiętała jako najbardziej upartą istotę we wszechświecie. Vianne ma na szczęście wsparcie swoich cudownych sióstr, które poszłyby za nią w ogień (opcjonalnie na bitwę z krakenem).

Podoba mi się pomieszanie świata, jaki znamy z magią oraz legendami arturiańskimi. Łatwiej odnaleźć się w tej rzeczywistości, pojąć reguły rządzące uniwersum i dać się wciągnąć lekturze bez reszty! Akcja nie zwalnia nawet na krótki moment, więc trudno odłożyć „Siostrę gwiazd” przed ostatnią kropką. Sporo ciekawych wątków wciąż nie zostało zamkniętych, więc liczę na ich kontynuację w kolejnych tomach. Przygody i perspektywa pozostałych sióstr również zapowiadają się obiecująco. Trio zarysowane przez Woolf to jedna z bardziej zjawiskowych rodzin ze świata fantasy, z jaką się zetknęłam. Więź łącząca Vianne, Maëlle i Aimée jest niezwykle silna. Wydaje się, że razem grupą nie do pokonania, zwłaszcza gdy towarzyszy im Ash – młody, ambitny czarodziej, członek Kongregacji. Poza nimi w powieści znajdziemy jeszcze wiele kapitalnie skrojonych postaci, a żadnej z nich nie da się nie lubić. Nawet do poważnego Ezry trudno jest nie pałać sympatią.

Nowy cykl Marah Woolf to objawienie. Z całą pewnością książki zdobędą rzesze fanów na całym świecie i będą wymieniane w sąsiedztwie innych uznanych autorów jak Trudi Canavan czy Pierdomenico Baccalario.

Autorka recenzji: Klaudia Sowa

“Siostrę gwiazd” i inne książki młodzieżowe fantasy znajdziecie w księgarni internetowej selkar.pl.