Książka światło które rozjaśnia mrok

Recenzja książki „Światło, które rozjaśnia mrok”

Jeśli ktoś ma zamiar czytać książki Magdaleny Majcher, powinien najpierw rozejrzeć się za dobrym kardiologiem, bo od wykreowanych przez nią historii może pęknąć serce. Moje już było rozdzierane i sklejane tyle razy, że ledwo pompuje krew. A czemu dalej sobie to robię? Bo to powieści piękne, poruszające, mówiące o trudach życia, o tym, jak pogmatwane potrafi ono być. Tu nie ma pojęcia jako-takiego happy endu, jest jedynie szara rzeczywistość i nauka, jak dodać do niej chociaż odrobinę koloru.

Z pewnością każdy kojarzy opowieści o skomplikowanej miłości, niesnaskach rodzinnych, kłopotach na tle zawodowym. W większości obyczajówek wątki te zazwyczaj dobrze się kończą, na ostatnich stronach bohaterowie stają na ślubnym kobiercu, dostają awans, odbierają nagrody, godzą się z dotychczasowymi wrogami. U Magdaleny Majcher jest dobrze, jeśli na finiszu nikt nie zginie, nie ucierpi lub się nie załamie. Mottem przewodnim jej książek wydaje się być „Byleby jakoś przetrwać”. Może właśnie dlatego są takie wciągające. Czyta się je pomimo bólu, jaki potrafią wywołać. Bo przecież nie jesteśmy potworami. Kibicujemy postaciom, by zaznały nieco szczęścia i naprostowały swoje sprawy, żebyśmy razem z nimi mogli odetchnąć, czy poświętować. A tymczasem sięgamy po „Światło, które rozjaśnia mrok” i okazuje się, że to całe światło to ledwie płomyczek, mała iskierka w tym morzu ciemności. I mimo tego chcemy wciąż więcej i więcej.
Książka jest kontynuacją cyklu „Światła, które nigdy nie gaśnie”. W pierwszej części Alicję spotkał zawód ze strony jej męża. Józef okazał się oszustem finansowym i trafił przed oblicze sądu. Dostatnie życie kobiety poszło w zapomnienie. Ona sama jeszcze jakoś poradziłaby sobie ze szczuplejszym portfelem, ale przecież dziecko w drodze i trzeba zadbać o jakąkolwiek wyprawkę dla niego. Nie czekając, aż komornik sam wyrzuci ją z domu, Alicja wraca do rodzinnego Kołobrzegu, gdzie czeka ją konfrontacja z rodziną, z którą dekadę temu mocno ograniczyła kontakt. Stało się to po tym, gdy jej narzeczony związał się z jej siostrą, niczego nie tłumacząc. Wówczas po stronie Alicji stanęła wyłącznie jej babcia, która zmarła, pozostawiając po sobie mieszkanie, do którego przyszła matka przeniosła się po tym, jak okazało się, że jej mąż wszedł w konflikt z prawem.

W „Świetle, które rozjaśnia mrok” pojawiają się nowe wątki, jak przyrodnia siostra, o której skłócone rodzeństwo nie wiedziało, czy samotne rodzicielstwo. Dodatkowo, dowiadujemy się też, co takiego sprawiło, że Alicja w ekspresowym tempie straciła swoją dawną miłość oraz jak prawda wpłynie to na jej obecne relacje z siostrą. Tym zdarzeniom towarzyszyć będzie nadmorska panorama z widokiem na latarnię – symbol nadziei oraz poszukiwania stabilizacji.

Powieść można czytać bez sięgania po poprzedni tom, choć z pewnością temu, kto to zrobi, trudno będzie powstrzymać się, by nie chwycić za kolejny, który, jak mam nadzieję, pojawi się w przeciągu następnego roku. Sama jestem ciekawa, jak potoczą się losy Wojtka, Agaty i malutkiej Ani. Czy istnieje rozwiązanie, które pozwoli tym wszystkim niespokojnym duszom dobić wreszcie do bezpiecznej przystani i zacumować na stałe? Czy w obliczu tylu sekretów skrywanych przez lata jest jeszcze szansa na pojednanie? Jeżeli tak, to uda się to tylko dzięki niekwestionowanej magii Kołobrzegu.

 

Światło, które rozjaśnia mrok” oraz inne powieści polskie znajdziesz w asortymencie księgarni internetowej selkar.pl

Autorka recenzji: Klaudia Sowa